Jak się zorganizować, żeby mieć na (prawie) wszystko czas?

14:29 Gosia Komentarzy: 12


Ostatnio kilka osób zadało mi podobne pytanie: jak ja to robię, że ogarniam dziecko, własną firmę, bloga i codzienne obowiązki. Przyznam szczerze, że nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Postanowiłam więc nieco uważniej przyjrzeć się swojemu harmonogramowi dnia, żeby wyłuskać te nawyki, które pomagają mi wszystko ze sobą pogodzić.

Notes, notes i jeszcze raz notes. Planowanie to absolutna podstawa. Nie da się pomieścić wszystkiego w pamięci, no po prostu się nie da. Na początku każdego tygodnia rozpisuję na poszczególne dni zlecenia, jakie mam wykonać. Oczywiście, jest to tylko szkic, który bardzo często ulega modyfikacji, bo akurat jedno zlecenie okazuje się bardziej pilne od drugiego albo pojawia się całkiem nowe. W notesie zapisuję też pozazawodowe rzeczy, takie jak: wizyta u pediatry, duże zakupy itp. itd.

Elastyczność. Matka musi być elastyczna. Może nie tyle matka, co po prostu kobieta, która chce sprawnie "zarządzać" kilkoma obszarami swojego życia. Tak jak wspomniałam: nieraz muszę zmieniać swoje plany, ale nie załamuję wtedy rąk, nie siadam zasmucona, że cały harmonogram trafił szlag. Po prostu rozpisuję nowy, mając równocześnie na uwadze, że i on może ulec zmianie.

Nie zostawiam "na później". Wg mnie to ogromny problem wielu osób - tzw. prokrastynacja, czyli odkładanie wszystkiego na później, szczególnie drobnych czynności, których wykonanie zajmuje dosłownie chwilę. I tak nawarstwiają się, dzień po dniu, aż przytłaczają swoim ciężarem. Jeśli wiem, że coś wymaga ode mnie kilku minut, robię to od razu. Dotyczy to różnych kwestii: odkurzenia mieszkania, wstawienia prania, odpisania na maile, podlania kwiatków itd.

Robię zakupy on-line. Drobne, codzienne sprawunki (np. pieczywo) robi mąż, wracając z pracy i wstępując do sklepu niedaleko bloku. Większe zakupy robię zwykle raz w tygodniu on-line. Taką możliwość oferuje m.in. Tesco. Ich dużą zaletą jest to, że logując się, mamy do dyspozycji listę najczęściej kupowanych rzeczy, a że zazwyczaj w kółko kupuje się to samo, "wyklikanie" wszystkiego zajmuje ok. 15-20 minut. A jeśli już planujemy wyjście do sklepu, ZAWSZE robię listę. Nie tylko po to, żeby uniknąć pokus, ale przede wszystkim po to, żeby nie marnować czasu, zastanawiając się, co właściwie chciałam ugotować na obiad i co będzie do tego potrzebne.

Planuję obiady na kilka dni. Zanim zrobię wspomniane zakupy, układam sobie plan obiadów. Choć "plan" to za dużo powiedziane. Po prostu zastanawiam się, co mogłabym w miarę szybko i smacznie ugotować. Niestety (a może "stety"?), w niepamięć poszły dania wymagające ode mnie spędzenia w kuchni więcej niż 30-45 minut. Zawsze staram się, żeby mieć obmyślony taki jadłospis na przynajmniej 3 kolejne dni.

Proszę o pomoc i korzystam z niej. Nie jestem typem osoby, która ma poczucie, że wszystko musi robić sama. Nie. Uważam, że jeśli ktoś oferuje pomoc, trzeba z niej korzystać. A czasem o tę pomoc warto poprosić. Kiedy więc moja mama proponuje, że ugotuje nam zupę i wleje do słoika, żebyśmy zabrali ze sobą - korzystam. Ja będę mieć z głowy gotowanie zupy przez dwa dni, a ona ma satysfakcję i poczucie, że jest potrzebna. Kiedy łazienka czy kuchnia krzyczą, żeby je posprzątać, proszę o to męża. Proś, a będzie ci dane.

Nie siedzę bezczynnie. Nie wypruwam sobie żył, próbując ze wszystkim zdążyć. Nie jestem umęczona życiem, bo chcę wszystko ogarnąć. Wręcz przeciwnie. Owszem, bywam zmęczona, ale nie jest to zmęczenie typu "o Boże, na nic nie mam już siły, chyba się położę i umrę". Zauważyłam, że nie potrafię usiąść bezczynnie i nic nie robić. Kiedy już siadam, to albo biorę do czytania książkę, albo notes, albo piję kawę i rozmyślam nad planami na najbliższe dni. Ale zazwyczaj już po chwili mnie "nosi" i czuję wewnętrzną potrzebę zrobienia czegoś, czegokolwiek. Po prostu nie lubię marnowania czasu. Ale do wszystkiego, co robię, czuję jakąś taką chęć i motywację. Może tu tkwi klucz? Że po prostu lubię swoje życie?

A Wy jakie macie sposoby na zorganizowanie się?

12 komentarze:

Jak przebiega wizyta patronażowa położnej?

15:20 Gosia Komentarzy: 15

noworodek

Kiedy byłam w ciąży, obiło mi się o uszy coś takiego jak "wizyta patronażowa". Nie wiedziałam kompletnie, na czym to polega i skąd jakaś położna ma wiedzieć, że urodziłam. Jeśli więc są tu mamy, które wkrótce urodzą i też zastanawiają się, o co chodzi, zamieszczam kilka podstawowych informacji.

Jak wybrać położną?

To dość obszerny temat. Generalnie każda kobieta powinna posiadać "swoją" położną (tak jak i pielęgniarkę) w ramach podstawowej opieki zdrowotnej. Jeśli jednak takowej nie mamy bądź chcemy ją zmienić, wypełniamy tzw. deklarację wyboru (dostępna np. tu) i składamy w wybranej placówce. Warto zapoznać się z położną już w ciąży, bowiem od 21. tygodnia KAŻDEJ (ubezpieczonej w NFZ) kobiecie przysługują BEZPŁATNE spotkania edukacyjne. I ta sama położna (o ile jej nie zmienimy) będzie odbywać wizyty patronażowe.

U mnie wyglądało to tak, że rodziłam w Krakowie, na Ujastku, ale pierwsze trzy miesiące spędziłam u rodziców w Tarnowie. W Tarnowie też miałam wybraną położną w ramach NFZ. Nie spotykałam się z nią, będąc w ciąży. Dopiero po porodzie zadzwoniłam do przychodni, że urodziłam i że będę pod wskazanym adresem. Gdybym pozostała w Krakowie, musiałabym wybrać położną właśnie tam.

Czy wizyty patronażowe są obowiązkowe i jak często się odbywają? 

Ponoć są dobrowolne, ale jednak prawda jest taka, że jeśli kobieta odmówi takich wizyt, może narazić się na to, że zapuka do jej drzwi ktoś, kto zainteresuje się, dlaczego odmówiła. W praktyce więc są obowiązkowe. Położna powinna się zjawić w ciągu kilku pierwszych dni po porodzie - jeśli dobrze pamiętam, u mnie była ok. 3-4 dnia. Ile tych wizyt jest? To już kwestia dość niejednoznaczna. Powinno ich być kilka, ale wiem, że niektóre mamy skarżą się, że położna pojawiła się raz i na tym się skończyło. U nas była 6 razy. Za każdym razem podsuwała kartkę do podpisania, aby potwierdzić, że wizyta się odbyła, co dodatkowo by sugerowało, że są one jednak obowiązkowe.

Jak wygląda wizyta patronażowa?

A w tej kwestii to już w ogóle rozbieżności są olbrzymie. Wszystko zależy od położnej, jej kompetencji, empatii i tego, czy zawód wykonuje z powołania, czy z przymusu lub przypadku. Mojej położnej przyznałabym punktów, powiedzmy, 8/10. Sympatyczna kobieta, otwarta, niewywyższająca się, z dużą wiedzą. Starała się pomóc z przystawianiem Lenki do piersi. Powiedziała, jak dokładnie czyścić kikut pępowinowy, przycięła go też odpowiednio, bo okazało się, że w szpitalu zostawili go za dużo, co utrudniało nam kąpiele i ubieranie. Z drugiej strony wizyty trwały... za długo. I to nie dlatego, że poruszała jakieś ważne tematy dotyczące opieki nad dzieckiem, ale dlatego, że była po prostu straszną gadułą i dwie godziny potrafiła opowiadać o ulubionych filmach, zespołach itd. itp. Było to po prostu okropnie męczące, a że połóg sam w sobie jest męczący - w pewnym momencie miałam już dość słuchania i nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu sobie pójdzie.

A u Was jak przebiegały takie wizyty? Jesteście z nich zadowolone?

15 komentarze:

Nie zachowuj się jak dziecko!

13:59 Gosia Komentarzy: 7


Nie ciesz się bez powodu.
Nie przyglądaj się z zachwytem listkowi, pszczółce czy motylowi. Najlepiej w ogóle niczym się nie zachwycaj.
Nie marnuj czasu na zabawę.
Nie pochylaj się nad każdym kotkiem i pieskiem. Nie głaszcz ich, lecz ignoruj. Nie wiadomo, jakie świństwa przenoszą.
Nie zadawaj głupich pytań. Najlepiej w ogóle nie pytaj, tylko przyjmuj z góry narzucone odpowiedzi.
Nie uśmiechaj się do obcych ludzi.
Nie wyznaczaj własnej ścieżki, tylko idź torem wyznaczonym przez mądrzejszych.
Nie brudź się, nie babraj w błonie, nie skacz po kałużach.
Nie zakładaj z góry, że coś się uda.
Nie wyrażaj otwarcie swoich emocji. Tłamś je w środku i udawaj, że ich nie ma.
Nie mów "tak", gdy myślisz "tak. Najlepiej to mów "nie", gdy myślisz "nie wiem", a w rzeczywistości chciałabyś powiedzieć "tak".
Nie bądź sobą.
Nie snuj marzeń. Przecież wiesz, że nie zostaniesz księżniczką.
Nie eksperymentuj. Świat jest prosty i nudny.
Nie bujaj w obłokach.
Nie spędzaj za dużo czasu na łonie natury.


Bądź zgorzkniałym dorosłym.
Zmęczonym, znudzonym, sfrustrowanym.
Pozbawionym marzeń, pasji i planów.
Realizującym cudzy plan na życie.
Ignorującym piękno przyrody, nieszanującym potrzeby zwierząt.
Nieufnym, wątpiącym w dobre intencje, węszącym wszędzie spisek.
Nierozumiejącym uczuć własnych i innych osób.
Pełnym wątpliwości, pesymizmu i lęku.
Stłamszonym, wyplutym, zapomnianym.

Twoje wewnętrzne dziecko jeszcze żyje czy już dawno je zabiłaś?

G.

Zdjęcie: pixabay.com

7 komentarze:

Jak wyglądały początki Twojego macierzyństwa? Wyniki ankiety!

15:03 Gosia Komentarzy: 7



Uff, w końcu są. Opracowanie zajęło mi chwilę, bo i odpowiedzi było sporo - w ankiecie wzięło udział aż 948 kobiet! Dziękuję każdej z osobna za poświęcony czas. Jaki obraz początków macierzyństwa wyłania się z ankiety?

Zdecydowana większość kobiet (74%) ciążę zaplanowała. Podczas porodu najczęściej towarzyszył partner (72%), w przypadku 2% kobiet była to mama (lub teściowa), a u 1% ankietowanych - przyjaciółka. Tym, co mnie zaskoczyło, był bardzo niski odsetek porodów, w których współuczestniczyły doule - zaledwie 4 przypadki. Temat doul jest od kilku lat wałkowany w mediach, wydawać by się więc mogło, że ich popularność jest zdecydowanie większa. Jak widać - kobiety wolą jednak, gdy w tym niezwykłym momencie wspiera je ktoś bliższy i lepiej znany. 24% ankietowanych udzieliło odpowiedzi "rodziłam sama". Tu jednak muszę przyznać się do małego przeoczenia - nie zawarłam w ankiecie pytania o rodzaj porodu (drogami natury czy cesarskie cięcie). Pojawiły się więc komentarze kobiet rodzących przez CC, że wprawdzie przed i po operacji towarzyszył im partner, jednak skoro nie było go w trakcie samego samego - zaznaczały tę właśnie odpowiedź.

Cieszy mnie to, że większość kobiet wspomina poród pozytywnie (24% - bardzo pozytywnie, 47% - raczej pozytywnie). Raczej negatywne wspomnienia posiada 21% ankietowanych, a bardzo negatywne - 8%.

Ciekawie prezentują się odpowiedzi dotyczące tego, z czego kobiety NIE były zadowolone podczas porodu i późniejszego pobytu w szpitalu. Nie najlepiej wypada jakość opieki personelu zarówno nad rodzącą (30%), jak i nad dzieckiem (18%). Wiele do życzenia pozostawiają też warunki lokalowe, z których nie było zadowolonych 37% ankietowanych, jak i dostępne metody łagodzenia bólu, których według 22% kobiet jest zdecydowanie za mało. Pojawiało się również wiele dodatkowych komentarzy wskazujących za niewielką pomoc w zakresie karmienia piersią - albo nie było jej w ogóle, albo była niewystarczająca. Niektóre kobiety pisały wręcz, że do karmienia piersią je zniechęcano, a dziecku bez zgody podawano butelkę. Z drugiej strony - 31% kobiet odpowiedziało, że były zadowolone ze wszystkiego.

Kto pomagał w opiece nad dzieckiem już po wyjściu ze szpitala? Najczęściej (87%) był to partner, choć wsparcie okazywali również rodzice/teściowie (55%), rodzeństwo bądź inni członkowie rodziny (16%) czy przyjaciele (7%). W 7% przypadków niestety nie pomagał nikt.

Mnóstwo dodatkowych komentarzy pojawiło się w pytaniu poświęconym emocjom w pierwszych miesiącach macierzyństwa, co tylko potwierdza, że połóg to prawdziwa huśtawka nastrojów. Z jednej strony wiele kobiet odczuwało radość (76%) i podekscytowanie (49%), z drugiej niestety - równie często towarzyszyły im niepokój (69%) i bezradność (49%). Często wpisywałyście dodatkowo m.in. strach, poczucie winy, że nie jesteście wystarczająco dobrymi matkami, frustrację, ogromne zmęczenie, złość, ale również - szczęście i miłość do dziecka i partnera.

Okazuje się, że to właśnie wspomniane już kłopoty z karmieniem piersią stanowiły dla większości ankietowanych największy problem (52%). Doskwierał również brak snu (48%), brak czasu dla siebie (42%), trudności w opiece nad dzieckiem (33%), ból poporodowy (25%) i brak wystarczającego wsparcia (15%). Niestety, często wśród dodatkowych odpowiedzi pojawiały się złośliwe komentarze ze strony bliskich osób, krytykowanie, wtrącanie się i udzielanie "dobrych rad".

A jak właściwie karmiłyście? 61% ankietowanych karmiło piersią (choć nasuwanie się pytanie, jak długo), 28% - sposobem mieszanym, a więc mlekiem modyfikowanym i odciąganym pokarmem, 7% - mlekiem modyfikowanym, a 4 % - wyłącznie odciąganym mlekiem. Wygląda więc na to, że mimo trudności i braku wsparcia w zakresie laktacji, większość kobiet nie poddaje się i podejmuje próby karmienia naturalnego. 76% kobiet decyzję o karmieniu podjęło samodzielnie, 16% - po przedyskutowaniu z partnerem, a 8%... pod presją otoczenia. Problemami, które podczas karmienia piersią, pojawiały się najczęściej były: ból brodawek (51%), nawał pokarmu (38%), niewystarczająca ilość pokarmu (36%) i zastoje (23%). Zaledwie 14% nie miało żadnych kłopotów.

16% kobiet doświadczyło depresji poporodowej. Niestety, aż 41% spośród nich odpowiedziało, że bliscy nie okazywali wsparcia, a zaledwie 13% szukało profesjonalnej pomocy u psychologa.

Jak wygląda kwestia akceptowania własnego ciała po porodzie? Okazuje się, że nie najgorzej. 50% kobiet raczej lubi swoje ciało, 18% - bardzo lubi, 22% - raczej nie lubi, a tylko (czy aż?) 10% odpowiedziało, że go nie akceptuje. Problemami natury kosmetycznej, które pojawiały się po porodzie (lub już w ciąży) najczęściej i które na pewno mają wpływ na akceptację nowego ciała, były: wypadanie włosów (64%), rozstępy (54%), utrata jędrności piersi (50%), obwisła skóra na brzuchu (45%), cellulit (28%). Wśród dodatkowych odpowiedzi pojawiały się także m.in. żylaki i nadwaga.

Bardzo interesował mnie temat tego, jak po narodzinach dziecka zmienił się (i czy w ogóle się zmienił) związek. 28% kobiet odpowiedziało, że wzmocnił się i jest jeszcze lepiej niż przed porodem. Tyle samo ankietowanych twierdzi, że jest tak samo jak przed porodem. W 22% przypadków zadowolenie ze związku spadło po narodzinach dziecka. 17% par przeżywało kryzys, z którego jednak udało się wyjść. Niestety, 6% związków rozpadło się niedługo po porodzie.

Na koniec metryczka: 58% ankietowanych to kobiety między 20. a 30. rokiem życia, 40% powyżej 30. roku życia, a 1% ma mniej niż 20 lat.

Jak więc wyglądają początki macierzyństwa?

Mimo że jeszcze wiele jest do zrobienia w obszarze opieki okołoporodowej, to jednak większość z nas wspomina poród pozytywnie. Połóg jest natomiast czasem prawdziwej burzy hormonalnej, której towarzyszy równie intensywna burza emocji. Radość i podekscytowanie przeplata się z lękiem, strachem, bezradnością. Natłok nowych obowiązków, poczucie, że nie radzimy sobie w nowej roli bywa przyczyną depresji poporodowej. Tym, co po zobaczeniu wyników ankiety zasmuciło mnie najbardziej, jest właśnie niewielkie wsparcie (czy nawet całkowity brak wsparcia), jakie młode mamy otrzymują w tych trudnych chwilach od swoich bliskich. A przecież właśnie wtedy to zrozumienie jest najbardziej potrzebne.

Okazuje się, że wiele do życzenia pozostawia również jakość doradztwa laktacyjnego w Polsce. Mimo że karmienie piersią jest w ostatnich latach bardzo mocno promowane, wygląda na to, że gdy nadchodzi moment rozpoczęcia go i zmagania się z pierwszymi trudnościami, kobiety zwykle pozostawione są same sobie. Nic więc dziwnego, że większość kobiet rezygnuje z karmienia naturalnego już kilka miesięcy po porodzie (z ostatnich doniesień wynika, że zaledwie 4% kobiet karmi piersią przez 6 miesięcy).

Cieszy mnie to, że większość młodych mam akceptuje swoje ciało. Raczej je lubimy i akceptujemy, mimo że odbiega od ideału, a po ciąży nierzadko pokryte jest rozstępami czy cellulitem.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za udział w ankiecie. Jesteście super!



7 komentarze:

Kiedy jest odpowiedni czas na drugie dziecko?

13:41 Gosia Komentarzy: 15


A czy w ogóle jest coś takiego jak "odpowiedni czas na dziecko"? Nieważne, czy pierwsze, drugie, czy trzecie. Czas na dziecko trzeba po prostu wygospodarować, poprzestawiać inne kwestie, które są na niższych szczeblach hierarchii i zrobić trochę miejsca, poupychać tu i ówdzie mniej istotne (dla nas) rzeczy z listy "do osiągnięcia w życiu".

Ciasno. Coś uwiera. Bo firma młoda, trzeba zarabiać, bo przecież co druga upada. Bo marzy się własne mieszkanie, a za ładny uśmiech kredytu nie dadzą. Bo pierworodne przechodzi raz lepsze, raz gorsze etapy. I gdy akurat są te gorsze, jakoś tak tego miejsca na drugie wydaje się być jeszcze mniej.

A może odpowiedni czas na drugie dziecko przychodzi wtedy, gdy tęsknota za stanem bycia w ciąży z dnia na dzień narasta, aż w końcu staje się nie do zniesienia?

A może wtedy, gdy łzy wzruszenia same ciekną po policzku podczas oglądania dokumentu o porodach? Bo przecież poród to taka fantastyczna sprawa! - o, a to znak, że wspomnienie o bólu i wielogodzinnych mękach uległo zatarciu, więc chyba czasu minęło aż nadto.

A może wtedy, gdy każdy kolejny cykl miesiączkowy wiąże się z myślami "to może by tak teraz"?

No, to kiedy jest TEN czas?

15 komentarze:

Drewniana układanka z uchwytami

13:12 Gosia Komentarzy: 12


Niezwykle interesujące w rozwoju dziecka wydaje mi się to, jak zmieniają się jego upodobania co do zabawek. Szczeniaczek Uczniaczek Fisher Price jeszcze do niedawna był hitem, teraz leży zapomniany na półce. Powoli w niełaskę popada też pętla edukacyjna. Za to uwagę zaczynają przyciągać wszelkiego rodzaju układanki i puzzle.

Jedną z nich jest drewniana układanka, w której w puste miejsca trzeba wpasować zwierzątka. Zabijcie - nie pamiętam producenta. Ale tego typu układanek jest mnóstwo, więc na pewno w sklepie znajdziecie podobne. A naprawdę warto się nimi zainteresować. Dostępne są w mniej lub bardziej skomplikowanych wersjach, dostosowanych do wieku dziecka. Nasza układanka ma pięć elementów, a każdy z nich ma uchwyt, który ułatwia manipulowanie nim.

Lenka uwielbia się nią bawić. Gdy już brakuje mi pomysłów i nie wiem, czym ją zająć, układanka ratuje sytuację. Z chęcią ją przynosi i razem ze mną próbuje dopasowywać zwierzątka - i coraz częściej jej się to udaje. A i przy okazji uczy się ich nazw.

Polecam!

12 komentarze: