Czym druga ciąża różni się od pierwszej - drugi trymestr

17:31 Gosia Komentarzy: 1


Jestem z lekka przerażona. Tym, w jakim tempie mija mi ta ciąża. Wiem, że się powtarzam, ale naprawdę nie wiem, kiedy ten czas zleciał. Kończę 27. tydzień, tym samym wkraczam w trzeci trymestr (trzeci!!!). W ramach podsumowania drugiego trymestru porównanie z tym samym okresem pierwszej ciąży.

Ruchy dziecka. W obu ciążach ruchy zaczęłam czuć mniej więcej w tym samym czasie, czyli ok. 18. tygodnia. Miały jednak nieco inny charakter. W przypadku Lenki było tak: nic, nic, nic, a tu nagle kopniak w okolicach pępka. Zupełnie inaczej w przypadku Bartka: nic, nic, lekkie łaskotanie, delikatne uczucie rozpychania pod prawymi żebrami, pierwsze nieśmiałe kopniaki.

Samopoczucie. W pierwszej ciąży było o wiele lepsze. W drugim trymestrze przy Lence było faktycznie tak jak opisują: przypływ energii, uczucie, że można góry przenosić. W tej ciąży ledwo żyję, serio. W ogromnej mierze na pewno jest to efekt tego, że jest już jedno dziecko, bardzo absorbujące dziecko. Kiedy wraca z przedszkola, nie ma szans na to, żeby się położyć i odpocząć. Jestem o wiele bardziej zmęczona niż w pierwszej ciąży, brakuje mi też tego słynnego przypływu energii. Standardowo natomiast kilka razy w nocy wstaję do toalety, co skutecznie utrudnia mi porządne wyspanie się.

Zdrowie. Nie mogę narzekać, bo wiem, że niektóre kobiety mają gorzej. Ale porównując obecną ciążę z pierwszą, zdrowie mam nieco gorsze. Częściej jestem przeziębiona (to akurat zasługa przedszkola), pojawiła się wspomniana cukrzyca ciążowa i niedoczynność tarczycy. Dokucza mi też ból pachwin, który w pierwszej ciąży pojawił się dużo później. Poza tym, tfu, tfu, wszystko w porządku.

Nastawienie do porodu. Coraz częściej zaczynam o tym myśleć. Muszę przyznać, że w pierwszej ciąży do porodu podchodziłam z entuzjazmem, zaciekawieniem, podekscytowaniem. Teraz dominuje lekki niepokój. Boję się bólu, boję się też, czy cukrzyca ciążowa pozwoli mi szczęśliwie dotrwać do naturalnego rozpoczęcia akcji porodowej, czy może będzie konieczność wcześniejszego wywoływania (np. z uwagi na rozmiary dziecka czy stan łożyska). Staram się jednak o tym za dużo nie myśleć.

Przybieranie na wadze. Z uwagi na fakt, że w obecnej ciąży mdłości dokuczały mi dużo dłużej niż w pierwszej, przybrałam jak do tej pory zaledwie 3,5 kg. Choć w sumie powodów do obaw nie ma, bo dziecko rośnie zdrowo, a jak tak dalej pójdzie, to będę mieć po prostu mniej do zrzucania po porodzie. W pierwszej ciąży na tym etapie miałam na plusie ok. 6 kg, więc niemal dwa razy więcej. Ostatecznie przy Lence przytyłam 11 kg. Ciekawa jestem, jaką wagę osiągnę pod koniec tej ciąży.



1 komentarze:

Cukrzyca ciążowa: pierwsze starcie

10:20 Gosia Komentarzy: 3


Powiem wprost, kiedy usłyszałam "pani Małgosiu, mamy cukrzycę ciążową", poczułam się, jakbym dostała obuchem w głowę. Dosłownie. Zamurowało mnie. Głównie dlatego że kompletnie nie spodziewałam się takiej informacji. Wyniki wydawały mi się w normie, dopiero na wizycie dowiedziałam się, że w ciąży normy są nieco inne.

Przekroczenia nie były duże. Zarówno na czczo, jak i po dwóch godzinach wynik był w normie. Jedynie po godzinie lekko przekroczony. No ale czytałam później, że cukrzycę diagnozuje się nawet wtedy, gdy tylko w jednym punkcie krzywej wynik jest ponad normę.

Siedziałam w gabinecie, ale czułam się, jakbym przeniosła się gdzieś indziej. Nie potrafiłam o niczym innym myśleć, tylko w kółko słyszałam w głowie głosik "cukrzyca, cukrzyca, cukrzyca...". Nawet podczas USG, zamiast podziwiać kształtny nosek i usteczka Bartusia, myślami byłam gdzie indziej. Otrzymałam zalecenie, aby poczytać o diecie cukrzycowej, udać się po bezpłatny glukometr i umówić do diabetologa (wizyta 6 czerwca).

Po wyjściu z gabinetu miałam ochotę się rozpłakać. Po pierwszej ciąży przywykłam do braku jakichkolwiek problemów zdrowotnych. A tu i niedoczynność z podejrzeniem Hashimoto, i nagle cukrzyca ciążowa. Wpadłam w lekkiego doła, wyobrażając sobie oczywiście scenariusze najgorsze z możliwych.

Dół pogłębił się, kiedy zaczęłam zapoznawać się z zasadami diety cukrzycowej. Ważenie każdego pokarmu, przeliczanie zamienników węglowodanowych... Miałam ochotę siąść i płakać. Zwłaszcza że ja po prostu lubię jeść. Postanowiłam jednak wziąć się w garść i poczekać z załamaniem się do momentu, aż będę mieć glukometr, rozpocznę pomiary i będę wiedziała, jak te moje cukry wyglądają.

Jak więc wyglądają?

Nie jest źle, powiedziałabym nawet, że jest dobrze. Wprawdzie pomiary wykonuję dopiero od trzech dni, ale jeszcze ani raz nie zdarzyło mi się przekroczyć normy (na czczo wynosi 90, godzinę po posiłku 140). A jem w sumie całkiem przyzwoicie - nie chodzę głodna, czuję się najedzona. Zamieniłam jasne pieczywo na żytnie, w odstawkę poszła zdecydowana większość słodkości (patrz niżej) i dania smażone, jem dużo więcej warzyw. Zamiast smażyć, piekę w piekarniku albo duszę. A przede wszystkim: jem regularnie co 2-3 godziny (pierwszy posiłek zwykle ok. 8, ostatni ok. 21). Jednym słowem: odżywiam się po prostu zdrowiej.

Na czczo pomiary wynoszą zwykle ok. 87, godzinę po posiłku ok. 100 (więc teoretycznie mogłabym jeść nawet więcej). Pomiarów dokonuję aż 6 razy dziennie: na czczo, po pierwszym śniadaniu, po drugim śniadaniu, po obiedzie, po podwieczorku i po kolacji.

Tego, czego bałam się najbardziej, to to, że będę musiała całkowicie zrezygnować z uwielbianych przeze mnie truskawek i czereśni, na które obecnie jest sezon, a które - jak to owoce - mają cukier. Na szczęście tak nie jest. Nawet po zjedzeniu niemal pół kg czereśni mój cukier po godzinie nie przekracza 100. Co ciekawe, mogę jeść również lody (ważne - nie w polewie czekoladowej, lecz zwykłe gałkowe). Po jednej gałce pomiar po godzinie wynosi poniżej 90. Trochę mnie to pocieszyło, bo obawiałam się, że wszelkie jedzeniowe przyjemności będą musiały odejść w zapomnienie. Robię więc tak, że jeśli mam ochotę na coś słodszego - po prostu testuję na sobie, jak zareaguje mój organizm. Zjadam rozsądną porcję, a następnie po godzinie kontroluję cukier.

Powoli więc oswajam się z nową sytuacją. Plus jest niewątpliwie taki, że - tak jak już pisałam - moja dieta jest po prostu zdrowsza, z korzyścią i dla mnie, i dla dziecka. Na dodatek przy takiej diecie nie powinnam za wiele przytyć, więc i mniej będzie do zrzucania po porodzie.

Póki co jest nieźle. Mam nadzieję, że tak będzie nadal.

Wszystkim słodkim mamom polecam grupę na FB - Cukrzyca ciążowa

3 komentarze: