Jak zachęcić dziecko do pomagania w domu?

15:53 Gosia Komentarzy: 4


Bałagan w pokoju nastolatka to chyba jeden z powszechniejszych obrazków wywołujących u rodzica lekki wzrost ciśnienia. Odnoszę jednak wrażenie, że ta niechęć do sprzątania i pomagania w domu nie bierze się znikąd. Owszem, można zrzucać wszystko na karb nastoletniego buntu (i pewnie ma on spory w tym udział), ale warto zastanowić się, czy gdy nasz Janek był Jasiem nie robiliśmy wszystkiego, żeby do tej pomocy go... zniechęcić. 

Cofnijmy się więc trochę w czasie, do chwili, gdy Jaś miał 2-3 latka. Jaś chętnie wyciągał rączki, żeby pomóc mamie czy tacie w odkurzaniu. Zwykle był jednak odpędzany, bo przecież odkurzyć trzeba szybko i nie ma czasu na zabawę. Kiedy czasem udało mu się dorwać mopa i z radością szorował podłogę w kuchni, zamiast podziękowania słyszał "oj, widzisz, muszę po tobie poprawiać". Kiedy z własnej inicjatywy posprzątał zabawki, nie usłyszał nic, zobaczył tylko, że rodzic rzucił okiem i bez słowa wrócił do swoich bardzo pilnych spraw.

Czym skorupka za młodu nasiąknie...

Gdzieś kiedyś przeczytałam, że dzieci w wieku ok. 1,5 roku odczuwają naturalną chęć do pomagania i sprzątania. I rzeczywiście tak jest. Pamiętam, jak Lenka mając nieco ponad rok, zamiast bawić się z kuzynką, chwyciła pierwszą lepszą szmatkę i zaczęła "szorować" podłogę w altance. Ten pęd do pomagania w domu trwa u niej nadal, a obecnie zbiega się z typowym dla dwulatka etapem "ja sama!". Gdy więc tylko widzi, że otwieram szafę z odkurzaczem, biegnie i krzyczy "ja sama!". To samo, kiedy chwytam za mopa. Kiedy gotuję obiad, przysuwa obok mnie krzesło, siada na nim i mówi "będę podawać!". Trzeba mieć sporo cierpliwości, żeby za każdym razem zgadzać się na taką pomoc. Ale gdy mam ochotę powiedzieć "Lenka, ja to zrobię, będzie szybciej", staram się ugryźć się w język. A co mi tam...

Jak więc zachęcić dziecko do sprzątania i ogólnie do pomagania w domu?

1. NIE ZNIECHĘCAĆ. Specjalnie napisałam wielkimi literami. Właściwie na tym mogłabym zakończyć wpis. Najważniejszy i najskuteczniejszy sposób na nauczenie dziecka pomagania w domu to po prostu go do tego nie zniechęcać. Koniec, kropka. I choć ciśnie się nieraz na usta "daj, zostaw, ja posprzątam", pomyślcie sobie, że wasz maluch będzie kiedyś wspomnianym nastolatkiem i zastanówcie się, czy wtedy powiecie mu tak samo. Czy może wtedy będziecie raczej mówić "weź, zabierz, ty posprzątaj"? Coś tu nie gra, prawda?

2. Zauważać i dziękować. Nie chodzi oczywiście o to, aby za każdym razem wychwalać dziecko pod niebiosa, bić brawo i skakać z radości, że włożyło klocki do pudełka. Ale koniecznie za każdym razem warto to zauważyć i powiedzieć chociażby "o, widzę, że posprzątałeś klocki, dziękuję". Gwarantuję, że radość dziecka będzie ogromna. Czy nagradzać za sprzątanie? Raczej nie jestem zwolenniczką takiego rozwiązania. Zresztą tak jak napisałam wyżej - dla dziecka już samo podziękowanie i fakt, że jego pomoc została doceniona, jest zwykle wystarczającą nagrodą i powodem do radości.

3. Nie poprawiać po dziecku. Jeśli dziecko widzi, że za każdym razem poprawiasz to, co ono ułożyło czy posprzątało, w końcu się zniechęci i w ogóle przestanie to robić. Owszem, czasem coś wymaga poprawki, ale jeśli już musisz to zrobić, to tak, żeby nie widziało. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, kiedy dziecku warto pomóc, zasugerować, że coś powinno się robić inaczej, w końcu dopiero się uczy. Ale nigdy nie zasadzie "no co ty robisz, przecież źle układasz!". W takich momentach zwykle oferuję Lence pomoc, w stylu "może ci pomogę? o, popatrz, tak też można układać, może teraz ty spróbujesz?".

