Dogorywam

15:49 Gosia Komentarzy: 23


Padam na twarz ze zmęczenia. Stąd też nieco dłuższa niż zazwyczaj cisza na blogu. Powodów jest kilka.

Po pierwsze, Lenka nie chce spać. Z łezką w oku wspominam czasy, gdy potrafiła urządzić sobie w ciągu dnia trzy drzemki trwające nawet godzinę każda. Teraz na samą myśl o próbie usypiania jej dostaję dreszczy. Nie chce spać. Zdarza się, że do południa zdrzemnie się na 30-40 minut. A potem to już hulaj dusza do wieczora. Oczy czerwone jak u królika, powieki same się zamykają, buzia ziewa. Ale nie zaśnie. Nie i już. Usypianie przypomina więc zabawę w: kto szybciej straci cierpliwość. Ona się drze. Ja włączam suszarkę. Ona wstaje. Ja ją kładę. Znowu wstaje. Znowu kładę. I tak w kółko, dopóki albo ja nie zrezygnuję i nie wyciągnę jej z wózka, albo dopóki ona nie padnie ze zmęczenia. Zwykle wygrywa ona.

Po drugie, Lenka wciąż ćwiczy stawanie. Tak ucieszyłam się, że JUŻ samodzielnie staje. Gdybym tylko wiedziała, że oznacza to ciągłe wgapianie się w nią, czy jeszcze stoi, czy już leży. Od kilku dni i tak jest lepiej, bo nauczyła się lecieć na pupę. Wcześniej leciała na łeb, na szyję, dosłownie. Wyłożyłam okolice łóżka kocem, ale i tak zdarzało się, że trafiała głową o podłogę. Czyli musiałam być w ciągłej gotowości.

Po trzecie, Lenka ma lęk separacyjny. Po południu z pracy wraca Pe, chętny, by nieco mnie odciążyć i zająć się córką. Problem w tym, że gdy tylko znikam za drzwiami pokoju, rozlega się jeden wielki ryk. Ryk, który ustaje tylko w moich ramionach. No, to by było na tyle, jeśli chodzi o wolne popołudnia.

Po czwarte, Lence wychodzą ząbki. Oznacza to kilkakrotne budzenie się w nocy z histerycznym płaczem.

Po piąte, żeby się ostatecznie - za przeproszeniem - dorżnąć, wzięłam zlecenie, które obecnie wymaga kilkugodzinnej pracy przy komputerze (dziennie). Często więc, gdy akurat jakimś cudem Lenka zaśnie, muszę podejmować decyzję: pisać czy gotować? Zwykle wygrywa pisanie, więc obiadu na stole brak, a ja faszeruję się kanapkami z nutellą (efekty widać w postaci 2 kg na plusie...). A do dalszej pracy zasiadam wieczorem, gdy Lenka już zaśnie (chwała, że chociaż z wieczornym zasypianiem nie ma problemu, tfu tfu).

Zabijcie mnie.

23 komentarze:

Stoi!

16:29 Gosia Komentarzy: 18

Wczoraj, pod wieczór, nagle, bez żadnego ostrzeżenia, Lenka całkiem sama stanęła przy łóżku! "Podeszła" do niego, chwyciła się rączkami za jego brzeg, najpierw na kolanka, a potem hops na lekko chwiejące się nóżki. Hurra! Data zapisana w kalendarzu.


Dumna mama

18 komentarze:

Lenka: 7. miesiąc

10:32 Gosia Komentarzy: 8

Tak, teraz czuję, że jestem matką
Po kilku miesiącach względnego spokoju i stabilizacji znowu zaczynam czuć, że mam dziecko. Jeszcze 2-3 tygodnie temu mogłam wsadzić Lenkę do bujaczka i na luzie ugotować obiad czy powiesić pranie. Generalnie - coś, cokolwiek zrobić. Teraz nie mogę zrobić NIC. Po 5 minutach siedzenia w bujaczku Lenka próbuje się uwolnić. Wygląda to tak, że pupa - uwięziona pasami - zostaje na miejscu, a cała reszta Lenki zwisa w dół, opierając się głową o podłogę. Niemowlęca joga w pełnym wydaniu. Czyli bujaczek odpada. Łóżeczko, niestety, też. Po krótkiej, bardzo krótkiej, samodzielnej zabawie zaczyna się rozpaczliwe wołanie z prośbą o wyzwolenie zza krat. Zostaje podłoga. Ale Lenka stała się na tyle mobilna, że boję się zostawiać ją samą bez nadzoru. Jak żyć? Ratuje mnie tylko krzesełko do karmienia. Z niego na szczęście - jeszcze - nie potrafi uciekać, bo ograniczają ją i pasy, i stolik.


Siadam, pełzam, czworakuję
Lenka siada. Na swój sposób. Tzn. siedzi na jednym półdupku, podpierając się ręką. Raz udało jej się usiąść bez podparcia. Leżałyśmy sobie w łóżku, a tu - ni stąd, ni zowąd - hops i Lenka siedzi jak Bóg przykazał. Na razie nie powtórzyło się to po raz drugi. Czworakuje. Wprawdzie jeszcze nie w tempie błyskawicy, ale potrafi przemieścić się w ten sposób (kolanko-ręka-kolanko-ręka) z punktu A do punktu B. Coraz bardziej kusi ją stawanie. Bawiąc się na podłodze, podpiera się na dłoniach i próbuje prostować nóżki (patrz zdjęcie, mam nadzieję, że coś widać, mimo tej obszernej kiecy).


A imię jego: lęk separacyjny
Leci 8. miesiąc. Odnoszę wrażenie, że wkrada się słynny lęk separacyjny. Czym się objawia? Gdy Lenka jest na rękach u kogoś innego niż ja, zaczyna marudzić i wyciąga do mnie rączki (choć samo wyciąganie rączek, które pojawiło się jakiś tydzień temu, jest bardzo rozczulające). Jeśli jej nie wezmę, płacz. A gdy mam czelność wyjść wtedy z pokoju - płacz w wersji histerycznej połączony z wgapianiem się w drzwi. Generalnie - jeśli ma potrzebę znalezienia się na moich rękach tu i teraz, nie ma uproś, nic nie pomaga. Kiedy bawi się na podłodze i włączy się tryb "chcę natychmiast do mamy", "idzie" do mnie z płaczem i próbuje wdrapać się na górę po moich nogach. Co ciekawe, zauważyłam, że do południa potrafi ładnie bawić się z tatą czy dziadkami. Ataku pt. "matko, tyś jedyna" dostaje popołudniami, najczęściej ok. 17. Wieczorne usypianie też musi być ze mną. Jeśli do łóżka położy tata, wrzask. Lęk separacyjny w połączeniu ze zwiększoną mobilnością skutkuje tym, że ostatnio ciężko mi robić cokolwiek poza zajmowaniem się Lenką (posta tego piszę, korzystając z okazji, że śpi).

Lenkowe smakołyki
Z jedzeniem bywa różnie. Raz ma taki dzień, że pochłania wszystko, co jej dam, a innym razem nie chce jeść prawie w ogóle i domaga się mleka. Ale nie mogę narzekać. Lenka ma już kilka swoich ulubionych smakołyków. Kalafior. Ubóstwia kalafiora. Korzystam z tego upodobania i często go gotuję. Nie robię jednak papki, tylko lekko rozdrabniam i podaję łyżeczką albo daję w kawałku do łapki. Czasem posypuję go koperkiem i dodaję odrobinę oleju rzepakowego. Drugim ulubionym smakołykiem są najzwyklejsze chrupki kukurydziane. Zawsze i wszędzie. Bardzo lubi też kaszę mannę. Gotuję ją na wodzie i mieszam np. ze startym jabłkiem czy gruszką. Je, aż jej się uszka trzęsą. A propos - ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, polubiła jabłuszko. Szczególnie takie skrobane łyżeczką, gdy ja akurat jem. 

zZz zZz
Lenka wróciła do swojego łóżeczka. Zrobiliśmy przemeblowanie i teraz łóżeczko dostawione jest do łóżka, mam więc Lenkę w zasięgu ręki. Ze spaniem różnie bywa. Ostatnio przez kilka nocy z rzędu spała bardzo niespokojnie. Co chwilę się przebudzała z płaczem. Po 3-4 takich nocach znowu zrobiło się spokojniej (w sensie jedna pobudka na karmienie i kilka pomniejszych przebudzeń porannych), więc podejrzewam zęby. Liczba drzemek w ciągu dnia zmalała. Zwykle śpi dwa razy: ok. 9 i ok. 12. Czasem zdarza się jeszcze ok. 15. Potem jest szaleństwo do samego wieczora.

Plusk!
Lenka polubiła pluskanie się. Do tej pory całą wieczorną kąpiel spędzała w pozycji półleżącej, cierpliwie czekając, aż skończę. Teraz odwraca się na brzuszek i uderza łapkami, chlapiąc wodą na wszystkie strony. Zabawa ta tak jej się spodobała, że nieraz protestuje płaczem, gdy wyciągam ją z wody. Zaczynam rozważać przeprowadzkę do zwykłej wanny.

8 komentarze:

Świadoma Mama w Zielonej Górze

11:23 Gosia Komentarzy: 3

20 listopada (czwartek) w Zielonej Górze odbędzie się kolejne spotkanie w ramach warsztatów Świadoma Mama.

Warsztaty składają się z 4 paneli:
- godz. 11-14 spotkanie dla mam niemowląt i dzieci do 3. roku życia
- godz. 14-15 warsztaty praktyczne dla obecnych rodziców
- godz. 16-17 warsztaty praktyczne dla przyszłych rodziców
- godz. 17-20 spotkanie dla kobiet w ciąży


Eksperci z zakresu dietetyki, kosmetologii, psychologii, fizjoterapii odpowiedzą na nurtujące pytania i udzielą wielu porad i wskazówek. Nowością warsztatów jest część praktyczna (godz. 14.00-15.00 i 16.00-17.00), dot. m.in. pierwszej pomocy przedmedycznej, masażu Shantala, chustonoszenia, laktacji. Na część praktyczną nie trzeba się rejestrować!

Ponadto w programie warsztatów: konkursy z nagrodami, ministudio fotograficzne (darmowe zdjęcie) oraz gwarantowane upominki dla każdej uczestniczki spotkania.

Warsztaty odbędą się w Hotelu Ruben, Al. Konstytucji 3 Maja 1 A.

Rejestracja: rejestracja@swiadomamama.pl lub pod nr tel. 601 644 669 & 601 249 333. Więcej informacji na: www.SwiadomaMama.pl, www.facebook.com/swiadomamama oraz www.youtube.com/channel/UCA_6TLXTisTUbkr6DXETRPw.

3 komentarze:

Jak wytrzymać z ciężarną? Poradnik dla panów

20:34 Gosia Komentarzy: 6


Kobieta ma zawsze rację. A ta w ciąży zwłaszcza. Niech cię Bóg broni przed wypowiadaniem takich słów jak: "A ja uważam, że...", "A może jednak zrobimy tak...". Za "chyba się mylisz" możesz być pewny, że będziesz się smażył w ogniu piekielnym. Zrób sobie listę dozwolonych stwierdzeń: "Tak, kochanie", "Oczywiście", "Zrobimy, jak uważasz". Noś ją zawsze przy sobie, na wypadek gdyby przyszło ci do głowy użycie któryś ze słów zakazanych.

Nie pytaj "po co?". Bo i tak nie otrzymasz odpowiedzi, która by cię usatysfakcjonowała. Po co układasz ubranka według kolorów? Po co po raz setny przepakowujesz torbę do szpitala? Po co nam pięć rodzajów kremu do pupy? "Bo tak" - to powinno ci wystarczyć. Nie wdawaj się w dyskusję. Pamiętaj, że - jak wyżej - kobieta ma zawsze rację. Szczególnie wtedy, gdy dopadł ją syndrom wicia gniazda.

Zaspokajaj potrzeby. Żywieniowe. Nawet się nie waż wracać ze sklepu bez drobnego smakołyku dla ukochanej. Może to być jej ulubiony wafelek, jogurt czy - jak w moim przypadku - pęto kiełbachy, paczka chipsów i wór mandarynek.

Wybaczaj. Więcej niż zwykle. To, że zamiast soli do ziemniaków wsypała cukier, a do herbaty - sól. To, że podała niedogotowany makaron. To, że o wszystkim zapomina (ale oczywiście nie to, o czym chciałbyś, żeby zapomniała). Bo to, mój drogi, jest naukowo wytłumaczalne i nazywa się - pregnezja.

Zwiększ limit na karcie kredytowej. Tego chyba nie trzeba tłumaczyć. Jeśli masz jakieś wątpliwości, przeczytaj ten wpis jeszcze raz i zapamiętaj, że: kobieta ma zawsze rację, nie pytaj "po co?", zaspokajaj potrzeby i wybaczaj, że tyle cię to kosztuje.

6 komentarze:

Siateczka do owoców (i nie tylko) Canpol babies

20:58 Gosia Komentarzy: 9

Taka skarpeta. Tak wygląd siatki podsumował Pe, gdy zobaczył, jak Lenka wpycha ją sobie do buzi. Może i skarpeta, ale z używania jej ma całkiem sporo frajdy.


Siateczka do podawania owoców to typowy gadżet, który można mieć, ale równie spokojnie można sobie żyć i bez niego. Zobaczyłam ją w sklepie i pomyślałam: "a w sumie... czemu nie?". I kupiłam.

Do siateczki ładuję owoce (ponoć niektóre mamy używają jej do podawania zupki, co - jak dla mnie - jest trochę pozbawione sensu, no ale, co kto woli). Przykładowo: kroję w kostkę jabłko, gruszkę bądź winogrono (w różnej kombinacji), wkładam do siatki i gotowe.

Lenka wkłada do buzi i ciamka, aż miło. Oczywiście, nie należy traktować tego jako posiłku. Dla nas jest to miła, zwykle poobiednia, zabawa. A i przy okazji Lenka siorbnie trochę soku. Rzecz jasna, sporo tego soku ląduje dookoła, ale cóż - mój perfekcjonizm już dawno uleciał z dymem, gdy rozpoczęłyśmy rozszerzanie diety.

Nie niezbędne, ale fajne, ciekawe i - co najważniejsze - podoba się Lence.

Cena: ok. 25 zł.

9 komentarze:

Mata edukacyjna Tiny Love Kick & Play

09:24 Gosia Komentarzy: 6

Od początku wiedziałam, że matę na pewno kupimy. Czekałam tylko na odpowiedni moment. Odpowiedni - czyli jaki? Taki, gdy maluch zaczyna się na poważnie interesować otoczeniem. Matę zakupiliśmy więc w okolicach 3. miesiąca życia Lenki. I okazała się strzałem w dziesiątkę.


Lenka uwielbiała się na niej bawić. A potrafiła to robić całkiem sama nawet przez godzinę, co - nie ukrywam - bardzo mnie cieszyło, bo pozwalało w tym czasie nieco ogarnąć mieszkanie i siebie. Dlaczego napisałam "uwielbiała"? Bo teraz, gdy Lenka w tempie błyskawicy pełza i turla się (a i powoli zaczyna raczkować), mata poszła w odstawkę. Mata to już za mały wybieg, teraz na topie jest cała podłoga.

To teraz kilka słów konkretnie o macie od Tiny Love. Na powierzchni maty znajduje się kilka elementów przyciągających uwagę dziecka (ale raczej już takiego, które lubi leżeć na brzuszku): są i szeleszczące fragmenty, i piszczące. Na łukach natomiast zawieszone są różne zabawki: dzwoniące, brzęczące czy w formie gryzaków. Lence bardzo przypadły do gustu, często więc zabierałam je również na spacer. I tu kolejny plus: zabawki mocowane są do łuków za pomocą takich specjalnych kółek, dzięki którym można przypinać je również do wózka czy fotelika.

Mata wyposażona jest dodatkowo w bezpieczne lusterko. Tu mam mieszane uczucia. Lusterko nie wzbudzało u Lenki większego zainteresowania. Zajrzała w nie może raz, dwa razy (jeden z tych razów uwieczniony na zdjęciu powyżej). Lusterko więc zdjęłam i leżało nieużywane na szafie. Odniosłam wrażenie, że jego powierzchnia jest zbyt matowa i dlatego nie spotkało się z entuzjazmem. Drugim elementem jest grający moduł, który wydaje dźwięki, gdy maluch w niego uderzy stopą bądź dłonią. Niby fajnie, ale też zauważyłam kilka minusów. Po pierwsze, jak to zwykle bywa, dźwięki są zbyt głośne. W ruch więc poszła taśma izolacyjna, którą zakleiłam głośniczek. Po drugie, tylko dwie opcje do wyboru: coś w stylu zwierzęcych odgłosów i melodia Mozarta. Jak dla mnie (za taką cenę) to trochę za mało. I po trzecie, niby w moduł trzeba pacnąć, żeby zadziałał, a nieraz bywało tak, że wystarczyło stanąć w jego pobliżu i już grał.

Podsumowując, wg mnie mata jest świetną zabawką. Idealna propozycja dla niemowląt w wieku 3-6 miesięcy. Niby krótko, ale i tak uważam, że warto. Bez wahania mogę polecić każdemu rodzicowi (szczególnie takiemu, który chciałby mieć czasem chwilę dla siebie). Ale czy akurat poleciłabym matę Tiny Love? Mata kosztuje ok. 220 zł. Biorąc pod uwagę wymienione przeze mnie wady, za drugim razem zdecydowałabym się chyba jednak na coś tańszego.


Zobacz również:
Łuk z zabawkami Tiny Love Las przygód

6 komentarze:

Lenka: 6,5 miesiąca

09:45 Gosia Komentarzy: 16

Ostatnie dwa tygodnie upłynęły nam pod znakiem doskonalenia umiejętności językowo-ustnych. Nie chodzi jednak o niemowlęcą gadaninę, lecz o różnego rodzaju fikuśne manewry, które można wykonywać językiem bądź wargami. Oprócz plucia i robienia "pff" (co doskonale widać na tymże filmie, który swoją drogą zrobił furorę w mojej rodzinie), Lenka nauczyła się również pokazywać język i - nie wiem, jak to dokładnie opisać - zasysać dolną wargę do buzi.

Udało się nawiązać porozumienie międzygatunkowe
Coraz śmielej poczyna sobie na podłodze. Turlanie z kąt w kąt to już standard od co najmniej kilku tygodni. Teraz na topie jest czworakowanie, tzn. jego próby. Wygląda to tak: obraca się na brzuszek, podpiera na dłoniach i kolanach i kołysze w przód i w tył, nie za bardzo wiedząc, co zrobić, żeby przesunąć do przodu choć jedno z kolan. Nieraz, podczas takich treningów, pochyla głowę w dół i spogląda z wyrzutem na nogi, które nie chcą jej słuchać. Podpiera się również na paluszkach, próbując się odepchnąć. Za siadaniem nie przepada. Nie wzbudza to jednak u mnie większego niepokoju. Pediatra stwierdził, że bardzo wcześnie zaczęła pełzać, więc pewnie od razu przejdzie do raczkowania, bo przecież siadanie będzie dla niej zbyt nudne. I chyba ma rację.


Lenka wyrasta na małego łakomczuszka. Na śniadanie zjada ok. 130 ml kaszki, na obiadek wcina ok. 200 g warzyw z mięskiem, poprawia kukurydzianymi chrupkami, a po godzinie jeszcze ugotowanym kalafiorem lub brokułem, który lekko rozdrabniam i podaję łyżeczką bądź sama je go łapkami. Najwięcej problemów jest z deserkiem. Nie przepada za owocami, jednym słowem. Zdecydowanie woli warzywa. Czasem uda się ją przekonać do banana bądź jabłka, najchętniej tego, które ja właśnie jem. Biorę więc łyżkę i skrobię tenże owoc. Na ostatniej wizycie pediatra polecił deserki jogurtowe z owocami, ale nie codziennie, lecz "w nagrodę". U nas to raczej jest "za karę", bo za nimi też nie przepada. Były dwie próby podania, ale nieudane, więc poszły w kąt.

Podczas jedzenia, po każdej łyżeczce, uśmiecha się i mówi "nooom noom nooom" albo "ammmm".

Ze snem różnie bywa. Raz budzi się o 2, innym razem dopiero o 4. Po karmieniu zamiast zasnąć, nabiera ją na zabawę i gaworzenie. Grucha więc sobie przez kolejną godzinę i potem dopiero ponownie zasypia, zwykle nie dłużej niż do 6.30. W ciągu dnia obowiązkowym punktem programu jest poranna drzemka, niemal punktualnie o 8.40. Kolejna drzemka wypada zwykle koło południa, a następna późnym popołudniem.

16 komentarze: