Choroby psychiczne matki

15:07 Gosia Komentarzy: 23


Nerwica natręctw. Standard. Połowę spaceru zajmuje mi zastanawianie się, czy ubrałam Lenkę adekwatnie do pogody. Czy jej nie za ciepło, nie za zimno, czy jej tu albo tam nie uwiera. Wizualizuję sobie nawet, jak ja bym się czuła w ciuszkach, które jej założyłam. Porównuję z tym, co mam na sobie. Ok, może być. Umysł nie lubi jednak tkwić w stanie stand by. Zaczyna więc natrętnie nucić "Idziemy na jagódki", przeplatane "Dziadek farmę miał", aby repertuar zakończyć na "Była sobie żabka mała". Po "prześpiewaniu" wszystkich skocznych piosnek, które Lenka ostatnio uwielbia, przychodzi pora na zastanawianie się, czy na pewno wszystko wyłączyłam/zamknęłam/zgasiłam. Po przerobieniu stałych punktów programu okazuje się, że minęła godzina i jesteśmy z powrotem pod blokiem.

Amus gębus. Nie mogę nad tym zapanować, no po prostu nie mogę. Podczas karmienia Lenki zupką, za każdym razem, gdy łyżeczka zmierza w kierunku jej usteczek, sama otwieram swoją paszczę, wydając przeciągłe "aaaaaaaaam". Na swoje usprawiedliwienie dodam, że ten odgłos gębowy - może przez naśladownictwo - zachęca Lenkę do otwierania jej własnej buzi, ułatwiając nam w ten sposób proces karmienia.

Zaglądactwo wózkowe. Dotyka nie tylko mnie, ale również inne matki, a także - a może przede wszystkim - babcie. Uczęszczany przeze mnie spacerniak jest dość popularną miejscówką wśród lokalnych matek, więc okazji do pielęgnowania swojej choroby jest dużo. Jedzie wózek, a to zaglądnę. Ciekawe, czy dziewczynka, czy chłopiec. Ale ładny kocyk. Ciekawe, gdzie kupiła. Fajny wózek, taki seledynowy. Ale ona jakaś taka zmęczona. Pewnie niewyspana. O, następny wózek. Też zajrzę. Ale tak, żeby nie widziała, of kors.

Kompulsywne kołysanie. Się, nie dziecka. Obecnie choroba w stanie remisji. Największe nasilenie dało się zaobserwować w pierwszych trzech miesiącach życia Lenki. Gdy tylko usłyszałam głos dziecka, niekoniecznie swojego, lub zobaczyłam takowe, automatycznie zaczynałam się kołysać na boki. Tak jakby w mózgu ktoś wciskał guzik uruchamiający opcję bujania się. Osoby postronne mogły pomyśleć, że postradałam rozum. Co, biorąc pod uwagę początki macierzyństwa, nie było dalekie od prawdy.

23 komentarze:

  1. Wszystko powyższe obserwuję u siebie :)
    A machanie wózkiem też masz :)? Ja nawet jak nie ma w nim dziecka (bo jest akurat w ramionach Tatusia), a ja stoję przy wózku to wożę go - przód, tył, przód, tył. A jak się orientuje to mi głupio :D

    OdpowiedzUsuń
  2. zaglądactwo wózkowe opanowałam do perfekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj machanie wózkiem...TAK. Dziecko jest, czy go nie ma, śpi, cz marudzi ZAWSZE.

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie zaglądactwo i kompulsywne kołysanie, ale nie się, tylko wózka. Choćby sklepowego;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Ufff....a już myślałam, że tylko u mnie tak psychika podupadła przez ostatnie miesiące;) O, i podpisuję się również pod namiętnym machaniem wózkiem, czy z, czy bez Obywatelki w środku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś z tym kołysaniem jest. Bujam się nawet gdy siedzę sam :P
    A za glaąactwo rozwinęło się u mnie jeszcze w ciąży ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja albo zdrowa, albo - skoro wszystkie tu to macie - wręcz przeciwnie ;) No jedynie co to kołysanie na potęgę. Nieważne, czy Natka na rękach, w chuście czy... u Tomka :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Haha, amus gębus to mój faworyt, ciekawe czy u mnie też się rozwinie :D

    OdpowiedzUsuń
  9. przejdzie ;)
    choć pierwsze chyba zostaje na zawsze i zmieniają się tylko natręctwa - sprawdzactwa .... jak my je kochamy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hahahah idealnie :D amus gębus <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Z tym ubiorem czy nie za zimno czy nie za ciepło...to mam tak samo, ale walczę z tym :) kołysanie też mnie nie raz dopadało ale przeszło z czasem :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja mam jak logo matka:) czyli nie mam nic z tych rzeczy;D
    Nie licząc nerwicy natręctw ale u mnie ogranicza się ona do wyłączania wszystkiego i zastanawiania się czy zamknęłam drzwi i miałam to już przed pojawieniem się dziecka;)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mnie tylko pierwsze, ale to, podobnie jak moja przedmówczyni, miałam już dużo wcześniej :) Jest szansa, że jeszcze amus gębus się pojawi, jak zacznę karmić synka łyżeczką.

    OdpowiedzUsuń
  14. Idealnie to opisałaś - u mnie to samo, tylko w innej kolejności: kołysanie (zawsze, wszędzie) - nerwica (w sumie tez zawsze, wszędzie) - amus (u mnie bardziej charakterystyczne zagryzanie zębów - ostatnio się tego dowiedziałam - bo oczywiście nie byłam tego świadoma) - zaglądactwo (bez szału, ale jest) :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale się uśmiałam :D Jakbym widziała samą siebie! Ale z tym kołysaniem to kurcze, nie ma żartów, czuję się czasem jak nienormalna, bo niestety całkiem mi się to wkręciło i jak oddam Małą np. babci na ręce to stojąc i rozmawiając nadal się kołyszę... Aż wstyd się przyznawać

    OdpowiedzUsuń
  16. Pomimo, że jestem jeszcze w dwupaku to już widzę że mnie dotknęło na razie zaglądactwo wózkowe ;)
    I mam jeszcze coś takiego, że muszę zoabaczyć jak inne dziecko jest ubrane- jakbym szukała inspiracji na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. nerwica natręctw... ehhh skąd to znam:(

    OdpowiedzUsuń
  18. O Jezus! Z tym kołysaniem mam tak samo, mimo że dziecię me już duże, bo 7-letnie :) Zdarza mi się złapać kota w locie (mojego domowego rzecz jasna), trzymam go na ręku i się z nim bujam, nieświadomie zupełnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Trafiłaś ze wszystkimi chorobami: )Też je mam, ciekawe czy z czasem się coś jeszcze przypląta?

    OdpowiedzUsuń
  20. A propo kołysania - pamiętam jak wybrałam się z mamą do kościoła, gdy moja Basia mając chyba cztery tygodnie została w domku z tatusiem. Siedze w tym kościele ( nie wspominają w ogóle o tym, że skupić się nie mogłam, bo myśli moje były przy córce i mężu) i w pewnym momencie mama trącnęła mnie łokciem i mówi - " co ty się tak kołyszesz ? przecież Basia w domu" :D
    Sytuacja ta powtarzała się wielokrotnie, ale wtedy juz sama starałam się kontrolować :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja też zaglądam do wózków :)

    OdpowiedzUsuń
  22. U mnie nerwica objawia się następująco. Tak jak tu siedzę i patrzę dookoła to już muszę zaraz wstać. A dlaczego? Odpowiedź prosta. Bo to butla po mleku jeszcze nie umyta,druga po soczku na stole, nakrętka od butli na komodzie, zabawki leżą pod stołem, śliniak wisi na grzejniku a śpiochy do prania wiszą na moim ramieniu.Do rana to wszystko musi zniknąć w przeciwnym razie nie zasnę.

    OdpowiedzUsuń