4. Nie wyręczać. Tak jak pisałam, Lenka jest teraz na etapie "ja sama". WSZYSTKO chce robić sama. Odnosi się to nie tylko do sprzątania, ale wszelkich innych czynności, które w jakikolwiek sposób jej dotyczą, np. ubierania się i rozbierania. Staram się jej na tę samodzielność jak najczęściej pozwalać, bo to jest najlepszy sposób na uczenie się normalnych, potrzebnych w codziennym życiu umiejętności. Kiedy jest krzywo, niedokładnie i aż mnie kusi, żeby pomóc, przypominam sobie o punkcie 3. 


4 komentarze:

Przechowywanie mleka matki. Kilka najważniejszych zasad

13:20 Gosia Komentarzy: 2


Moja przygoda z odciąganiem pokarmu trwała pięć długich miesięcy. Lenka nie chciała ssać piersi, więc codziennością stały się dla mnie randki z laktatorem. Na stałe zagościły też w mojej kuchni pojemniczki i woreczki na mleko. Początkowo czułam się trochę zagubiona, nie za bardzo wiedząc, jak długo i w jakich warunkach pokarm mogę przechowywać, żeby nie stracił swoich cennych właściwości. Z czasem nabrałam jednak wprawy (i wiedzy). Oto garść rad dla mam, które przygodę z odciąganiem dopiero zaczynają.

W czym i jak najlepiej przechowywać mleko matki? 

Na pewno warto mieć pod ręką dwa wspomniane akcesoria: plastikowe, zakręcane pojemniczki oraz woreczki. W żadnym razie nie mogą to być pierwsze lepsze pojemniki, jakie wpadną nam w ręce. Najlepiej kupić takie, które produkowane są konkretnie z myślą o przechowywaniu mleka matki. Wówczas mamy pewność, że materiał, z którego są wykonane, jest dopuszczony do kontaktu z żywnością. W takich pojemniczkach (przed każdym użyciem umytych i wyparzonych) trzymałam mleko w lodówce. Do mrożenia zdecydowanie wygodniejszą opcją są specjalne woreczki. Woreczków w żadnym razie nie myjemy – takie woreczki są sterylne i żeby tej sterylności nie zniszczyć, należy zapoznać się z instrukcją, jak w prawidłowy sposób je otwierać i nalewać do nich pokarm.

Jeśli zbliża się pora karmienia, to oczywiście część (lub całość, w zależności od tego, ile dziecko zjada) odciągniętego mleka można przelać bezpośrednio do butelki, którą maluch będzie karmiony. W przypadku większości laktatorów pojemnik, do którego spływa odciągane mleko, pełni równocześnie funkcję butelki. Wystarczy nakręcić na nią odpowiedni (zwykle tej samej firmy) smoczek i gotowe.

Tym, co zwykle budzi u świeżo upieczonych mam najwięcej wątpliwości, jest to, jak długo pokarm może być przechowywany. Tu odsyłam do strony: http://www.enfamil.pl/pl/articles/karmienie-piersia/przechowywanie-pokarmu-0, na której znajdują się konkretne informacje, jak długi może być czas przechowywania w zależności od miejsca, a więc i temperatury. W przypadku temperatury pokojowej, powyżej 25ºC, może to być do 4 godzin, ale jeśli temperatura w pomieszczeniu jest niższa, czas ten wydłuża się do ok. 8 godzin. W lodówce czas ten wynosi kilka dni, w zamrażalniku natomiast nawet kilka tygodni czy miesięcy, w zależności od panującej w nim temperatury i tego, czy jest to osobny zamrażalnik, czy taki, który posiada wspólne drzwi z lodówką.

Jak rozmrażać/podgrzewać mleko matki? 

Pokarm trzymany w temperaturze pokojowej nie wymaga podgrzewania (choć tu wiele też zależy od preferencji dziecka, być może będzie wolało cieplejsze – Lenka akurat lubiła pić mleko o temperaturze pokojowej). Mleko wyjęte z lodówki trzeba podgrzać. Można to zrobić, umieszczając pojemnik/butelkę w garnuszku z ciepłą wodą bądź po prostu korzystając z podgrzewacza do butelek. Nie należy gotować mleka! Traci wtedy wszystkie swoje właściwości. Niewskazane jest również korzystanie z kuchenki mikrofalowej, chociażby z tego powodu, że płyny podgrzewają się w niej nierównomiernie – część mleka może być chłodna, a część gorąca i niemowlę może się poparzyć.

W przypadku rozmrażania – można wykorzystać garnuszek z ciepłą wodą, podgrzewacz do butelek czy po prostu dużo wcześniej przełożyć woreczek do lodówki. Raz rozmrożonego mleka nie można mrozić ponownie. Nie należy też mieszać go ze świeżym mlekiem.

Jeśli mleko podgrzewamy czy rozmrażamy, zawsze przed podaniem go dziecku trzeba sprawdzić jego temperaturę. Niezawodny będzie nasz... nadgarstek. Wystarczy umieścić na nim kilka kropli mleka, aby poczuć, czy nie jest ono za zimne czy za gorące.

Reszty mleka, które nie zostało przez dziecko zjedzone podczas karmienia, nie podajemy mu ponownie. Zasada ta dotyczy nie tylko mleka matki, ale również mleka modyfikowanego. Jeśli w butelce po karmieniu została część mieszanki, należy ją po prostu wylać (w poście skupiałam się na przechowywaniu i podgrzewaniu mleka matki, jeśli szukacie takich informacji odnośnie mleka modyfikowanego, odsyłam na stronę Enfamil).

Na koniec ważna rada: na woreczkach z mlekiem matki, które umieszczone zostaną w zamrażalniku, koniecznie umieszczajcie datę odciągnięcia pokarmu. Zazwyczaj do woreczków dołączone są naklejki, na których taką informację można zamieścić. Korzystajcie z tej możliwości, bo pamięć naprawdę bywa ulotna i po kilku tygodniach (czy szczególnie miesiącach) dużą trudność sprawi przypomnienie sobie, z którego dnia pochodzi mleko w konkretnym woreczku.

Wpis powstał we współpracy z marką Enfamil

2 komentarze:

Najprostszy przepis na ozdoby choinkowe z masy solnej

17:03 Gosia Komentarzy: 0


Ostatni raz z masą solną miałam do czynienia w podstawówce. Tegoroczne Boże Narodzenie stało się doskonałą okazją, żeby powrócić do dzieciństwa, zasiąść przy kuchennym stole i przygotować choinkowe ozdoby. Z tą różnicą, że tym razem dzielnie towarzyszyła mi Lenka, wałkując ciasto, wycinając ozdoby i malując je. Wykonanie takich ozdób jest banalnie proste, ale dość czasochłonne. Warto jednak poświęcić chwilę, bo satysfakcja jest ogromna. Poniżej instrukcja, jak krok po kroku się do tego zabrać.

Krok 1. Przygotowanie masy solnej.

Nic prostszego. Wystarczy zmieszać: szklankę mąki, szklankę soli i pół szklanki wody. Ugniatamy do uzyskania jednolitego "ciasta".

Krok 2. Wałkowanie ciasta i wycinanie ozdób.

Uważajcie, aby ciasto nie było zbyt cienkie. Wg mnie najlepiej rozwałkować tak, aby miało ok. 3-4 mm grubości. Do wycinania idealnie nadadzą się foremki do pierniczków. Kształty dowolne. U nas są gwiazdki, serduszka, choinki, bałwanki, księżyce, dzwonki. 


Krok 3. Wycięcie otworu do zawieszenia.

Zamieszczam ten krok osobno, bo to dość istotne, żeby otwór do przewleczenia nitki wykonać, zanim ciasto wyschnie i stwardnieje. Ja używałam do tego słomki do napojów.

Krok 4. Suszenie ozdób.

Spotkałam się z opinią, że suszenie w piekarniku powoduje pęcznienie ozdób. Żeby tego uniknąć, położyłam je po prostu na stole, żeby wyschły we własnym tempie. Czekałam dzień, drugi... Na trzeci straciłam cierpliwość i włożyłam je do piekarnika (na 80 stopni, bez termoobiegu, przy otwartych drzwiczkach). I wydaje mi się, że lepiej (a na pewno szybciej) posłużyć się jednak piekarnikiem.

Krok 5. Malowanie i zdobienie.

Do pomalowania ozdób używałyśmy farb plakatowych. Najpierw jedna strona, potem suszenie suszarką i druga strona. Do dekoracji dodatkowo użyć można koralików, cekinów i innych drobiazgów (wszystko zależy od waszej wyobraźni).



Krok 6. Przewleczenie nitki.

Żeby uzyskać dodatkowy efekt dekoracyjny, zamiast nitki użyłam ozdobnych tasiemek. W tej roli sprawdzą się też bardzo wąskie wstążeczki.

Gotowe. Udanej zabawy!




0 komentarze:

Zaparcia nawykowe u dwulatka, czyli jak oswoić dziecko z kupą (cz. 2. - psychika)

16:46 Gosia Komentarzy: 2


Psychika odgrywa OGROMNĄ rolę w przypadku zaparć, które pojawiają się w okolicy 2. roku życia. Powód jest dość prosty. Właśnie w tym wieku dziecko zaczyna zauważać procesy fizjologiczne, na które wcześniej nie zwracało większej uwagi. Widzi i czuje, że coś dziwnego się dzieje, że coś (pisząc wprost) z niego wychodzi, a ono nie ma pojęcia, co to właściwie jest. Po prostu tego nie rozumie, a zwykle jeśli dziecko czegoś nie rozumie, to zaczyna się tego bać (nie tylko dziecko zresztą, dorośli też mają taką skłonność). Nie bez znaczenia jest też to, że ok. 2. roku życia następuje pożegnanie z pieluchą i przesiadka na nocnik, co dodatkowo nasila stres związany z całym procesem wydalania.

Lęk to więc często główny winowajca problemów z wypróżnianiem się u dzieci. Trzeba zwracać uwagę na dietę i odpowiednią ją zmodyfikować, ale jeśli nie zatroszczysz się o komfort psychiczny dziecka - problem zaparć może się ciągnąć w nieskończoność. Poniżej kilka przetestowanych przez nas sposobów na to, jak oswoić dwulatka z kupą.

Stwórz pozytywną otoczkę. Żadnego krytykowania, wyśmiewania. Żadnych krzyków, kar czy gróźb. Żadnego - nawet mówionego w żartach - podśmiewania się, że kupa jest "fe!" czy że śmierdzi (bo dziecko od razu wysnuje wniosek, że skoro śmierdzi, to lepiej byłoby jej nie robić). Wypróżnianie się MUSI kojarzyć się pozytywnie. Warto powtarzać, że kupa jest fajna, że wszyscy lubią ją robić.

Chwal i gratuluj. Po każdej zrobionej kupie warto cieszyć się wręcz do przesady. Gratulować, bić brawo, a nawet dzwonić do babci, żeby dziecko mogło się pochwalić. Babcia oczywiście też powinna rozpływać się w zachwytach. Można mówić "ale super kupkę zrobiłeś!", "strasznie się cieszę, że zrobiłeś kupkę!" itp. I tak po KAŻDEJ kupce.

Nagradzaj. Wprowadziliśmy u siebie mały system nagradzania. Poszłam do sklepu i nakupiłam mnóstwo drobnych zabaweczek. Ale takich naprawdę drobnych, po kilka, góra kilkanaście złotych każda (np. notesik, magnes na lodówkę, kredki, naklejki). Coś symbolicznego. Taki prezencik wręczałam Lence po KAŻDEJ zrobionej kupce. Z czasem, kiedy tylko czuła, że coś nadchodzi, przestała powstrzymywać, lecz siadała na nocnik, powtarzając "Lenka zrobi kupkę i dostanie prezencik!". Od razu uprzedzam głosy, że to niewychowawcze. Lenka już normalnie się załatwia na nocnik, o prezenciki nie woła - system spełnił więc swoją rolę i żadnej "szkody" nie wyrządził.

Czytaj i rozmawiaj o kupie. Pamiętam, jak jeszcze przed ciążą trafiłam na informację, że wydana została książka o kupie. Dziwiłam się, na co komu taka książka. Teraz już wiem. Z czystym sumieniem polecam "Małą książkę o kupie". Warto ją z dzieckiem czytać bądź po prostu przeglądać. To świetny sposób na to, żeby kupa kojarzyła się jednoznacznie z czymś całkowicie normalnym, czymś, czego nie trzeba się bać.



Zapraszam też do lektury pierwszej części poświęconej zaparciom nawykowym: Zaparcia nawykowe u dwulatka, czyli jak oswoić dziecko z kupą (cz. 1. - badania, dieta, leki)

2 komentarze: