Co mężczyzna wie o ciąży? Nic, zero, null

10:31 Gosia Komentarzy: 2

Z góry uprzedzam, że nie jestem wojującą feministką i męska niewiedza na temat ciąży i tematów okołoporodowych raczej mnie rozczula, niż drażni. A że niewiedza ta jest ogromna, to sama się przekonałam.

Pewien pan, nazwijmy go Bolek, tak oto ostatnio do mnie powiada:
- Tak się zastanawiam. Jak ty tam coś zjesz, np. schabowego, to ten schabowy potem idzie do dziecka? No ale gdzie ono potem kupę robi?

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku i opanowaniu śmiechu odpowiadam:
- Schabowy nigdzie nie idzie. Jest trawiony, a do dziecka razem z krwią przechodzą same składniki odżywcze.

Niby przytaknął i okazał zrozumienie przeciągłym "ahaa", ale śmiem wątpić, czy rzeczywiście pojął ten skomplikowany mechanizm.

Sytuacja numer dwa.

Inny pan, powiedzmy Romek, pyta:
- To ma już 10 cm? Czyli tak właściwie to do końca urośnie jeszcze do 20 cm?

Z podobną anielską cierpliwością jak w sytuacji numer jeden odpowiadam:
- Nie do 20 cm, ale do 50 cm.

Wielkie oczy.

- Jak to do 50 cm? Ale gdzie to niby się zmieści?

I w tym momencie wygłosiłam nieco dłuższy wykład o tym, że to długość od czubka głowy do stóp, a dziecko przecież nie leży wyciągnięte jak struna, tylko skulone w kłębek. Więc jakoś się mieści, choć z trudem, dlatego rozpycha się tu i ówdzie, co można zobaczyć i poczuć.

Ach, gdyby tak każdy mężczyzna urodził przynajmniej jedno dziecko, świat byłby piękniejszy.

G.

2 komentarze:

Wyginam śmiało ciążowe ciało

14:39 Gosia Komentarzy: 3

... a przynajmniej taki mam zamiar.

Przyznam szczerze, że podziwiam te osoby, które skoro świt wskakują w dres i biegną w siną dal. Zazdroszczę też tym, którzy trzymają się założonego planu treningowego i nic nie jest w stanie utrudnić im osiągnięcie zamierzonego celu. Cóż, ze wstydem muszę wyznać, że pod względem aktywności fizycznej grzeszę lenistwem i nadmiernym umiarkowaniem.

Nic nie jest w stanie mnie zmotywować. Zakupiony karnet zwykle po dwóch wejściach ląduje gdzieś w kącie i dogorywa. Bo zanosi się na deszcz, bo w gardle coś drapie, bo muszę bardzo pilnie zrobić pranie, bo... Na marne idą też próby przekonania samej siebie, że przecież sport to zdrowie.

Ale uwaga, uwaga. Chyba coś się zmienia. Bo choć nie motywuje mnie dbałość o moje własne zdrowie, to przecież teraz muszę myśleć o NASZYM zdrowiu. Powzięłam więc ambitną decyzję, że zapiszę się na fitness dla kobiet w ciąży.

W pełni władz umysłowych uprzejmie proszę więc o ochrzan, jeśli okaże się, że jak zwykle moje plany spełzną na niczym.

G.

3 komentarze:

Oddajcie mi mój mózg

23:00 Gosia Komentarzy: 7

Dopadła mnie skleroza ciążowa.

Mam wrażenie, że z każdym następnym tygodniem ciąży kolejne komórki w moim mózgu wyciągają transparent z napisem: "protest!". Nie poznaję znajomych na ulicy, w drodze z pokoju do kuchni zapominam, po co właściwie poszłam, a moja umiejętność łączenia faktów została znacznie upośledzona. Utrata pełnej kontroli nad własnym umysłem przejawia się również tym, że nieustannie coś upuszczam, w coś wchodzę i o coś się potykam. Nic dziwnego, że mój Pe razu pewnego z niepokojem w głosie zapytał: "ale to ci minie po ciąży?".

No właśnie, minie? Oby. Bo póki co odnoszę wrażenie, że po prostu (niegramatyczność zamierzona) zgłupłam.

G.

7 komentarze:

Top 5 pierwszego trymestru

20:44 Gosia Komentarzy: 10

Powoli (Jezu, jak ten czas się ciągnie...) wkraczam w drugi trymestr. Podobno bezpieczniejszy, łatwiejszy, przyjemniejszy. Podobno, bo póki co czuję się, jakbym po pas tkwiła jeszcze w trymestrze pierwszym. Mój małżonek (nazwijmy go w skrócie: Pe) wyczytał nawet, że najbliższe miesiące nazywane są "ciążowym miodowym miesiącem". Ha, ha, ha. Mogę się założyć, że termin ten ukuł jakiś facet.

Ale wracając do tematu, pierwszy trymestr ma się ku końcowi. Pora więc na małe podsumowanie. Jakie momenty na pewno zapamiętam?

Pierwszy objaw. Lato, słońce, morze, 41 stopni w cieniu. Mając na uwadze własne zdrowie, sięgam po tubkę kremu do opalania SPF50. Hm, hm, hm. Czemu on tak przeokrutnie śmierdzi? Dolali do niego litr czystej wódki? Pytam więc Pe, czy i on czuje ten niesamowity, za przeproszeniem, odór. "Yyy, ale przecież ten balsam w ogóle nie pachnie". Hm, hm, hm. W jednej chwili wyświetliła mi się w głowie cała lista ciążowych objawów i jak byk oczami wyobraźni zobaczyłam: "zwiększona wrażliwość na zapachy".

Test ciążowy. Tuż po przyjeździe z wakacji pobiegłam do apteki po test. No dobrze, aby nie mijać się z prawdą: popędził Pe, tak, że się za nim kurzyło. O dziwo, w pełni spokojna i niemal pewna, że to tylko formalność, nasikałam, gdzie trzeba i - gotowe. Dwie kreski. Choć przyznać trzeba, że ta druga kreska dość marna była, więc zrobiłam też test drugi i trzeci...

Pierwsza wizyta. Wciąż, ku własnemu zaskoczeniu, bardzo spokojna i wyluzowana umówiłam się do ginekologa. Jest: pęcherzyk ciążowy. Takie małe okrągłe coś, które owszem potwierdza, że do zapłodnienia doszło, ale niekoniecznie jeszcze świadczy o tym, że ciąża dalej się rozwinie. Ziarenko niepewności wpadło do mojej oazy spokoju. I tkwiło tam do następnej wizyty, na której już oficjalnie można było założyć kartę ciąży.

Pierwsze USG. Oczywiście, chodzi mi o takie, na którym widać już coś więcej niż białą plamę, której ponoć mają urosnąć ręce i nogi. Mowa o takim USG, na którym przemiła pani dr kawałek po kawałku opisuje, co dokładnie widać. Tu nóżka, tam uszko, o, a tu pięć paluszków, no proszę, teraz macha do mamusi. Nawet największy twardziel może się wzruszyć.

Pierwsze... mdłości. Do mniej więcej 8. tygodnia ciąży nie wiedziałam, co to mdłości. Zaczęłam się nawet zastanawiać (o, ja głupia), czy wszystko w porządku i może lepiej, gdyby jednak te mdłości się pojawiły. No i masz, gdybym tylko mogła cofnąć czas, to sama trzepnęłabym się w łeb za te myśli. Dlaczego więc umieściłam mdłości w moim top 5? Początek ciąży wydaje się być dość abstrakcyjnym czasem. Niby jesteś w liczbie mnogiej, ale - czy aby na pewno? Pierwsze mdłości i wymioty rozwiewają wszelkie wątpliwości i gdy przez kolejną godzinę trenujesz zdolności paranormalne, które umożliwiłyby kontrolowanie żołądka, nabierasz pewności: tak, jestem w ciąży.

G.





10 komentarze:

Syndrom ciążowej zakupoholiczki

17:32 Gosia Komentarzy: 1

Tak, tak. Ciąża to stan błogosławiony. Tych błogosławieństw otrzymujesz co najmniej kilka. Możesz, tak na przykład, z pełnym błogosławieństwem otoczenia zajadać się na zmianę ogórkami, pizzą i czekoladą i jeszcze wszyscy będą wtórować: "smacznego!". Ku własnemu zaskoczeniu dostajesz też błogosławieństwo partnera, który z nieco mniejszą niechęcią niż dotychczas spogląda na twoje zakupowe szaleństwo. A w takie szaleństwo popada każda przyszła mama, prędzej czy później (zwykle prędzej).

Ciążowy zakupoholizm to taki mały potworek, który czai się w głowie już od chwili, gdy na teście zobaczysz dwie kreski. Będę tyć, będę mieć rozstępy, będę wymiotować, ale co tam - przynajmniej będę mogła bez wyrzutów sumienia pławić się w maciupeńkich skarpetuńciach, śpioszkach w słoniki i sukieneczkach z falbankami. Początkowo próbujesz się opanować. To w końcu dopiero pierwszy trymestr, chyba za wcześnie na zakupy. Kurczę, jak ten czas wolno płynie...

Mimo dzielnych prób stawiania oporu, mimochodem (taaa, jasne) zaglądasz do sklepu internetowego. Chryste Panie. Przepadłam. Jeśli robisz zakupy (dobra, dobra, tyyyylko paaatrzysz) przez internet, to przynajmniej w krótkich chwilach otrzeźwienia możesz wyłączyć przeglądarkę (lub modlić się o to, żeby sieć padła). A co, jeśli skusiłaś się na wizytę w sklepie stacjonarnym? Niech wszyscy święci mają cię w swojej opiece. Umysł każe wyjść, ale serce chłonie te różowości, niebieskości i malutkości i ani myśli się opamiętać.

Jak sobie poradzić z ciążowym zakupoholizmem? A właściwie... po co próbować sobie radzić? To jedyny czas w twoim życiu, kiedy na taki szał wydawania pieniędzy możesz sobie pozwolić. Udanych zakupów!

G.

1 komentarze:

Miedniczka najlepszą przyjaciółką kobiety w ciąży

11:00 Gosia Komentarzy: 4

Mdłości. Nudności. Wymioty. Ach, jak przyjemnie zacząć dzień od krótkiej medytacji nad miednicą. Tyle rzeczy można przemyśleć, a do jakich ciekawych wniosków można dojść.

Chociażby do takich, że wszelkie rady dotyczące ciążowych mdłości o kant d... rozbić.

Migdały. Owszem, smaczne. I jeśli nic innego nie chce przejść przez gardło - bardzo przydatne. Ale jedno mogę powiedzieć z pewnością: NIE zapobiegają mdłościom.

Lekka przekąska jeszcze przed wstaniem z łóżka. W innej wersji: śniadanie do łóżka przygotowane przez męża (sratatata). Podobno spałaszowanie czegoś lekkiego (herbatników, suchej kromki dla konia) pomaga zapobiec mdłościom. Taaa... Jedyna zaleta śniadania w łóżku jest taka, że (przepraszam co wrażliwsze czytelniczki) jest potem czym wymiotować.

Relaks i odciąganie myśli od mdłości. Ehe, ehe. Żołądek podjeżdża do gardła przy każdym najdrobniejszym ruchu. Czasem nie trzeba nawet żadnego ruchu, a i tak ściska i skręca. Jedyne, na co masz ochotę, to leżeć i modlić się o to, żeby w końcu nadszedł drugi trymestr.

Spacery. Spacer z mdłościami wygląda mniej więcej tak: idziesz zgięta w pół, ledwo powłóczysz nogami, rozbieganym wzrokiem szukasz najbliższej ławki i w myślach przeklinasz się za to, że w ogóle przyszła ci do głowy taka głupota jak opuszczanie bezpiecznego i cieplutkiego łóżka.

Moja rada na ciążowe mdłości? Przetrwać je.

G.

4 komentarze:

09:41 Gosia Komentarzy: 0

Kontakt w sprawie współpracy, reklamy, funkcjonowania bloga i innych ważnych kwestii: matkaporazpierwszy@gmail.com

Możliwe formy współpracy:
- testy produktów
- recenzje książek 
- konkursy
- banery
- relacje z wydarzeń

Grudzień 2014 r.


Dotychczas współpracowałam z:



0 komentarze: