Jak wyglądały początki Twojego macierzyństwa? Wypełnij ankietę

11:23 Gosia Komentarzy: 15


Pamiętam, że było trudno. Nawet bardzo. Wybuchy płaczu, frustracja związana z trudnościami w karmieniu piersią, chęć rzucenia wszystkiego w diabły i odejścia w siną dal, a w głowie kołaczące się myśli "po co mi to było?". Ale wiem, że są też matki, które od pierwszych dni czują, jakby dostały skrzydeł. Ze wszystkim doskonale sobie radzą, uśmiech nie schodzi im z twarzy, a dominująca myśl brzmi zgoła inaczej, bo "jak cudownie!". 

Ciekawi mnie, ile jest takich matek jak ja, ile jest matek, które od pierwszych dni do reszty zanurzyły się w macierzyństwie, a ile jest takich lokujących się gdzieś pośrodku. I ta ciekawość była motywacją do stworzenia ankiety (anonimowej), która pomoże mi odpowiedzieć na pytanie, jak wyglądały początki Waszego macierzyństwa, z jakimi problemami najczęściej się zmagałyście, kto Wam pomagał, jak postrzegacie swoje pociążowe ciało.

Ankietę znajdziecie tu.

Zapraszam do wypełniania, a wkrótce - spodziewajcie się wyników (już nie mogę się doczekać!).

G.

Zdjęcie: niezastąpiona Gosia Zimniak

15 komentarze:

Z dzieckiem nie da się wypocząć na urlopie

21:40 Gosia Komentarzy: 15


Kocham Lenkę, jak bum cyk cyk. Ale na litość boską, odpocząć to się przy niej nie da. Po dwóch tygodniach rodzinnego urlopu, a to u jednych dziadków, a to u drugich, jestem umęczona jak po maratonie. Wprawdzie nigdy nie biegłam, ale domyślam się, że tak właśnie umęczony czuje się maratończyk. 

I choć dziadkowie pomagali, złego słowa powiedzieć nie mogę, to jednak matczynego alertu w głowie ani na minutę uciszyć się nie da. Bo nawet jak Lenka bawi się z babcią, to w głowie kłębi się myśl o tym, co tu przygotować na kolację, żeby zjadła ze smakiem. Albo czy jej nie za ciepło w tej bluzeczce, bo ona z takiej grubszej bawełny. Albo czy nie trzeba przewinąć, bo w sumie dawno nie była. Albo że może teraz położyć by ją na drzemkę, bo po południu chcemy jechać na wycieczkę i żeby wypoczęta była.

Aaaaaaa!

Od macierzyństwa nie ma urlopu. NIE MA. Nawet jak starasz się pobyczyć chwilę na leżaku, to to byczenie takie marnej jakości jest. Ciało niby leży, ale umysł nieustannie krąży wokół tematów okołomacierzyńskich. A że na dodatek Lenka nad wyraz aktywnym dzieckiem jest, zazwyczaj dominuje myśl "i gdzie ona znowu polazła". 

I możecie mnie nazwać wyrodną matką, ale z coraz większą niecierpliwością wypatruję dnia powrotu z "urlopu". Czuję dogłębną tęsknotę za dniem upływającym według stałego harmonogramu, czyli ja pracuję, Lenką zajmuje się niania. Bo przynajmniej wtedy myśli związane z macierzyństwem choć na kilka godzin wypierane są przez te związane z pracą. 

Czuję się bardziej wypoczęta, pracując, niż "odpoczywając" na urlopie. Tak już będzie zawsze?

G.


15 komentarze:

Matka też kobieta: gąbka konjac do oczyszczania twarzy

13:50 Gosia Komentarzy: 6


Konjac. Co to właściwie za cudo? To w 100% naturalna, ekologiczna gąbeczka, wykonana z włókien pochodzących z kłącza byliny Amorphophallus konjac. Gąbki konjac oferuje kilka firm, ja posiadam tę od Ewa Schmitt Boutiqe. Dostępnych jest kilka wersji: oprócz tej klasycznej można zdecydować się również na konjac z dodatkiem np. glinki.

Biorąc konjac po raz pierwszy do ręki, można się bardzo zdziwić, konjac jest bowiem twardy jak kamień, dosłownie. Nie da się go ścisnąć ani choć odrobinę odkształcić. Skała. Przed użyciem trzeba więc na chwilę zanurzyć gąbeczkę w wodzie, aby ją zmiękczyć. Za każdym razem, gdy całkowicie wyschnie, ponownie staje się twarda i sztywna.

Gąbka konjac cudownie oczyszcza skórę twarzy. Po jej użyciu jest miękka i gładka, tak jak po zastosowaniu peelingu. Ale konjac działa przy tym bardzo delikatnie. Ponoć można używać jej solo, ale ja zdecydowanie wolę nakładać odrobinę żelu. I tu kolejny atut, bo naprawdę wystarczy odrobina: dzięki gąbce opakowanie żelu starcza na dłużej. Konjac doskonale sprawdza się podczas zmywania wszelkiego rodzaju maseczek, szczególnie tych, które zasychają na twarzy (np. z glinkami).

Konjac, jak na gąbkę przystało, ma porowatą strukturę. I tu pojawia się pytanie, w jaki sposób dbać o gąbkę. A dbać trzeba, inaczej (podobnie jak pumeks) stanie się siedliskiem dla bakterii i pleśni. Wadą gąbeczki konjac jest to, że po zastosowaniu żelu trzeba się trochę namęczyć, aby ją dokładnie wypłukać. Pieni się i pieni. Lepiej też nie pozostawiać jej do wyschnięcia w łazience, gdzie wilgotność jest większa niż w innych pomieszczeniach. Ja swoją gąbkę wieszam w pokoju. Raz na jakiś czas (np. 2-3 razy w miesiącu) warto zanurzyć ją we wrzątku. Podobno konjac można prać w pralce, ale chyba się nie odważę. Swojej gąbki używam od ok. miesiąca i jak na razie jest w bardzo dobrym stanie.

Cena: ok. 20 zł.

G.


6 komentarze:

Chcesz wiedzieć, na kogo wyrośnie twoje dziecko? Przyjrzyj się, jak traktuje zwierzęta

13:28 Gosia Komentarzy: 10


Najpierw karmiłam dżdżownice. Tak mi się przynajmniej wydawało, że karmiłam. Z satysfakcją podsuwałam liście, licząc na te, że robaczek urządzi sobie ucztę. Potem w pobliskich zaroślach zbierałam ślimaki, wsadzałam do garnka i dawałam sałatę. Później przyszła pora na chomiki, świnki morskie, króliki. Będąc na wsi u babci, uwielbiałam zaglądać do kózek, a nawet godzinami potrafiłam siedzieć w kurniku i prowadzić żywe dyskusje z kurami. Łapałam koniki polne, aby się im przyjrzeć i z powrotem wypuścić na łąkę.

Od maleńkości dorastałam w poczuciu, że zwierzęta zasługują na szacunek. Złość i smutek wywołują we mnie obrazy maltretowanych psów i kotów. Jestem w stanie zrozumieć, że przebieg autostrady zostaje zmieniony, aby chronić malutki zakątek zamieszkany przez zagrożone wyginięciem żaby. Dlaczego? Bo one były tu pierwsze.

Uważam, że jeśli dziecko od najmłodszych lat zachowuje się wobec zwierząt wrogo czy wręcz brutalnie się nad nimi znęca, to pierwszy sygnał, że coś poszło nie tak. Że w psychice czai się coś złego, coś, czemu trzeba się przyjrzeć, aby w porę skorygować. Nie chodzi o zwykłe nielubienie zwierząt, bo wiem, że nie każdy musi tolerować łaszącego się kota. Ale nielubienie jest czymś innym niż nienawiść.

Dorosły, który przywiązuje psa do samochodu i ciągnie go za nim, w nadziei, że umrze albo który uderza psa łopatą po łbie i zakopuje go półżywego, kiedyś był przecież dzieckiem. Dzieckiem, które być może obserwowało uważnie swoich rodziców, bez mrugnięcia okładających psa kijem.

Dlatego miłość do zwierząt jest jedną z nadrzędnych wartości, jakie chcę przekazać Lence. I z ogromną satysfakcją i uczuciem ciepła na sercu obserwuję, jakim niespotykanym szacunkiem kieruje się w kontaktach z nimi. Głaszcze, przytula się całym ciałem, przykłada głowę do łba. A w tym wszystkim jest niezwykła dziecięca szczerość. Z tym większą radością patrzę na takie obrazki, gdy zdaję sobie sprawę, że ta miłość jest czymś wrodzonym, wynikającym z jej osobowości, z jej wnętrza, z naturalnej potrzeby.

I już teraz wiem, że Lenka będzie dobrym człowiekiem.

G.

10 komentarze:

Bilans trzydziestolatki

11:19 Gosia Komentarzy: 7


Wczoraj przekroczyłam pewną granicę. Granicę, która u niektórych kobiet staje się źródłem smutku, zgryzoty i łez. Bo oto nagle starość wychyla się zza rogu, wali po łbie i ucieka z rechotem, aby rytuał ten powtórzyć za rok.

Czy i ja dostałam po łbie? Właściwie, nie czuję żadnej różnicy. No dobra, byłam wczoraj trochę podminowana, ale raczej nie był to skutek niespodziewanego ataku starości, a niekorzystnego biometu, PMSu (bywam nieznośna, przyznaję się bez bicia!) i chęci przypierniczenia dostawcy internetu, który ewidentnie zrobił mnie w konia.

Ale wracając do meritum. Mój stan ducha jest bliżej nieokreślony. Z jednej strony mam świadomość upływającego czasu - jeszcze mocniej to odczuwam, odkąd pojawiła się Lenka. Wiem, że młodsza się nie robię, a wręcz przeciwnie. A z drugiej strony odnoszę wrażenie, jakbym mentalnie zatrzymała się na etapie nastolatki. Dobra, tylko bez złośliwych komentarzy. Czuję się dojrzała, odpowiedzialna i takie tam dyrdymały. Ale gdzieś tam w środku tkwi we mnie, jak ja to nazywam, młoda szprycha.

Taka lekka schizofrenia. Rozważna matka mieszka obok beztroskiej dziewczyny. Dziewczyny, która czasem ma ochotę zanurzyć bose stopy w górskim strumyku, upleść wianek ze stokrotek, położyć się na polanie i wdychać odurzający zapach lasu. "Ej, pobudka! Trzeba ugotować obiad, podatek zapłacić i ZUS, iść z Lenką na szczepienie, porozmyślać nad problemami tego świata".

Duża część życia za mną. Duża (mam nadzieję) jeszcze przede mną. Patrząc za siebie, mam poczucie satysfakcji. Wiadomo, czasem dostaje się po tyłku, czasem trzeba powtarzać sobie, że wszystko będzie dobrze. Ale to takie przerywniki, które uświadamiają, że żeby było białe, musi też być czarne. I że generalnie to, kurczę, fajne jest to życie.

G.


7 komentarze:

14 objawów świadczących o tym, że jesteś mamą rocznego dziecka

22:08 Gosia Komentarzy: 16


1. Znasz imiona wszystkich Teletubisiów. Potrafisz zanucić całe intro (pora na Teletubisie, pora na Telebusie...). A co gorsza - zaczęły ci się.... PODOBAĆ.

2. Godzina 21.30 to już najwyższa pora, żeby iść spać. 23 to już środek nocy.

3. Narzekasz na brak czasu, ale gdy dziecko drzemie przez 3 godziny, nie wiesz, co ze sobą zrobić, a właściwie to nawet nie możesz doczekać się, kiedy w końcu się obudzi, bo jakoś tak cicho.

4. Twoje plany zdrowego żywienia dziecka upadły wraz z pierwszą parówką. Ale pocieszasz się, że przecież coś musi jeść, a że stało się wybredne...

5. Ostatnią aromatyczną, długą, gorącą kąpiel urządziłaś sobie w zamierzchłych czasach, czyli jakieś 2 lata temu, właściwie to nawet nie pamiętasz, jak to jest.

6. Każdego wieczoru powtarzasz zdanie: "(wstaw imię dziecka) idź już wreszcie spać, proszę".

7. Nie masz obrusu na stole. Półki, do których sięga dziecko, świecą pustkami. Nie używasz przednich palników w kuchence, a jak piekarnik jest włączony - zamykasz drzwi do kuchni. Na szafki pozakładane są blokady, które twoje dziecko z uporem maniaka psuje i zrywa.

8. Nie potrafisz wyjść z szoku, jak szybko dziecku potrafią rosnąć stopy, i jesteś wdzięczna, że istnieje coś takiego jak wyprzedaże w obuwniczych.

9. Zapomniałaś o tym, że połóg jest do dupy, że ciążowe mdłości potrafią zwalić z nóg, że podczas porodu miałaś ochotę pogryźć ścianę, a tak naprawdę to wcale nie było tak źle i zaczynasz myśleć o drugim dziecku.

10. Odwlekasz w nieskończoność decyzję o odchudzaniu się, bo przecież pewnie niedługo szykuje się druga ciąża, więc jaki jest sens?

11. Zaczynasz się zastanawiać, czy nie powinnaś już zagłębiać się w temat buntu dwulatka, bo odnosisz wrażenie, że u twojego dziecka pojawił się chyba wcześniej.

12. Doświadczasz całkiem nowego uczucia - i nie chodzi o miłość rodzicielską, ale o STRACH. Strach, którego źródłem jest obawa, że twoje dziecko kiedykolwiek może spotkać coś złego.

13. Nie zwracasz uwagi na walające się po podłodze zabawki. I tak wiesz, że nie ma sensu ich sprzątać, zanim dziecko pójdzie spać.

14. Powoli uświadamiasz sobie, że się starzejesz. W końcu twoje dziecko jest już TAKIE duże. Do tego obce dzieci mówią ci "dzień dobry". Zaczynasz zdawać sobie sprawę, że nie jesteś już młodą szprychą, a MATKĄ. Tak, w końcu to do ciebie dotarło.

G.

16 komentarze:

Jak ćwiczyć w upalne dni? Z głową i butelką wody!

08:42 Gosia Komentarzy: 11


Zimą zapadam w letarg. Nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać do aktywności fizycznej. Jedyną uprawianą wtedy przeze mnie formą ruchu są spacery z Lenką. Budzę się wiosną i latem, gdy robi się cieplej, a słońce zachęca do tego, żeby na świeżym powietrzu przebywać nieco dłużej. I choć daleko mi do fanatyczki sportu, czasem lubię się zmęczyć, przyspieszając kroku na spacerze czy bawiąc się z Lenką piłką. „Przecież to żadne ćwiczenie”, mógłby ktoś powiedzieć. Ja hołduję zasadzie, że lepszy taki ruch niż żaden (zasada ta nabrała na znaczeniu szczególnie teraz, gdy jestem matką i czasu na ćwiczenia jak na lekarstwo).

Wystarczy chwila intensywniejszej aktywności, abym zaczęła czuć płynące po czole strużki potu. Zaczynam marzyć o łyku wody. I butelkę z wodą zawsze mam przy sobie. Dlaczego? Bo niewiele trzeba, żeby się odwodnić. Odwodnienie może być skutkiem nie tylko biegunki czy wymiotów, ale również – o czym często zapominamy – może pojawić podczas treningu, zwłaszcza gdy odbywa się on latem. Utrata wody jest wówczas ogromna, o czym świadczy właśnie wzmożone pocenie.

Im wody w organizmie mniej, tym bardziej zagęszcza się krew i mocz (i dlatego picie zbyt małej ilości płynów na co dzień może uszkadzać nerki i prowadzić do powstania kamieni). Ale na tym nie koniec – wraz z potem tracone są cenne elektrolity, czyli jony, głównie potasowe, chlorkowe i sodowe, które są niezbędne dla zdrowia. To właśnie od ich prawidłowego stężenia w płynach ustrojowych uzależnione jest funkcjonowanie układu nerwowego (elektrolity odpowiadają z przesyłanie impulsów nerwowych), wpływają również na kurczliwość mięśni, w tym również serca. Stąd gdy płynów w organizmie jest za mało, nie tylko zaczynamy odczuwać pragnienie (i tu kolejny popełniany przez nas błąd, czyli sięganie po napoje dopiero wtedy, gdy czujemy pragnienie, tymczasem ono jest znakiem, że do niewielkiego odwodnienia JUŻ doszło), ale też mogą pojawić się zawroty głowy, przyspieszeniu ulega tętno, zdarza się, że łapie nas skurcz, mamy trudności z jasnym myśleniem. W skrajnych przypadkach odwodnienie może wiązać się z utratą przytomności, drgawkami, a w konsekwencji nawet śmiercią.


Oczywiście, nie chcę straszyć, że ćwicząc w letnich upałach, musicie obawiać się śmierci (przecież sport to zdrowie). Ale chcę przestrzec, żeby mieć głowę na karku i oprócz wybierania odpowiedniej pory na sport (najlepiej rano lub wieczorem, gdy temperatura jest nieco niższa) i właściwej odzieży (lekka, przewiewna, jasna – odbija promienie słoneczne), pamiętać też o nawadnianiu organizmu. Jak to robić?
- jeszcze przed planowaną aktywnością należy wypić przynajmniej szklankę wody – wody, a nie kawy, herbaty czy napojów z kofeiną, które działają moczopędnie, a więc dodatkowo zwiększają utratę płynów z organizmu
- już w trakcie ćwiczeń trzeba często sięgać po butelkę z wodą – należy pić często niewielkie ilości, a nie wypijać całą butelkę naraz, gdy sobie o niej przypomnimy. Najbardziej polecana jest woda mineralna średnio zmineralizowana.
- po zakończonym treningu warto dodatkowo wypić tzw. doustny płyn nawadniający, zawierający wspomniane elektrolity i glukozę, np. Orsalit. Preparat dostępny jest zarówno w postaci rozpuszczanego w wodzie proszku, jak i w formie gotowego napoju, w poręcznej butelce. Przetestowałam go i przy biegunkach, i przy ostatnich upałach. Pamiętajmy, że latem przy wysokiej temperaturze utrata wody z organizmu jest większa u każdego z nas, nie tylko wtedy, gdy ćwiczymy. Jeśli żar leje się z nieba, a nas zaczynają łapać skurcze, drży nam powieka, mamy wrażenie, serce „kołacze”, to właśnie znak, że równowaga sodowo-potasowa jest zachwiana.

G.

* wpis sponsorowany

11 komentarze: