Najlepszy poradnik o odpieluchowaniu, czyli Jamie Glowacki przedstawia 'Mamo, chcę kupę!'

13:50 Gosia Komentarzy: 4


Jamie Glowacki to amerykańska ekspertka od treningu nocnikowego. Choć słowo "trening" może kojarzyć się negatywnie, w jej podejściu nie ma ani krzty zmuszania czy przedmiotowego traktowania dziecka. Wręcz przeciwnie - autorka nieustannie podkreśla, że każde dziecko jest indywidualnością i do własnego dziecka należy dostosować tempo treningu. No dobrze, ale na czym właściwie polega jej metoda? Co sprawia, że jest guru amerykańskich matek, bo potrafi ze 100-procentową skutecznością przekonać dziecko do nocnika?

Przyjęło się, że dziecko zaczyna rozumieć swoje potrzeby fizjologiczne ok. 18. m-ca życia. Ta informacja rodzi wg mnie niezdrową presję, że DO 18. m-ca życia dziecko powinno pozbyć się pieluch. A to nieprawda. Wtedy zazwyczaj dziecko dopiero zaczyna być gotowe na to, żeby w ogóle zacząć zaznajamiać się z nocnikiem i podejmować pierwsze próby kontrolowania pęcherza. Wg autorki najlepszym czasem na odpieluchowanie to okres między 20. a 30. m-cem życia. Zgadzam się z nią w pełni. Widziałam dzieci, które wysadzane były na nocnik dużo wcześniej, ale właśnie dopiero ok. 2. roku życia zaczynały pojmować, o co chodzi. Lenka została odpieluchowana w wieku 2,5 roku, a więc ok. 30. m-ca. Oczywiście, autorka nie zabrania wcześniejszego pożegnania z pieluchami, zamieszcza też rady, jak zaprzyjaźnić się z nocnikiem po 30. m-cu, ale równocześnie podkreśla, że wskazany przedział dziesięciu miesięcy jest najbardziej optymalny.

Tym, co mnie uderzyło podczas lektury, jest niezwykłe podobieństwo opisanej metody do tej, którą ja zastosowałam całkowicie intuicyjnie w przypadku Lenki, jeszcze zanim poradnik trafił w moje ręce. Co tylko potwierdza jej skuteczność i świadczy o tym, że książkę naprawdę warto przeczytać. Lenka pozbyła się pieluch w ciągu 3 dni. W nocy przestała siusiać w pieluchę po około dwóch, trzech kolejnych tygodniach. 

Co więc Jamie Glowacki radzi rodzicom?

Dziecka nie należy sadzać co 5 minut. Nie należy zasypywać (czy wręcz zadręczać) ciągłymi pytaniami, czy chce siusiu. Nie powinno się również sadzać na godzinę w nadziei, że w tym czasie zrobi siusiu. Być może zrobi, ale nie o to przecież chodzi, żeby siedzieć cały dzień na sedesie, tylko siąść na nim wtedy, kiedy jest potrzeba. Należy je uważnie obserwować, próbować wyłapać subtelne sygnały, które mogą sugerować, że siusiu czy kupa nachodzi. Można oczywiście zachęcać do skorzystania, przypominając, że w kącie stoi nocnik, ale - jak podkreśla Jamie Glowacki - trzeba odróżnić zachęcanie od nagabywania (które może dziecko zwyczajnie zniechęcić).

Nie będę szczegółowo opisywać metody Jamie Glowacki, szczerze zachęcam do zapoznania się z książką. Generalnie w pierwszej kolejności warto pozwolić dziecku biegać po mieszkaniu na golasa lub przynajmniej nago od pasa w dół. Kiedy tylko poczuje, że chce siku, może od razu usiąść i zrobić, bez uprzedniego mocowania się z ubraniami. (Potwierdzam, tak właśnie zaczęłam odpieluchowanie u Lenki). Kolejnym krokiem jest założenie spodenek, najlepiej na gumce, BEZ majteczek. Kiedy założymy same majteczki, dziecko czuje się w nich jak w pieluszce i je moczy. (Również potwierdzam, tak właśnie było u Lenki). Kiedy już dziecko ma opanowane zdejmowanie spodenek i robienie siusiu, przychodzi pora na założenie pod nie majteczek. Autorka radzi, aby zarezerwować sobie tydzień (chociaż wiem, że nie każdy ma możliwość wzięcia urlopu na tydzień po to, żeby odpieluchować dziecko...) i w tym czasie całą uwagę poświęcić dziecku, równocześnie ograniczając wyjścia. 

Podczas każdej z faz mogą pojawić się różne przeszkody. Autorka wszystko dokładnie wyjaśnia, wskazuje możliwe przyczyny. Podkreśla, że każde dziecko będzie przechodzić przez poszczególne etapy w swoim tempie. Może się również zdarzyć, że nastąpi regres - na uporanie się z tą sytuacją autorka także podsuwa kilka rozwiązań. Poświęca też sporo miejsca treningowy nocnemu oraz kupce, która - o czym sama się przekonałam - może stać się źródłem ogromnych problemów.

Jeśli odpieluchowanie dopiero przed wami, gorąco polecam poradnik "Mamo, chcę kupę!".


4 komentarze:

3 jedyne w swoim rodzaju dekoracje do pokoju dziecięcego

11:30 Gosia Komentarzy: 5

© Konstantin Yuganov / Fotolia
Nie mogę doczekać się momentu, kiedy w końcu wprowadzimy się do własnego M4 i będę mogła oddać się szaleństwu dekorowania pokoiku Lenki. Uwielbiam wszelkiego rodzaju drobiazgi, które sprawiają, że pokój dziecięcy zyskuje niepowtarzalny, przytulny klimat. Chcesz poznać moich trzech dekoracyjnych faworytów?

Lampy, lampki i lampiony 
Światło, które dają wszelkiego rodzaju lampki i lampiony, wydaje mi się jakieś magiczne. Jego miękkość i delikatność sprawia, że aż chce się wejść do takiego pokoiku, rozświetlanego jedynie przez jeden bądź kilka lampionów, usiąść wygodnie w fotelu i odpoczywać. Dlatego wiem, że kiedy Lenka już będzie mieć swoje małe królestwo, na pewno nie zabraknie w nim lampionów lub słynnych lampek cotton balls. Najlepiej w kolorystyce będącej połączeniem bieli i pasteli, tak jak na zdjęciu powyżej.

Naklejki na ścianę 
Naklejki naścienne są genialne w swej prostocie. Wystarczy wybrać wzór i... nakleić. Różnorodność wzorów jest ogromna. Poniżej zaledwie kilka z prawie 1500 propozycji oferowanych przez sklep Tenstickers.pl. Szczególnie przypadły mi do gustu naklejki w formie „tablicy” kredowej. Zamiast załamywać ręce nad dziecięcymi bazgrołkami pojawiającymi się tu i ówdzie, lepiej wykorzystać właśnie taką naklejkę do stworzenia idealnego miejsca, gdzie maluch może w pełni realizować swoje artystyczne zapędy. Bardzo fajnym pomysłem są też naklejki z imieniem czy naklejka w formie miarki, na której można zaznaczać wzrost dziecka.






Pompony z tiulu 
Tiulowe pompony to doskonały przykład na to, że nawet proste dekoracje nadają pokojowi dziecięcemu niepowtarzalny charakter. Wystarczy zawiesić dosłownie dwa, trzy takie pompony, np. w pobliżu lampy sufitowej czy na karniszu nad oknem. Super to wygląda, prawda?

© Photographee.eu / Fotolia


Wpis powstał we współpracy z Tenstickers.pl

5 komentarze: