'Lepiej! 21 strategii, by osiągnąć szczęście' - kolejny mdły amerykański poradnik czy skarbnica wiedzy?

18:03 Gosia Komentarzy: 3


Nie cierpię amerykańskich poradników. Ok, przyznaję, dają chwilowego kopa i przypływ optymizmu. Równie szybko jednak następuje odpływ, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że zawarte w książce rady niekoniecznie przystają do polskiej rzeczywistości. Nie to jednak jest ich największą wadą w moim przekonaniu. Tym, czego najbardziej w nich nie lubię, jest pozorna uniwersalność. Wmawianie każdemu, że może w tydzień zostać mówcą zgarniającym miliony za jedno wystąpienie. Większość tego typu poradników zawiera ogólne rady, kierowane do wszystkich, a jak coś jest do wszystkiego - to jest do niczego.

Czy "Lepiej!" Gretchen Rubin to kolejny tego typu mdły amerykański nie-radnik? W żadnym wypadku! O czym jest książka i dlaczego wg mnie zasługuje na waszą uwagę?

Każda strona książki poświęcona jest jednemu zagadnieniu: nawykom. Zanim stwierdzicie, że to nic ciekawego i po właściwie tracić czas na czytanie o nawykach, godzina po godzinie prześledźcie w myślach wasz przeciętny dzień. Co robicie, od momentu wstania z łóżka? Założę się, że codziennie robicie dokładnie to samo. Ja również. Wstaję, myję się, ubieram siebie i Lenkę, robię kawę i śniadanie, czekam na nianię, siadam do pracy, pracuję, kończę pracę, gotuję obiad, bawię się z Lenką, jeszcze chwilę pracuję, robię kolację, układam Lenkę do snu.

NAWYKI TO CAŁE NASZE ŻYCIE. Od nich zależy nasze zdrowie, szczęście, kariera. WSZYSTKO od nich zależy. Skoro więc są takie ważne, teoretycznie powinniśmy dążyć do kształtowania tych dobrych, a eliminowania tych złych. By żyło się lepiej (ekhm). Proste? Niekoniecznie. Zajadamy się słodyczami, nie ćwiczymy, siedzimy do późna przed komputerem lub telewizorem, nie robimy profilaktycznych badań.

Gretchen Rubin z niesamowitą wnikliwością analizuje to, dlaczego tak trudno wyrobić w sobie dobry nawyk. Jak na tacy podaje mnóstwo (sprawdzonych na sobie i przyjaciołach) strategii pomagających kształtować nawyki. A co najważniejsze (dla mnie przynajmniej) "Lepiej!" nie jest przesiąkniętym optymizmem poradnikiem wrzucającym wszystkich czytelników do jednego worka. Autorka dokonuje niezwykle błyskotliwego podziału ludzi na kilka kategorii (sama doznałam olśnienia, dowiadując się, że mam taki, a nie inny typ osobowości), które nazywa "czterema tendencjami": prymusi, wątpiący, zobligowani, buntownicy. To, do której grupy należymy, w ogromnym stopniu wpływa na naszą umiejętność kształtowania nawyków, a jak wspomniałam wyżej NAWYKI TO CAŁE NASZE ŻYCIE.

Gorąco polecam!

Wydawnictwo Znak

3 komentarze:

Dziecięce ubrania z charakterrkiem, czyli 2Lee i I rock

14:02 Gosia Komentarzy: 3


Lubię ubrać Lenkę w różowości i falbanki, szczególnie jeśli nadarza się ku temu specjalna okazja. Czasem jednak mam ochotę wyszperać z szafy coś, co podkreśli jej uparty (po mnie - tak twierdzi mąż) charakter. Jeśli i wy szukacie czegoś oryginalnego, zabawnego, a przy tym wykonanego z bawełny najwyższej jakości - dobrze trafiliście, bo oto przed wami ubranka marki 2Lee.

Bluzeczki wyprodukowane zostały w Polsce. Pochwalić się mogą certyfikatami, takimi jak Bezpieczny Dla Dziecka czy Oeko-Tex Standard 100. Certyfikaty certyfikatami, ale najważniejsze jest to, jak ubranka sprawdzają się w praktyce. 

Przede wszystkim tkanina jest mięciutka, przyjemna w dotyku, nie podrażnia delikatnej dziecięcej skóry. Wprawdzie Lenka jeszcze nie jest w stanie powiedzieć mi: "mamo, fajnie się nosi tę bluzkę", ale w każdym razie nie widać po niej, żeby coś ją uwierało czy drapało. Nadruk jest trwały, nie schodzi w praniu (a przynajmniej nie po dwóch pierwszych, bo na razie jest na takim etapie testowania).



Poniżej możecie zobaczyć kilka innych propozycji nadruków (jest ich o wiele więcej, wszystkie znajdziecie na stronie: www.namalu.pl). A jeśli marzy wam się ubranko z prawdziwym rockowym pazurkiem, zajrzyjcie tu: www.irock.pl. Spodobały wam się ubranka? Przez najbliższy miesiąc w obu sklepach na hasło matkaporazpierwszy otrzymacie zniżkę na zakupy w wysokości 10%!

3 komentarze:

Mały buntownik, czyli jak radzić sobie z NIE dziecka

14:45 Gosia Komentarzy: 6


Stało się. Po okresie sielanki Lenka wkroczyła w trudny czas, powszechnie znany jako bunt dwulatka. Nagle, z dnia na dzień z jej słownika ulotniło się "tak". Na każde pytanie profilaktycznie odpowiada NIE!, często bez zastanowienia, nawet jeszcze zanim zdążę to pytanie dokończyć. Domaga się spełnienia jej oczekiwań i chce, żeby były spełnione jak najszybciej. Kiedy na coś się uprze, niemal żadna siła nie jest w stanie jej odwieść od pierwotnego zamiaru. 

Nie jest łatwo. Bo jak może być łatwo, kiedy ktoś jawnie ci się sprzeciwia, robi wszystko dokładnie na odwrót i nie słucha żadnych argumentów.

Mimo dziecięcych wrzasków i tupania staram się jednak zachować spokój. Co mi w tym pomaga?

Świadomość, że:

1. To tylko taki etap. Etap, a więc coś przejściowego. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w warsztatach nt. trudnych zachowań u dzieci. Pani psycholog pocieszająco stwierdziła, że etapy buntu i sielanki przeplatają się z częstotliwością mniej więcej półroczną. Pozostaje więc jakoś przetrwać tych kilka miesięcy. Świadomość, że bunt jest etapem pomaga mi również spojrzeć na niego nieco łaskawszym okiem. Kiedyś będziemy się z niego śmiać. A może i za nim tęsknić?

2. Dziecko nie jest złośliwe samo z siebie. No dobrze, odezwą się pewnie głosy, że dzieci naprawdę bywają złośliwe, i to całkiem celowo. Może tak. Ja jednak odnoszę wrażenie, że to, co dzieje się z emocjami i psychiką Lenki, jest od niej niezależne. Co jest zresztą prawdą, bo niedawno czytałam (nie pamiętam niestety gdzie), że ta potrzeba dziecka, aby wszystko było robione TU i NATYCHMIAST wynika po prostu z niedojrzałości jego kory przedczołowej. Kiedy więc Lenka ma gorszy dzień, żartobliwie powtarzamy z mężem: "no tak, kora przedczołowa". To naprawdę pomaga - ta możliwość zrzucenia winy na coś biologicznego, niezależnego i od nas, i od Lenki. 

3. Dziecko czuje się przytłoczone emocjami. My, dorośli, nieraz nie potrafimy zapanować nad emocjami. Nie radzimy sobie z nimi. Skąd te tłumy pukające do drzwi psychologów? Jesteśmy narodem depresyjnym i znerwicowanym. Jakim więc prawem umiejętności kontrolowania emocji oczekujemy od 2-letniego dziecka?! Jeśli chcesz, aby twoje dziecko radziło sobie (nie mylić z tłumieniem!) z takimi uczuciami jak smutek, złość, gniew - sam spróbuj sobie z nimi radzić. POKAŻ mu, jak należy to robić. Chcesz, żeby dziecko nie krzyczało i nie histeryzowało? Sam tego nie rób, próbując je uspokoić.

4. Empatia jest najlepszą metodą wychowawczą. Nie jestem święta, zdarza mi się popatrzeć na Lenkę gniewnym wzrokiem czy zignorować jej krzyki i wyjść do drugiego pokoju. Częściej jednak jest mi jej po prostu... żal. Współczuję jej, że pewnie ma straszny natłok myśli w tej małej główce, że kłębi się tam mnóstwo słów, których jeszcze nie potrafi wypowiedzieć. I że właśnie ten brak umiejętności ubrania emocji w słowa jest główną przyczyną, dla której próbuje przekazać je całym swoim ciałem. Kiedy więc jest radosna, śmieje się całą sobą. Kiedy jest zła, złości się też całą sobą. W kryzysowej sytuacji zwykle pierwszą rzeczą, jaką staram się zrobić, jest przytulenie Lenki i mówienie do niej uspokajającym głosem. I uwierzcie mi - taki prosty gest potrafi zdziałać cuda. Lenka nagle przestaje płakać i wtula się we mnie. Tak jakby właśnie na to czekała.

G.

6 komentarze:

Znacie już Kicię Kocię?

21:19 Gosia Komentarzy: 4


Jeśli nie - najwyższa pora poznać. Pierwsza książeczka o sympatycznej Kici Koci trafiła do mnie kilka miesięcy temu (do recenzji w Dzielnicy Rodzica). Lenka pokochała Kicię Kocię od pierwszego przeczytanego zdania. Ja zresztą też. Dlaczego?

Zachwyca mnie szata graficzna książeczek Anity Głowińskiej. Oryginalna, barwna (nie mylić z jaskrawą), jakby namalowana farbami. Zagłębiłam się już nieco w temat literatury dla najmłodszych i z takim rodzajem ilustracji spotkałam się po raz pierwszy. Ale nie tylko o rysunki chodzi. Liczy się także treść.

Każda książeczka tworząca serię o Kici Koci poświęcona jest innemu zagadnieniu. A to Kicia idzie do przedszkola, a to sprząta albo wybiera się na plażę. Język i ilość tekstu idealnie dopasowane do dwuletniego dziecka, a nawet młodszego. Historyjki proste, ale z konkretnym wartościowym przekazem.

Polecam, bo jestem pewna, że Kicia Kocia zawładnie sercem (prawdopodobnie) każdego dziecka.

Wydawnictwo: Media Rodzina


4 komentarze: