Ciążowy must have: balsam przeciw rozstępom Palmer's

17:32 Gosia Komentarzy: 16

Długo szukałam idealnego balsamu. A że moja skóra go potrzebowała, widać było na pierwszy rzut oka. Przetestowałam kilka kosmetyków, ale żaden nie przekonał mnie w 100 proc. Albo miał nieprzyjemny zapach, albo był niewydajny, albo po prostu nie nawilżał. Wtedy trafiłam na balsam przeciw rozstępom Palmer's.

Alleluja!



Balsam ten to prawdziwy hit wśród kobiet w ciąży - i wcale mnie to nie dziwi. Po pierwsze, doskonały skład. Zwykle producenci chwalą się, że ich kosmetyk zawiera np. masło shea. Kiedy jednak spojrzymy na etykietę, okazuje się, że to biedne masło shea nieśmiało ukryło się gdzieś na końcu spisu, wyprzedzane przez konserwanty, ftalany i inne cuda. W tym przypadku jest zupełnie inaczej. Kluczowe substancje zajmują ścisłą czołówkę. Na liście znajdziemy m.in. masło kakaowe, olej kokosowy, wspomniane masło shea, olej ze słodkich migdałów, ekstrakt z wąkrotki azjatyckiej, olej arganowy, kolagen, elastynę. Wyobrażacie sobie lepszą kompozycję? Ja nie.

Po drugie, konsystencja i zapach. Nie przepadam za kosmetykami o mdłym, landrynkowym aromacie. Choć balsam Palmer's ma słodki kakaowy zapach, to jest on wyjątkowo przyjemny i odprężający. Do gustu przypadła mi też konsystencja. Nie za gęsta, nie wodnista. Idealnie się rozprowadza na skórze.

Po trzecie - i najważniejsze - balsam naprawdę działa! Wystarczy wspomnieć, że właśnie wkroczyłam w 8. miesiąc, a na skórze nie ma ani jednego, nawet najmniejszego rozstępu. Być może po części to zasługa genów: moja mama po dwóch ciążach może pochwalić się gładką skórą. Ale umówmy się, geny to nie wszystko. Nawet najlepszym genom trzeba pomóc odpowiednią pielęgnacją.

Polecam z czystym sumieniem!

Cena: ok. 25 zł.

G.

16 komentarze:

Matka na zakupach cz. 2.

14:50 Gosia Komentarzy: 13

Kolejna porcja rzeczy, o których warto pamiętać. Kompletowanie wyprawki już właściwie zakończone.

Zestaw kosmetyków Linomag: żel do mycia głowy i ciała (ok. 8 zł), oliwka (ok. 8 zł), krem przeciwsłoneczny SPF30 (ok. 17 zł), krem pielęgnacyjny z witaminami A+E (ok. 8 zł) oraz maść Bepanthen (ok. 26 zł/100 g).

Ostatecznie nie zdecydowałam się na zakup Emolium. Położna na szkole rodzenia stwierdziła, że nie ma potrzeby stosowania go profilaktycznie, a dopiero gdy pojawiają się u malucha jakieś problemy ze skórą. A biorąc pod uwagę fakt, że do najtańszych nie należy, wolę odłożyć ten zakup do momentu, aż faktycznie będzie niezbędny.


Pieluchy tetrowe (łącznie ok. 20 sztuk, część w rozmiarze 40x80 cm, część 70x80 cm), pieluchy flanelowe (5 sztuk, 70x80 cm), gaziki jałowe i gaziki nasączone alkoholem. Planuję jeszcze dokupić spray Octenisept, a także sól fizjologiczną i pieluszki jednorazowe.


Ceratka Canpol (ok. 3 zł), do ułożenia w łóżeczku pod prześcieradłem, podkłady do przewijania Bella Panda (ok. 8 zł/10 szt.) oraz podkłady Seni (ok. 15 zł/10 szt.), przydatne po porodzie w szpitalu i w domu, aby uchronić prześcieradło przed zabrudzeniem. Do zakupienia pozostały mi jeszcze siateczkowe majtki poporodowe, np. Hartmann



G.

13 komentarze:

Czym mierzyć dziecku temperaturę?

13:19 Gosia Komentarzy: 15

Muszę przyznać, że ten wyprawkowy zakup sprawił mi najwięcej problemów. Postanowiłam więc poszukać idealnego termometru drogą eliminacji. W pierwszej kolejności odrzuciłam taki wynalazek jak termometr w smoczku. W teorii pomysł świetny, ale wydaje mi się, że w praktyce jego stosowanie wygląda niestety mniej różowo. Bo jak tu przekonać rozgorączkowane płaczące niemowlę, aby w spokoju przez kilka minut ssało smoczka?

Jako drugi skreśliłam termometr przeznaczony do bezdotykowego pomiaru temperatury na czole dziecka. Niemal w każdej opinii znaleźć można uwagę, że wartości uzyskane na drodze kilku pomiarów bardzo się między sobą różnią. Można by obliczać średnią, ale powiedzmy sobie szczerze: która z nas będzie mieć na to czas i ochotę? Taki pomiar skutecznością dorównuje wróżeniu z fusów. 

Następnie skupiłam się na termometrach dousznych. Bingo! Po zapoznaniu się z opiniami zdecydowałam się na zakup termometru Braun Thermoscan IRT 4520. Po kilku testach przeprowadzonych na mnie i na Pe mogę stwierdzić, że to był dobry wybór. Przy kilkakrotnym mierzeniu na wyświetlaczu pojawia się ta sama wartość, którą potwierdza też zwykły "podpaszny" szklany termometr. Różnica wynosi co najwyżej 1-2 "kreski", czyli jest właściwie nieistotna. 



Kilka słów o termometrze Braun:
- czas pomiaru: 1-2 sekundy
- zakończenie pomiaru sygnalizowane dźwiękiem
- pamięć wartości ostatnich pomiarów
- stosunkowo duży, czytelny wyświetlacz
- zasilanie bateryjne

Cena: 130-160 zł (ja kupiłam za 110 zł)

Oczywiście, trzeba pamiętać o właściwym użytkowaniu termometru. Pomiarów nie należy dokonywać w uchu objętym stanem zapalnym, po kąpieli czy spacerze. Termometr wymaga też stosowania wymiennych kapturków. Teoretycznie nowy kapturek należy nakładać przed każdym pomiarem. Według mnie jest to jednak spora nadgorliwość. Wydaje mi się, że w zupełności wystarczy, gdy kapturek będzie zmieniany w przypadku pomiaru temperatury u różnych osób. Jeśli natomiast pomiary będą dokonywane tylko u jednej osoby chorującej przez kilka dni, to kapturek wystarczy zmienić raz, góra dwa razy dziennie. Przy zakupie termometru otrzymujemy 21 kapturków, można również dokupić je osobno (cena: ok. 15 zł/20 szt.).

A co ze zwykłymi szklanymi termometrami? Takie rozwiązanie też wchodzi w grę. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w aptekach już nie dostaniemy termometrów rtęciowych. Można natomiast kupić termometr, w którym rtęć zastąpiona została galem (np. Geratherm Classic, ok. 20 zł). Posiadam i też polecam. W przypadku niemowląt pomiaru dokonujemy w pachwinie (nie w pupie!).

G.

15 komentarze:

Weekendowa Szkoła Rodzenia Ujastek

15:43 Gosia Komentarzy: 13

Teoria teorią, a i tak wszystko wyjdzie w praktyce. Niby tak, ale ja wychodzę z założenia, że im lepiej ma się opanowaną teorię, tym mniej błędów popełni się w praktyce. Dlatego oczywiste było dla mnie to, że wybierzemy się na szkołę rodzenia. Wybór padł na weekendowe zajęcia prowadzone przy szpitalu Ujastek (w Krakowie), w którym to planuję rodzić.

Wykłady odbywały się w sobotę i w niedzielę w godzinach (mniej więcej) od 9 do 16. Przyznam, że mimo przerw niełatwo było wysiedzieć, a na ostatnich zajęciach w niedzielę jedyne, o czym marzyłam, to położyć się do łóżka i obudzić w poniedziałek. Ale - sami zdecydowaliśmy się na takie warsztaty "w pigułce", więc nie mogę narzekać.

Podczas zajęć wysłuchaliśmy wykładów ginekologa, położnej, prawnika, psychologa, pielęgniarki noworodkowej i przedstawiciela banku komórek macierzystych. Można więc było dowiedzieć się, jakie są poszczególne fazy porodu, czego można spodziewać się w ich trakcie, jakie są metody łagodzenia bólu, na czym polega połóg i jak dbać o siebie w ciągu tych pierwszych tygodni po porodzie. Poruszona została tematyka urlopów macierzyńskich, ojcowskich i rodzicielskich, praw kobiet w ciąży i formalności, jakich należy dopełnić po narodzinach dziecka. Usłyszeliśmy wiele praktycznych rad, co powinno znaleźć się w torbie do szpitala i w wyprawce, a z czego można zrezygnować. Nie zabrakło wykładu na temat laktacji, baby blues i depresji poporodowej. Odbyły się także warsztaty z kąpieli noworodka oraz zajęcia, podczas których poznaliśmy techniki oddechowe i ćwiczenia, które przygotowują do porodu.

Moje wrażenia? Mimo wspomnianego zmęczenia wyszłam z zajęć zadowolona i... podbudowana psychicznie. Może dzięki pozytywnej atmosferze wytworzonej przez prowadzących, a może dzięki temu, że wykłady pomogły mi usystematyzować posiadaną wiedzę, mam poczucie, że poradzę sobie ze wszystkim. A jeśli pojawią się problemy, są osoby, które chętnie doradzą i pomogą.

Dodam, że udział w szkole rodzenia spodobał się również mężowi. Początkowo obawiałam się, że po pierwszej godzinie będzie miał dość, a tu - miłe zaskoczenie. Słuchał z uwagą, zadawał pytania, a po powrocie stwierdził, że "całkiem fajnie było". Odniosłam wręcz wrażenie, że stał się jeszcze bardziej empatyczny, a w niedzielny wieczór nie mógł się odkleić od mojego brzucha, powtarzając, że Lenka będzie córunią tatunia. Także i z tego powodu polecam udział w szkole rodzenia (jakiejkolwiek, nie musi to być Ujastek). Jest to jeden z wielu kroków, który można postawić wspólnie i który umacnia więź, zarówno tą partnerską, jak i tą między ojcem a dzieckiem.

G.

13 komentarze:

Od nadmiaru miłości można dostać mdłości

14:45 Gosia Komentarzy: 9

Odkąd pamiętam, miałam pecha do niewłaściwych mężczyzn. Nie chodzi mi jednak o typ niegrzecznego chłopca. W tym przypadku akurat mój głos rozsądku działał bardzo sprawnie. Podobno przed śmiercią przed oczami przewija się całe dotychczasowe życie. Kiedy natomiast ja napotykałam na swojej drodze rozbrajającego łajdaka, w wyobraźni wyświetlał mi się film pt. "Nasza wspólna przyszłość". Zwykle przypominał on bardziej horror niż komedię romantyczną. Głos rozsądku podpowiadał więc: "chrzanić to!". Więc chrzaniłam, i nasz romans kończył się, jeszcze zanim zaczął się na dobre.

Pisząc o "niewłaściwych mężczyznach" mam na myśli rozmemłanych romantyków, którzy gdyby tylko egzystowali kilka wieków temu, na pewno trudniliby się śpiewaniem rozdzierających serce serenad. Nie wiem czemu, może to przez mój wygląd niewinnej, czyt. romantycznej, blondynki (ha ha ha), przyciągałam takie męskie, irytujące egzemplarze jak miód pszczoły. Choć wolałabym porównanie: jak miód rozlazłe, flegmatyczne niedźwiedzie.

Jeden więc przez kilka lat liceum wodził za mną wzrokiem, a kiedy tylko zbliżały się Walentynki, mogłam być pewna, że otrzymam pełną serduszek pocztówkę. Czas na przerwach upływał mi więc zwykle na ucieczce przed szwendającym się za mną wielbicielem. Uciekać musiałam oczywiście też na szkolnych dyskotekach i klasowych wycieczkach.

Drugi z kolei wręczył mi dnia pewnego notesik zapisany wierszami. Dla wyjaśnienia dodam, że sama w młodości popełniłam kilka wierszy (bo kto nie popełnił?), ale na bycie natchnieniem dla kogoś do pisania takowych byłam wybitnie uczulona. Z uprzejmości więc przyjęłam, ale nawet do niego nie zajrzałam (teraz sobie myślę, że może było warto, tak z czystej ciekawości). Ten sam adorator wielokrotnie powtarzał mi, że ze mną to i pod mostem mieszkać może, byle razem. Biedak nie zdawał sobie sprawy, że takim gadaniem mnie tylko odstrasza, bo - co jak co - ale pod mostem znaleźć bym się chciała, szczególnie z nim.

Kiedy więc natrafiłam na Pe, z ulgą stwierdziłam, że nie jest on typem wyjącego do Księżyca romantyka. Oczywiście, zdarza się, że dostanę kwiaty, czekoladę, kiełbachę czy chipsy (o tym więcej tutaj). Ale gdyby podarował mi pluszową poduszkę w kształcie serca, a do niej dołączył liścik z poematem, padłabym trupem ze śmiechu.

Jak więc wyglądają nasze Walentynki? Zwykle obchodzimy je kilka dni przed lub po 14 lutego. Po to, aby uniknąć tej wszechogarniającej czerwonej tandety. Idziemy więc do kina lub na porządnego steka, po czym zwykle pada stwierdzenie: "możemy uznać, że to w ramach Walentynek było?". Po uzyskaniu obustronnej zgody, trzymając się za ręce, zadowoleni wracamy do domu.

G.

9 komentarze:

Elektryczna dojarka, czyli o laktatorze słów kilka

16:33 Gosia Komentarzy: 5

Laktator warto mieć, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Dlaczego? Przyda się w przypadku nadmiaru pokarmu czy przeciwnie - w czasie kryzysu laktacyjnego, aby pobudzić produkcję mleka. Będzie również niezastąpiony, gdy chcąc choć na chwilę wybrać się gdziekolwiek bez dziecka, zostawię go ze spanikowanym tatą. Odciągnięty pokarm będzie czekał w lodówce.

Od początku więc laktator znalazł się na mojej liście wyprawkowej. Pojawiło się jednak pytanie, na jaki model i firmę się zdecydować. Pierwsza nazwa, jaka nasuwa się pewnie każdej przyszłej mamie, to: Medela. Może trochę z przekory, a może z poczucia, że nawet jeśli wszyscy czegoś używają, to niekoniecznie musi to być równoznaczne z najwyższą jakością, postanowiłam obszar poszukiwań nieco poszerzyć. Zachęcona pozytywnymi opiniami zakupiłam laktator elektroniczny (elektryczny, jeśli ktoś woli) Lovi Prolactis


Najważniejsze cechy:
- można go używać zarówno jako laktatora elektrycznego, jak i jako laktatora ręcznego, posiada również zasilanie bateryjne, dzięki czemu sprawdzi się np. w podróży;
- dwufazowy system odciągania, naśladujący naturalny rytm ssania piersi przez dziecko;
- możliwość ustawienia siły ssania (osiem stopni);
- butelkę, do której odciągany jest pokarm, wystarczy zakręcić i można schować w lodówce; w zestawie znajdują się również: kubeczek do pojenia, 10 wkładek laktacyjnych Lovi, elementy zapasowe, poradnik nt. karmienia piersią, a całość zamknięta jest w estetycznej, poręcznej torbie;
- dodam, że złożenia laktatora w całość jest banalnie proste, co w przypadku matek debiutantek jest dość istotne.

Więcej o laktatorze Lovi Prolactis przeczytać można tu

Cena: są dość duże różnice między poszczególnymi sklepami, mi udało się zakupić laktator za ok. 350 zł.

G.

5 komentarze:

W czym rodzić?

13:09 Gosia Komentarzy: 22

Z pozoru decyzja dość prosta: w tym, co po wszystkim będzie można bez żalu wyrzucić do kosza. W końcu to szpital, nie pokaz mody. Ale czy to oznacza, że trzeba zmuszać się do założenia czegoś, co odbiera resztki godności, która podczas porodu i tak wystawiona jest na poważną próbę? Takie można odnieść wrażenie, przeglądając garderobę oferowaną pod hasłem "koszula do porodu". Po oczach biją różowości, misie, chmurki i słoniki (o swojej niechęci do takich cudów pisałam już tutaj). Teoretycznie, podczas wydawania na świat potomka, gdy zalana będę potem i łzami, powinnam mieć daleko gdzieś, co akurat mam na sobie.

Powinnam, ale nie mam. Na samą myśl o tym, że i tak pewnie nie najlepsze samopoczucie miałabym sobie dodatkowo psuć koszulą, która o pojęcie dobrego gustu nawet się nie otarła, robi mi się gorzej. W grę nie wchodzi również opcja "obszernego podkoszulka męża", bo koszulka mojego Pe zakrywałaby mi co najwyżej brzuch. Reszta strategicznych miejsc radośnie zerkałaby na otoczenie. Co więc wybrać?

Za radą koleżanki wybrałam się do H&M. A tam: olśnienie! Wypatrzyłam czarną sukienko-tunikę, w rozmiarze o jeden większym niż noszę na co dzień. Bardzo wygodna, nigdzie nie uwiera, o idealnej długości i - co równie ważne - z dużym dekoltem, który sprawdzi się przy karmieniu piersią. Jestem zachwycona. Cena: 39,90 zł.


G.

Zdjęcie: www.hm.com

22 komentarze:

Smaki dzieciństwa

20:20 Gosia Komentarzy: 9

Środek lata. Zapach porannej rosy. Zielone pagórki, las, złote łany zbóż i ścieżki prowadzące donikąd. Całymi dniami buszujemy razem z kuzynką po okolicach, od czasu do czasu kładąc się na trawie i zajadając malinami. Tymi samymi malinami delektują się sarenki, podchodzące pod płot z samego rana.

Początek wiosny. Śnieg topnieje, temperatury rosną. Dziadek schodzi do piwnicy i wyciąga dwie deski, cztery łańcuchy i paski klinowe. Sprawnymi ruchami montuje wszystko na przydomowym trzepaku. Dla mnie i mojego brata staje się czarodziejem, który każdego roku z niczego konstruuje COŚ: dwie huśtawki, z których nie schodzimy od rana do wieczora, aż paski się przetrą i dziadek wykombinuje skądś nowe.

Rodzice wracają z pracy. Po obiedzie wsiadamy wszyscy do wysłużonej syrenki i jedziemy na działkę. Popołudnie spędzamy z bratem na przeskakiwaniu przez kopki siana, co chwilę umyślnie wpadając w nie i zanurzając się w powalającym zapachu. Mama z tatą w tym samym czasie zbierają truskawki i marchewki. Po powrocie do domu z truskawek i kefiru powstanie koktajl, a z marchewek - sok: smaki, które nieodłącznie kojarzą mi się z dzieciństwem i beztroską.

Dzwoni telefon. Babcia przez chwilę rozmawia, po czym woła mnie, żebym zeszła na dół - jedziemy po mleko! Wyprawa polega na wspólnym z dziadkami wyjeździe za miasto, do znajomej, która zaopatruje nas właśnie w mleko. Ale to nie ono jest główną atrakcją: podczas gdy dziadkowie dyskutują przy herbatce, ja gonię za królikami, co i rusz łapiąc któregoś i mocno przytulając. W drodze powrotnej przystajemy w niewielkiej cukierni, kupując po gałce lodów cytrynowych.

Aby dzieciństwo było szczęśliwe, nie potrzeba sterty zabawek. Wystarczy towarzystwo ukochanych osób, które każdej chwili potrafią nadać niepowtarzalny smak.

G.


9 komentarze:

A czy TY wiesz, jak uratować swoje dziecko?

16:45 Gosia Komentarzy: 9

Wystarczy kilka sekund, aby pełne życia dziecko zamieniło się w bezwładne ciałko, czekające na przebudzenie. Wizja, że to akurat moje dziecko zakrztusi się jakimś dziadostwem, spędza mi sen z powiek. A że takie rzeczy dzieją się nie tylko w filmach, lecz w rzeczywistości, i to całkiem często, postanowiłam się podszkolić.

Wyszperałam więc w czeluściach YouTube filmy pokazujące, co i jak trzeba zrobić w przypadku różnych zagrożeń, które czyhają na malucha. Warto obejrzeć i przyswoić.

BEZDECH


CIAŁO OBCE


GORĄCZKA


ODWODNIENIE



OPARZENIE



SKALECZENIE



UPADEK


WYCHŁODZENIE


ZATRZYMANIE KRĄŻENIA


G.

9 komentarze:

Akademia MamaPyta.pl

16:38 Gosia Komentarzy: 7


Poradniki, czasopisma, portale, blogi - współcześni rodzice mogą korzystać z wielu zróżnicowanych źródeł wiedzy. Nic jednak nie zastąpi spotkania z udziałem innych rodziców i ekspertów, które przebiega w przyjaznej i życzliwej atmosferze. Coraz częściej organizowane są więc warsztaty i konferencje, które są doskonałym miejscem na wymianę doświadczeń. Jednym z tego typu wydarzeń jest Akademia MamaPyta.pl. Dlaczego piszę akurat o tym? Bo byłam, widziałam, przeżyłam i gorąco polecam.

Akademia MamaPyta.pl to cykl konferencji odbywających się w różnych miastach w Polsce, a ich tematyka dostosowana jest do potrzeb i zainteresowań kobiet w ciąży i młodych mam. O czym można usłyszeć? O diecie w ciąży i podczas karmienia piersią, o porodzie, szczepieniach, pielęgnacji niemowląt. Wykładom towarzyszą pokazy wiązania chust, masażu niemowląt Shantala czy niefarmakologicznych metod łagodzenia bólu porodowego. Wszystko oczywiście bezpłatnie.

Sukces Akademii MamaPyta.pl skłonił organizatorów do poszerzenia swojej oferty. Można więc wziąć również udział w warsztatach dedykowanych rodzicom dzieci w wieku 1-3 lat, odbywających się pod nazwą Akademia RodziceMalucha.pl.

- Podczas spotkań nie udzielamy gotowych recept na "dobre wychowanie". Musimy pamiętać, że każde dziecko jest inne oraz nie istnieje jeden słuszny model bycia mamą czy tatą - zaznacza Małgorzata Burda-Orłowska, pomysłodawczyni spotkań. - Podczas konferencji rodzice mogą wyrobić sobie własny pogląd na karmienie piersią, chustonoszenie, szczepienia dzieci czy masaż niemowląt. Nie narzucamy poglądów, a skłaniamy do myślenia.

Podobnie jak w ubiegłym roku twarzą obu projektów jest Paweł Zawitkowski, znany terapeuta szkoły neurorozwojowej i autor poradników z zakresu rozwoju dzieci. Oprócz niego na rodziców czekają m.in. Agnieszka Stein - psycholog specjalizująca się w rodzicielstwie bliskości, dr hab. Ewa Augustynowicz, ekspert w dziedzinie szczepień i redaktor naczelna portalu szczepienia.info, oraz dr n. biol. Aleksandra Wesołowska, prezes Fundacji Bank Mleka Kobiecego.

Aby wziąć udział w konferencji, należy zarejestrować się na stronie:


Harmonogram spotkań na 2014 rok:

Akademia MamaPyta.pl
28 lutego - Olsztyn
14 marca - Szczecin
25 kwietnia - Białystok
30 maja - Poznań
13 czerwca - Gdańsk
19 września - Kraków
3 października - Katowice
7 listopada - Łódź
12 grudnia - Poznań

Akademia RodziceMalucha.pl
7 lutego - Poznań
6 marca - Katowice
11 kwietnia - Wrocław
16 maja - Kraków
12 czerwca - Gdańsk
26 września - Poznań
24 października - Szczecin
21 listopada - Łódź
4 grudnia - Wrocław


7 komentarze:

Matka na zakupach cz. 1.

15:07 Gosia Komentarzy: 27

Niby jeszcze trzy miesiące do porodu, ale już spać po nocach nie mogę, bojąc się, że Lenka będzie chciała wyjść na świat nieco wcześniej i zastanie matkę i ojca całkowicie do tego nieprzygotowanych. Dlatego wyciągnęłam dzisiaj Pe na zakupy. Wózek już jest, laktator, poduszka-klin i otulaczek też (o tych nabytkach napiszę osobno), łóżeczko zamówione, pościel ma przyjść w poniedziałek, więc skupiłam się na drobniejszych, ale równie ważnych akcesoriach. Oto efekty mojego zakupowego szaleństwa.

Wanienka firmy Tega Baby. Długość: 86 cm. Cena: ok. 25 zł.


Aspirator do nosa NoseFrida (ok. 25 zł), szczotka z miękkim włosiem + grzebyk BabyOno (ok. 12 zł), termometr do kąpieli BabyOno (ok. 8 zł).


Nawilżane chusteczki Pampers Sensitive (ok. 8 zł/56 szt.) i Lansinoh (ok. 13 zł/70 szt.), zestaw kosmetyczny (cążki, pilniczek, nożyczki) BabyOno (ok. 11 zł), kremy przeciw odparzeniom Sudocrem (ok. 14 zł/60 g) i Ziajka (ok. 7,50 zł/50 ml).


Zestaw dwóch smoczków dynamiczny Lovi (urzekły mnie napisy "I love Mummy" i "I love Daddy"; ok. 22 zł), pojemnik na smoczek Lovi (ok. 11,50 zł) i tasiemka do smoczka Lovi (ok. 11,50 zł).


Wkładki laktacyjne Lovi (ok. 23 zł/40 szt.) i pojemniki do przechowywania pokarmu BabyOno (ok. 16 zł/4 szt.).


Podkłady poporodowe Bella Mamma (ok. 5 zł/10 szt.) i Canpol babies (ok. 8 zł/10 szt.). Planuję też dokupić podkłady firmy Hartmann.


... i oczywiście malutkie skarpetki, które kupiłam, bo nie potrafiłam przejść obojętnie.


G.

27 komentarze: