Tropimy angielskie słówka z Kapitanem Nauką

06:59 Gosia Komentarzy: 0


Już w pierwszych latach życia warto oswajać dziecko z językiem angielskim. Nie chodzi oczywiście o studiowanie zasad gramatyki i wkuwanie listy słówek. Wystarczy sięgnąć po pomoc naukową, która sprawi, że kontakt z językiem obcym będzie zabawny i przyjemny. Jak zwykle w tej kwestii niezawodna okazuje się propozycja od Kapitana Nauki.

"Na tropie angielskich słówek" to zestaw 12 bogato ilustrowanych rozkładówek, wydany w popularnej ostatnio formie "kartonowego" albumu. Każda z rozkładówek wykonana została przez innego rysownika, co sprawia, że każda jest wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. Jednak nie tylko tym się różnią: poszczególne ilustracje skupiają się na innym zagadnieniu. Mamy więc statek piracki, dzięki któremu dziecko zapoznaje się z cyframi, jest pracownia malarza, która pomaga przyswoić angielskie wersje kolorów i kształtów, w książce nie brakuje też słownictwa związanego z rodziną, ubraniami, porami roku, zwierzętami czy emocjami.

Każda rozkładówka pełna jest szczegółów, co sprawia, że dziecko nie tylko uczy się języka obcego, ale również ćwiczy spostrzegawczość, a opierając się na przedstawionej ilustracji, może konstruować własną opowieść. Niezwykle przyjazna i dopracowana w każdym drobiazgu szata graficzna oraz poukładane kategoriami słownictwo to nie są jedyne plusy albumu. Zaletą jest niewątpliwie forma wydania - grube, kartonowe strony przetrwają wiele wspólnych sesji czytelniczych. Co więcej, nagrania mp3 wszystkich znajdujących się w książce słówek zamieszczone są na stronie www.kapitannauka.pl/natropie. Jeśli więc rodzic ma wątpliwości, jak wymawia się konkretne słowo, może skorzystać z takiego wsparcia.

Polecam!





0 komentarze:

Bartek: 6. miesiąc

12:24 Gosia Komentarzy: 5


Powiem szczerze, że po pierwszych trzech wrzaskliwych miesiącach obawiałam się, jak będą wyglądać kolejne. Okazało się jednak, że Bartek - jako niemowlę - jest uosobieniem spokoju i cierpliwości. Wyspany i najedzony potrafi bawić się sam (SAM!), a to przyglądając się swoim stopom, a to miętosząc jakąś zabawkę, a to po prostu siedząc w bujaczku i obserwując, co robi starsza siostra. Jest o wiele spokojniejszy i bardziej ugodowy niż Lenka w jego wieku.

Jest typem malucha - jak ja to nazywam - łatwo rozśmieszalnego. Wystarczy zakukać (akuku!) albo czasem nawet tylko popatrzeć się na niego i uśmiechnąć, aby zaśmiał się w głos. Szczególnie upodobał sobie siostrę. Lenka nie musi robić absolutnie nic - Bartek zaczyna się uśmiechać, jak tylko ona pojawi się w zasięgu jego wzroku. 

Bartek od mniej więcej miesiąca ustalił sobie stały harmonogram dnia. Pobudka ok. 6. Już ok. 8 przypada pora na pierwszą krótką drzemkę. Następna drzemka rozpoczyna się ok. 10.30, a kolejna ok. 14. Kąpiel odbywa się o 18, a zwykle 1,5 godziny później Bartek już smacznie śpi. W nocy mleko dostaje raz - około północy. Później przebudza się jeszcze ok. 4 i 5, ale już bez karmienia. Generalnie nie mogę narzekać na jego sen. Zresztą - od początku noce wyglądały dobrze. Budził się wprawdzie na karmienie co ok. 2,5 godziny, ale po opróżnieniu butli zasypiał. Noce obywały się bez płaczu i wrzasków (czego nie można było powiedzieć o wieczorach).

Bartek to chłop jak dąb. Od samego początku "jedzie" na górnych centylach - zarówno pod względem wagi (ok. 9,5 kg), jak i wzrostu (ok. 71 cm) mieści się między 90. a 97. centylem. Podejrzewam, że to zasługa genów ze strony mojego taty i mojego dziadka - mężczyźni z naszej rodziny należeli do wysokich i barczystych. Obecnie nosi ubranka w rozmiarze 74, ale już powoli zaczynają się robić przyciasne. 

Jak wygląda jego rozwój motoryczny? Uwielbia leżeć na brzuszku. Swobodnie podnosi się, podpierając na dłoniach i prostych rączkach. Powoli zaczyna wyciągać rączki po zabawki. Choć, muszę przyznać, Lenka w jego wieku już sprawnie przewracała się z brzuszka na plecy i na odwrót, a Bartek ma za sobą dopiero kilka takich obrotów. 

Bartek od samego początku buntował się przed spaniem na bokach. Jak tylko próbowałam go tak ułożyć - był wrzask. Najbardziej lubił leżeć na wznak, co niestety poskutkowało tym, że miał lekko spłaszczoną główkę z tyłu (tzw. plagiocefalia). Przez pewien czas stosowaliśmy poduszkę ortopedyczną. Szybko jednak zaczął się irytować leżeniem na niej. Jak zapewniał fizjoterapeuta, jak tylko Bartek będzie bardziej ruchliwy i mobilny, główka zacznie przybierać bardziej okrągły kształt - i to prawda. Obecnie chętniej też podczas snu przekręca główkę z jednej strony na drugą, więc nie leży już wyłącznie na jej tylnej części. 

5 komentarze:

Nie daję na Owsiaka. Daję na najsłabszych.

11:51 Gosia Komentarzy: 6


Oddział intensywnej terapii na Ujastku. Stoję przed przeszklonymi drzwiami. Za nimi w rządku stoją inkubatory. Każdy z leżących w nich maluchów ma swoją własną historię. Czasem bardzo ciężką i bolesną. Zawał łożyska, poród w 26. tygodniu ciąży, wylew krwi do mózgu, niecałe 600 g delikatnego ciałka. To tylko jedna z tych historii, które usłyszałam i które ściskały mnie za gardło.

Drugie przeszklone drzwi. Patologia. Tu też sala pełna inkubatorów, skrywających maluchy, którym nie było dane przyjść na świat w pełni sił. Wśród nich moje własne 3240 gramów szczęścia. Dookoła mnóstwo kabelków, na opuchniętej buzi maska CPAP,  w jednej stópce wkłucie, w drugiej stópce wkłucie, w nosku sonda pokarmowa. Dowiaduję się, że sąsiadka Bartka z prawej strony również ma problemy z oddychaniem, a sąsiad z lewej poleguje tu już od dwóch miesięcy, bo nie chce przyjmować pokarmu.

Tyle różnych historii. Tyle wylanych łez - czasem całkiem otwarcie, czasem gdzieś w kącie, żeby nikt nie widział. Tyle rozbrzmiewających w powietrzu diagnoz - czasem pozytywnych, dodających otuchy, a czasem pełnych wątpliwości i drżenia głosu.

Większość z tych historii ma jednak wspólny mianownik: czerwone serduszko Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy widniejące na sprzęcie ratującym życie wspomnianych maluchów.

Od zawsze wrzucałam do puszki WOŚP. Jednak tegoroczny finał miał dla mnie szczególne znaczenie. Wiedziałam, że to, czym się podzielę, nie jest jakąś wirtualną, bliżej nieokreśloną pomocą. Na własne oczy przekonałam się, że ta pomoc jest jak najbardziej realna. Każda złotówka jest cegiełką, dzięki której CPAP wspierał oddech Bartka czy dzięki której inkubator dogrzewał wspomnianego na początku skrajnego wcześniaka.

Cały dzień oglądałam relację. Wielokrotnie czułam ścisk w sercu, a oczy się szkliły. Tym razem nie ze smutku, lecz ze wzruszenia i niebywałej satysfakcji - że Polacy, może trochę na przekór, wpłacają coraz więcej. Wpłacają, nawet jeśli sami bezpośrednio nie zetknęli się ze sprzętem z naklejonym czerwonym serduszkiem.

Jeśli wciąż się wahasz, czy wesprzeć WOŚP, pamiętaj - nie dajesz na Owsiaka, lecz na słabe i bezbronne noworodki. Możesz to zrobić tu.

6 komentarze:

Jak przygotować dziecko na... rodzeństwo?

16:09 Gosia Komentarzy: 6


Oczko w głowie rodziców. Zawsze na pierwszym miejscu. Aż tu nagle pojawia się takie małe wrzeszczące coś, co pochłania ogrom uwagi kochanej mamy i kochanego taty. Co zrobić, żeby dziecko, które dotychczas było jedynakiem, zobaczyło w braciszku czy siostrzyczce istotkę, o którą warto się zatroszczyć? Jak zapobiec buntowi i czy w ogóle jest to możliwe?

Lenka, jak tylko mój brzuch zaczął być wyraźnie zaokrąglony, interesowała się jego zawartością. Kto tam siedzi, jak wygląda i - "jak wyjdzie, skoro tu nie ma żadnych drzwiczek?". Tłumaczyłam, że skoro ona wyszła, to Bartuś też na pewno sobie poradzi. Pokazywałam zdjęcia USG, opowiadałam, że braciszek rośnie i być może już słyszy to, o czym Lenka opowiada. Przez cały ten czas mówiła, że jak tylko Bartuś się urodzi, to będzie mu zmieniać pieluszki, będzie się z nim bawić i go przytulać. Wiadomo, że do takich deklaracji trzeba podchodzić z pewnym dystansem, bo tak naprawdę dziecko nie ma pojęcia, w jakiej sytuacji się znajdzie i że może być ona dla niego zwyczajnie trudna.

Zwykle usłyszeć można radę, aby wychodząc ze szpitala z noworodkiem, zabrać jakiś drobiazg dla starszego rodzeństwa - prezent od młodszego braciszka czy siostrzyczki. Rady tej nie wcieliliśmy w życie. Przede wszystkim z powodu poporodowych przejść z Bartkiem nie było do tego głowy. 

Jak Lenka przyjęła Bartka? Powiedziałabym, że pozytywnie. Od początku podchodziła do niego kilkakrotnie w ciągu dnia, aby go przytulić i powiedzieć mu, jak bardzo go kocha - i tak jest nadal. Skłamałabym jednak pisząc, że nie było żadnego kryzysu. W pewnym momencie pojawiła się zazdrość - bo Lenka zauważyła, że ten maluch pochłania jednak sporo uwagi, szczególnie mamy. Zdarzało się, że o uwagę tę dopominała się, kiedy ja karmiłam czy usypiałam Bartka. Na szczęście taka kulminacja zazdrości nie trwała długo. Jedyna rada, aby ją przetrwać - starać się spędzać czas sam na sam ze starszym dzieckiem. Jak tylko mogłam, zabierałam Lenkę na spacer - tylko ja i ona

Po około dwóch miesiącach od narodzin Bartka Lenka weszła w okres "jestem dzidziusiem". To dość typowe zachowanie dla starszego rodzeństwa w momencie, gdy pojawia się w domu niemowlę. Lenka więc kładła się na plecach, fikała nogami i udawała dzidziusia. Domagała się, żeby ją kołysać, a nawet wskakiwała do gondoli. Etap ten trwał kilka tygodni. Moja rada? Po prostu pozwolić starszakowi na bycie tym dzidziusiem. Jak już nasyci się tym swoim dzidziusiowaniem, sam dojdzie do wniosku, że jednak lepiej być większym dzieckiem.

Jak jest teraz? Bartek skończył pięć miesięcy. Dzidziusiowanie Lenki już raczej się nie zdarza, sceny zazdrości też są okazjonalne. Bartek Lenkę uwielbia. Jak tylko ją zobaczy, śmieje się od ucha do ucha. Stał się bardziej "interaktywny", więc i Lenka zaczęła mu podawać zabawki czy kłaść się z nim na macie edukacyjnej. Miłość siostrzano-braterska (póki co) kwitnie (tak, tylko czekać, aż podrosną i zaczną się bić i kłócić).

Jak wyglądało u was zapoznawanie się starszego dziecka z bratem lub siostrą?

6 komentarze: