Dlaczego warto być w ciąży?

14:52 Gosia Komentarzy: 11

Ciąża to nie bajka. Sapiesz niczym lokomotywa po pokonaniu dwóch schodków, ba, sapiesz nawet wtedy, gdy leżysz i - teoretycznie - nic nie robisz. Musisz zrezygnować z różnych przyjemności. A to Desperadosa popijanego do ulubionego serialu (matko, jak ja tęsknię za tym smakiem...). A to kilkugodzinnej pielgrzymki po galerii handlowej (w ciąży nauczyłam się kupować ciuchy bez mierzenia, bo przecież mierzenie to taka strata energii...). Czasem ma się ochotę po prostu rzucić to wszystko w cholerę.

Wszystkim wątpiącym pragnę jednak przypomnieć, że ciąża bywa też fajna. Dlaczego?
- nieustannie słyszysz, jak pięknie wyglądasz (choć tu można doszukiwać się drugiego dna: bo co? wcześniej to ładnie nie wyglądałam?);
- nie musisz się tłumaczyć, dlaczego masz ochotę przeleżeć cały dzień i absolutnie nic nie robić (nie dość, że nie musisz się tłumaczyć, to jeszcze inni sami zachęcają cię do lenistwa i odpoczynku);
- masz ochotę na całą tabliczkę czekolady/słoik kiszonych ogórków/dziesiątego z kolei śledzia? Proszę bardzo;
- bez wyrzutów sumienia (i zrzędzenia partnera) możesz nakupić stos ubrań, bo przecież w stare się już nie mieścisz;
- wzbudzasz życzliwe zainteresowanie i wszyscy się do ciebie uśmiechają;
i przede wszystkim:
- to ty, nikt inny, czujesz ruchy małego Człowieka, który już wkrótce pojawi się na świecie.

G.

11 komentarze:

Wesołych!

10:53 Gosia Komentarzy: 2

Kochane przyszłe i obecne mamuśki!

Trochę spóźnione te życzenia, ale wiecie - odpoczynek wymaga czasu i nie zawsze wystarczy go na coś innego.

Życzę Wam z całego serca:
- uśmiechu i optymizmu, mimo że czasem okoliczności temu niesprzyjające,
- duuuużo zdrowia, bo - jak mówi stara prawda, a stara prawda zawsze jest najprawdziwsza - zdrowie jest najważniejsze,
- umiejętności czerpania radości z każdego drobiazgu, z tego, że świeci słońce, ptaszki śpiewają, kawa pachnie, a partner pomaga w sprzątaniu,
- tym z Was, które już są mamami - satysfakcji z macierzyństwa, które - choć czasem potrafi dać po d... - jest najwspanialszą rzeczą na świecie,
- tym z Was, które mamami dopiero zostaną - a więc i poniekąd sobie - życzę niewyczerpanych pokładów sił i energii, aby w zdrowiu i optymizmie (patrz wyżej) dotrwać do wielkiego dnia, a później poradzić sobie z wyzwaniami, które będą na Was czekać.

Wesołych Świąt!

G.




2 komentarze:

Świąteczne przygotowania ciężarówki

11:15 Gosia Komentarzy: 12

Ach, jak przyjemnie. Tu kawusia, tam ciasteczko. Leżę i pachnę. A wokół chaos.

- coś ci podać?
- ale masz ładny brzuszek
- na pewno nic ci nie podać?
- ale ładnie wyglądasz
- nie jesteś głodna?
- o, ten brzuszek to naprawdę masz śliczny

Moje przedświąteczne obowiązki ograniczają się do uśmiechania i opowiadania o tym, jak to Antoś kopie. O, tu. A teraz przestał. O, znowu.

No dobra, żeby nie było, że taka królewna ze mnie. Spakowałam prezenty i ubrałam choinkę. A zmachałam się przy tym, że hej! Leżę więc dalej i odpoczywam. Dla dobra Antosia, bo nie z lenistwa przecież...

A u Was jak wyglądają ciężarówkowe przygotowania do Świąt?

G.

12 komentarze:

Wstydliwy Antoś

21:42 Gosia Komentarzy: 7

418 gramów. Tyle wynosi oficjalna waga mojego małego łobuza.

Czy łobuzki? Bo tym razem siusiaka skrywał, jak tylko mógł, więc pozostaje mi trwać w wierze, że poprzednie USG nie kłamało.

Także i tym razem popisywał się swoją gibkością, przez całą wizytę trzymając nogi założone za głową, i skłonnością do rozmyślania nad zagadkami wszechświata, drapiąc się po czole. Rączkami natomiast zakrywał twarz. Ale z tego, co udało się dostrzec pani dr: "jest podobny do mamy". Tak, tak, do mamy! Mnie, znaczy się!

Jedyne, co chętnie pokazywał, to język. Wyraźnie dając nam do zrozumienia, co myśli o podglądaniu go.

Do wniosków, które wysnułam na podstawie USG po pierwszym trymestrze (będzie myślicielem praktykującym jogę), dodałabym kolejny: będzie grał na fortepianie. Lub lepiej - na skrzypcach, tak jak jego babcia. Paluszki u rąk ma bowiem nad wyraz długie.

No i na koniec najważniejsze: mój maluszek jest okazem zdrowia.

G.


7 komentarze:

Wyniki rozdania

10:21 Gosia Komentarzy: 3

Z uwagi na fakt, że wszystkie uczestniczki losowania wybrały szare buciki, to właśnie o nie toczyła się walka :)


Szczęśliwą zdobywczynią bucików jest...


Gratuluję i proszę o kontakt na maila: g.szydelkuje@tlen.pl

G.


3 komentarze:

Koniec spokojnych nocy

10:25 Gosia Komentarzy: 5

Przez cały dzień Antek się nie odzywał. Przyznam, że zaczęłam się niepokoić. Niepotrzebnie.

Łobuz po prostu zbierał siły na nocne harce.

Poszalał sobie, oj, poszalał. Od godziny drugiej do trzeciej kopał, gdzie popadnie. A matka leżała i patrzyła w sufit, bo jak tu spać, kiedy w brzuchu rewolucja.

Może to ta pełnia tak na niego zadziałała. A może po prostu oto właśnie nastąpił koniec spokojnie przesypianych nocy...

... już za nimi tęsknię.

G.

5 komentarze:

Babcia oszalała

11:19 Gosia Komentarzy: 4

Od nadmiaru głowa nie boli. Podobno.

Mnie rozbolała, gdy zobaczyłam stertę ciuszków, jakie zdążyła już nakupić moja ukochana mama, a babcia Antosia.

Że kupiła - wiedziałam. Podekscytowana więc usiadłam z nią na kanapie i mówię, żeby pokazała te wszystkie skarby.

Mama podchodzi do szafy i wyciąga. Jedna torba. Druga torba. Trzecia torba. Nie, nie na tym nie koniec. Czwarta torba!

Pajacyki, śpioszki, body, bluzy, skarpetki, czapeczki, okrycie kąpielowe, a nawet kilka śpiworków i kocyków. Tych ciuszków wystarczy na kilka kolejnych pokoleń.

Babka oszalała. Ale za to właśnie ją kocham.

G.

4 komentarze:

Półmetek ciąży

08:59 Gosia Komentarzy: 13

Kto by pomyślał, że ten czas tak szybko zleci?

Jeszcze niedawno narzekałam, że kolejne tygodnie dłużą mi się niemiłosiernie. Najpierw przez oczekiwanie na USG, które potwierdzi, że wszystko w porządku, potem przez mdłości, które sprawiały, że każdy dzień ciągnął się w nieskończoność.

Ani się obejrzałam, a tu połowa ciąży. Czas więc na kolejne małe podsumowanie.

Antoś poczyna sobie coraz śmielej. Zwykle szturcha mnie ok. 8 i 20. Kopniaczki już wyraźnie czuję, a jak się porządnie zamachnie - to nawet widzę. Niestety, mój Pe wciąż nie dostąpił tego zaszczytu. Odnoszę wrażenie, że Antoś posiada szósty zmysł. Kopie w najlepsze, a gdy tylko zbliża się tata i zaczyna wpatrywać w brzuch lub kładzie na nim dłoń, natychmiast przestaje. W sumie dobrze by było, gdyby takie kojące działanie obecności taty utrzymało się również po narodzinach.

Pierwsze trudności. Brzuszek coraz większy, więc i swoboda ruchu nieco mniejsza. Pewnego dnia z zaskoczeniem stwierdziłam, że zakładanie skarpetek zaczyna stanowić dla mnie wyzwanie. Nieco mocniej muszę się też zaprzeć podczas przewracania z boku na bok podczas snu. 

Ciąża fajna jest. Czuję się naprawdę dobrze (odpukać) i ponoć wyglądam kwitnąco. Jem właściwie to, co przed ciążą. Ani mniej, ani więcej, ani inaczej. Od niczego mnie nie odpycha, nie mam żadnych specjalnych zachcianek. Oby tak dalej. 

A to mój brzusio, brzuszek, brzuszeczek:


G.



13 komentarze:

Kompletowanie wyprawki czas zacząć

20:51 Gosia Komentarzy: 14

No dobrze, powiem szczerze, że czasu mam jeszcze mnóstwo. Ale już po prostu nie potrafię przechodzić obojętnie obok sklepów z akcesoriami dla dzieci. Czuję głód zakupów. I to taki, że nie mogę spać po nocach. Dopiero po nabyciu sterty ciuszków nieco się uspokoiłam, że coś już jest przygotowane. Czas na kompletowanie całej reszty.

Oto lista mniej lub bardziej przydatnych rzeczy, które planuję kupić. Mam nadzieję, że lista przyda się również innym ciężarówkom. Oczywiście, czekam na wszelkie rady, z czego mogę śmiało zrezygnować, a co powinnam dopisać. O tym, na jakie konkretne marki produktów ostatecznie się zdecydowałam, będę Was informować w kolejnych wpisach.

Ubranka:
3-4 kaftaniki
3-4 półśpiochy
3-4 body z długim rękawem
3-4 body z krótkim rękawem
3-4 pajacyki
2 bawełniane czapeczki
2 pary rękawiczek „łapek”
3-4 pary skarpetek
1-2 ciepłe bluzy/sweterki

Kąpiel i sen:
2 miękkie ręczniki
rożek
śpiworek
kocyk
pościel: kołdra i poduszka
2 komplety poszewek na pościel
2 prześcieradła z gumką
przewijak
ceratka do łóżeczka
wanienka
termometr do wody
jednorazowe podkłady do przewijania
okrycie kąpielowe
smoczek + zawieszka
nocna lampka

Kosmetyki i akcesoria:
emulsja do kąpieli
nożyczki z zaokrąglonymi końcami
płatki i patyczki kosmetyczne z ogranicznikiem
jałowe gaziki
spirytus (Octanisept?) do przemywania pępka
aspirator do nosa
nawilżane chusteczki
maść na odparzenia
proszek do prania dla niemowląt
pieluszki jednorazowe
10 pieluszek tetrowych
5 pieluszek flanelowych
miękka szczoteczka do włosów
sól fizjologiczna
termometr

Meble i wózek
łóżeczko
materac
przybornik do powieszenia na łóżeczku
pościel do wózka
wózek

Dla mamy i karmienie:
laktator
wkładki laktacyjne
2-3 koszule nocne do karmienia
szlafrok
2 biustonosze do karmienia
poporodowe majtki siateczkowe
wkłady poporodowe
podkłady poporodowe na łóżko
butelka
pojemniki do przechowywania pokarmu
krem na brodawki
herbatka laktacyjna

G.

Zdjęcie pochodzi ze strony: www.superdzidzius.pl




14 komentarze:

Zbuntowana ciężarówka

16:35 Gosia Komentarzy: 4

Przeglądając ofertę sklepów z ubraniami dla przyszłych mam, można odnieść wrażenie, że według sprzedawców ciąża powoduje zdziecinnienie. Najbardziej rzuciło mi się to w oczy, gdy rozpoczęłam poszukiwania ciążowej koszuli nocnej. Od natłoku różowości, słoników, chmurek i misiów można się dosłownie - za przeproszeniem - porz... porządnie przesłodzić. Wtedy to odezwała się we mnie buntowniczka: "o nie, ja czegoś takiego na siebie nie założę, godność trzeba mieć".

Wkrótce po tym wstrząsającym doświadczeniu trafiłam na bloga Rebellook. A tam olśnienie! Wprawdzie nie dotyczyło ono piżam, ale ciążowych koszulek. Widniejące na nich nadruki, traktujące ciążę z lekkim przymrużeniem oka i ironicznym poczuciem humoru, które bardzo cenię, sprawiły, że od razu się w nich zakochałam.

A jak wiadomo, miłości w drogę wchodzić nie można. Skusiłam się więc na jedną z nich, z napisem: "No, I'm not fat. I'm pregnant.... and fat". Zresztą, wszystko widać jak na dłoni na zdjęciu (tak, to ja). Koszulka, a raczej tunika, jest bardzo wygodna i lekka. W rzeczywistości jest również nieco luźniejsza niż na fotce: do zdjęcia ściągnęłam ją trochę z tyłu, żeby było choć trochę widać mój - skromny jeszcze - ciążowy brzuszek.

Więcej informacji na temat koszulek znajdziecie na blogu projektantki i na fan page'u: Rebellook Pregnancy. A do wyboru są następujące nadruki:


G.

4 komentarze:

Antoś, kopnij mamę!

15:06 Gosia Komentarzy: 7

Puk, puk.

Albo mi się wydaje, albo faktycznie ktoś dobija się od środka. Przykładam dłoń.

Puk, puk.

O Chryste. To to. To, czyli pierwsze - a przynajmniej pierwsze odczuwalne - ruchy.

Chwytam za telefon i obdzwaniam mamę i teściową. Myślałam, że to ja się ucieszyłam, ale radość mojej rodzicielki zakrawa wręcz o szaleństwo.

Od kilku dni czuję nieśmiałe zaczepki ok. godziny 9 i 22. Wysilając wzrok, zaczynam nawet dostrzegać drobne wybrzuszenia w miejscu, w którym Antoś mnie szturcha.

Przyznam, że trochę żal mi mojego Pe. Siada wieczorem przy mnie i z pełną koncentracją wpatruje się w brzuch. Nie pomagają nawet zachęty z jego strony: "Antoś, kopnij mamę!". Antoś kopie, kiedy chce. Zwykle wtedy, gdy tata akurat nie patrzy. Rośnie nam mały łobuz.

G.

7 komentarze:

Widziałam siusiaka!

10:30 Gosia Komentarzy: 7

Synuś, będzie synuś!

Na wczorajszej wizycie pani dr sprawnie wyszukała na USG dowód główny w postaci siusiaka. Jest, widziałam na własne oczy. Zaskoczenia wielkiego nie było, bo już na USG po pierwszym trymestrze (w 12. tygodniu) ewidentnie widziałam, że coś wisi. Choć dr wykonujący badanie milczał jak zaklęty, czułam, że to będzie chłopiec.

Na podstawie wczorajszego podglądu USG mogę podejrzewać, że:
Będzie ćwiczył jogę. Nawet pani dr zaskoczona była, jak sprawnie założył sobie obie nogi za głowę.
Będzie leniuchem. Po kilku minutach badania i próbach rozruszania go, ziewnął i popatrzył na nas z wyrzutem, że go budzimy (tak, tak, popatrzył! przekręcił swoją główkę w naszą stronę i wymownie spojrzał).
Będzie filozofem. Nieustannie drapał się po głowie. Z pewnością więc rozmyślał już nad zagadkami wszechświata.
Będzie miał zadarty nosek. Tak przynajmniej pani dr wywnioskowała.

Mój synuś będzie więc spokojnym, zrównoważonym myślicielem, praktykującym jogę (sama jestem ciekawa, czy moje przypuszczenia się sprawdzą).

A imię jego będzie Antoś.

G.

7 komentarze:

Marzenia o tyciu

21:20 Gosia Komentarzy: 6

Jak co rano, staję na wadze. Z duszą na ramieniu, zaciśniętymi kciukami i zamkniętymi oczami. Proszę, proszę, proszę. Chociaż pół kilo w górę. Tak bardzo proszę. Cholerka! Nie przytyłam.

W pierwszym momencie można pomyśleć, że coś tu nie halo. Jak to - kobieta i chce przytyć? Trzeba dodać - kobieta w ciąży. Dodam jeszcze - ja w ciąży. Nigdy nie myślałam, że będę wkraczać na wagę z nadzieją, że przybyło mi tu i ówdzie.

Historia mojej ciążowej wagi jest dość skomplikowana. Najpierw po przebojach z mdłościami schudłam 2 kg. Gdy już prawie udało mi się nadrobić straty, przeziębiłam się (patrz wpis niżej) i dobry apetyt szlag trafił. Znowu schudłam 0,5 kg. I tak kręcę się w kółko i nawet nie mogę wrócić do wagi sprzed ciąży.

Prawdę mówiąc, może by mnie to tak nie dręczyło, gdyby nie zbliżająca się (czwartkowa) wizyta kontrolna. Już oczami wyobraźni widzę, jak na pytanie o to, ile ważę, odpowiadam: "tyle samo, co miesiąc temu". Albo pani dr beznamiętnie wpisze wynik do karty ciąży, albo czeka mnie opiernicz.

Trzymajcie kciuki za to pierwsze.

G.

6 komentarze:

Przeziębienie w ciąży to niefajna rzecz

14:27 Gosia Komentarzy: 7

Ogólnie przeziębienie to dość upierdliwa kwestia, nawet jak w ciąży się nie jest. W stanie błogosławionym jednak dolegliwość ta staje się wyjątkowo dokuczliwa. Powód jest prosty: liczba środków, którymi można się poratować, jest znacznie uszczuplona. A że jestem przeziębiona już drugi raz od początku ciąży, to wiem, o czym mówię.

Leżę więc i sapię. Z nadzieją sięgam po leki polecone przez ginekolog jako bezpieczne w ciąży. Dodam - homeopatyczne leki. Jak tak dalej pójdzie, to dołączę do grona zaciekłych przeciwników homeopatii, bo efektów nie ma żadnych. Nos zatkany, w gardle pali. Próbuję się kurować domowymi metodami: popijam herbatę z miodem i cytryną, wodę z sokiem z pigwy. Na katar to jednak nie pomoże, cudów nie ma. Jedyne, co jako tako pozwala mi oddychać, to inhalacje z szałwii, rumianku i Amolu.

Oby ten tydzień jak najszybciej minął...

G.




7 komentarze:

Ciążowe gacie też mogą być sexy!

16:44 Gosia Komentarzy: 5

Zwykle perspektywa zakupów wywołuje u mnie lekki dreszcz podekscytowania. Kiedy jednak przyszła pora na nabycie ciążowych spodni (brzuch coraz większy!), przyznam, że wpadłam w minipanikę. Przyzwyczajona do noszenia raczej obcisłych spodni-rurek, oczami wyobraźni widziałam ogromne gacie, na które będę skazana przez kilka najbliższych miesięcy (a może i dłużej, bo nie wiadomo, czy od razu po porodzie w magiczny sposób odzyskam dawną figurę).

Z duszą na ramieniu weszłam więc do sklepu z odzieżą ciążową. Niepewnie skierowałam się ku półkom z dżinsami. Kiedy już miałam uciec w popłochu, uświadomiłam sobie, że żadnych gigapantalonów nie widzę. Ujrzałam za to moje ukochane rurki. Szybko więc chwyciłam je w ręce i pobiegłam do przymierzalni. A tu cud! Spodnie jakby szyte na miarę. Idealny fason, idealna długość, idealny odcień. Jedyne, co odróżniało je od standardowych dżinsów, to pas materiału, który zakłada się na brzuch.

Dzisiaj po raz pierwszy założyłam mój nowy nabytek na mój stary tyłek. Patrzę z jednej strony, patrzę z drugiej. Kurczę, wyglądam naprawdę nieźle. Pokusiłam się nawet o autokomplement wypowiedziany w obecności mojego Pe (choć szkoda, że nie przez niego), że czuję się jak sexymama. A że pas sięga mi po sam biust? Ku mojemu zaskoczeniu nie powoduje to u mnie żadnego dyskomfortu czy myśli w stylu: "gruba baba się ze mnie robi", lecz pewnego rodzaju wzruszenie i czułość. Chęć nieustannego głaskania brzucha jeszcze bardziej się u mnie wzmogła.

Zakupy to jednak cudowna rzecz, również (a może szczególnie) w ciąży.

G.


5 komentarze:

Kaczy chód i głaskanie brzucha

10:49 Gosia Komentarzy: 6

Idę. Idę. Idę. Nagle dociera do mnie, że przestałam poruszać się jak normalny człowiek, lecz mój chód zaczyna przypominać... kacze człapanie. O co chodzi? Brzuch niby trochę urósł, ale nie aż tak bardzo, żeby przesunąć mój środek ciężkości. To chyba moja podświadomość robi sobie ze mnie jaja. Bo skoro jestem w ciąży, to chyba powinnam chodzić jakoś inaczej. A może ja chcę chodzić jakoś inaczej, żeby wszyscy widzieli, że jestem w ciąży?

Inna sytuacja. Robię herbatę. Gotuję obiad. Czytam książkę. Przechodzę z pokoju do pokoju. Cokolwiek. Ni stąd, ni zowąd, orientuję się, że przynajmniej jedna dłoń nieustannie spoczywa na brzuchu.

Ostatnio więc wyglądam jak człapiąca kaczka, która ciągle głaszcze swój lekko zaokrąglony brzuch.

I doskonale się z tym czuję.

G.

6 komentarze:

W końcu!

17:34 Gosia Komentarzy: 7

W końcu budzę się pełna energii o 7, zamiast o 10.

W końcu ze smakiem zjadam śniadanie i popijam je zieloną herbatą, zamiast raczyć się herbatnikiem i łykiem wody.

W końcu mogę snuć plany na kolejne dni, nie zastanawiając się, czy aby na pewno dam radę gdziekolwiek się ruszyć.

Jednym słowem: w końcu czuję, że zaczął się drugi trymestr.

Alleluja!

G.

7 komentarze:

Co mężczyzna wie o ciąży? Nic, zero, null

10:31 Gosia Komentarzy: 2

Z góry uprzedzam, że nie jestem wojującą feministką i męska niewiedza na temat ciąży i tematów okołoporodowych raczej mnie rozczula, niż drażni. A że niewiedza ta jest ogromna, to sama się przekonałam.

Pewien pan, nazwijmy go Bolek, tak oto ostatnio do mnie powiada:
- Tak się zastanawiam. Jak ty tam coś zjesz, np. schabowego, to ten schabowy potem idzie do dziecka? No ale gdzie ono potem kupę robi?

Po otrząśnięciu się z pierwszego szoku i opanowaniu śmiechu odpowiadam:
- Schabowy nigdzie nie idzie. Jest trawiony, a do dziecka razem z krwią przechodzą same składniki odżywcze.

Niby przytaknął i okazał zrozumienie przeciągłym "ahaa", ale śmiem wątpić, czy rzeczywiście pojął ten skomplikowany mechanizm.

Sytuacja numer dwa.

Inny pan, powiedzmy Romek, pyta:
- To ma już 10 cm? Czyli tak właściwie to do końca urośnie jeszcze do 20 cm?

Z podobną anielską cierpliwością jak w sytuacji numer jeden odpowiadam:
- Nie do 20 cm, ale do 50 cm.

Wielkie oczy.

- Jak to do 50 cm? Ale gdzie to niby się zmieści?

I w tym momencie wygłosiłam nieco dłuższy wykład o tym, że to długość od czubka głowy do stóp, a dziecko przecież nie leży wyciągnięte jak struna, tylko skulone w kłębek. Więc jakoś się mieści, choć z trudem, dlatego rozpycha się tu i ówdzie, co można zobaczyć i poczuć.

Ach, gdyby tak każdy mężczyzna urodził przynajmniej jedno dziecko, świat byłby piękniejszy.

G.

2 komentarze:

Wyginam śmiało ciążowe ciało

14:39 Gosia Komentarzy: 3

... a przynajmniej taki mam zamiar.

Przyznam szczerze, że podziwiam te osoby, które skoro świt wskakują w dres i biegną w siną dal. Zazdroszczę też tym, którzy trzymają się założonego planu treningowego i nic nie jest w stanie utrudnić im osiągnięcie zamierzonego celu. Cóż, ze wstydem muszę wyznać, że pod względem aktywności fizycznej grzeszę lenistwem i nadmiernym umiarkowaniem.

Nic nie jest w stanie mnie zmotywować. Zakupiony karnet zwykle po dwóch wejściach ląduje gdzieś w kącie i dogorywa. Bo zanosi się na deszcz, bo w gardle coś drapie, bo muszę bardzo pilnie zrobić pranie, bo... Na marne idą też próby przekonania samej siebie, że przecież sport to zdrowie.

Ale uwaga, uwaga. Chyba coś się zmienia. Bo choć nie motywuje mnie dbałość o moje własne zdrowie, to przecież teraz muszę myśleć o NASZYM zdrowiu. Powzięłam więc ambitną decyzję, że zapiszę się na fitness dla kobiet w ciąży.

W pełni władz umysłowych uprzejmie proszę więc o ochrzan, jeśli okaże się, że jak zwykle moje plany spełzną na niczym.

G.

3 komentarze:

Oddajcie mi mój mózg

23:00 Gosia Komentarzy: 7

Dopadła mnie skleroza ciążowa.

Mam wrażenie, że z każdym następnym tygodniem ciąży kolejne komórki w moim mózgu wyciągają transparent z napisem: "protest!". Nie poznaję znajomych na ulicy, w drodze z pokoju do kuchni zapominam, po co właściwie poszłam, a moja umiejętność łączenia faktów została znacznie upośledzona. Utrata pełnej kontroli nad własnym umysłem przejawia się również tym, że nieustannie coś upuszczam, w coś wchodzę i o coś się potykam. Nic dziwnego, że mój Pe razu pewnego z niepokojem w głosie zapytał: "ale to ci minie po ciąży?".

No właśnie, minie? Oby. Bo póki co odnoszę wrażenie, że po prostu (niegramatyczność zamierzona) zgłupłam.

G.

7 komentarze:

Top 5 pierwszego trymestru

20:44 Gosia Komentarzy: 10

Powoli (Jezu, jak ten czas się ciągnie...) wkraczam w drugi trymestr. Podobno bezpieczniejszy, łatwiejszy, przyjemniejszy. Podobno, bo póki co czuję się, jakbym po pas tkwiła jeszcze w trymestrze pierwszym. Mój małżonek (nazwijmy go w skrócie: Pe) wyczytał nawet, że najbliższe miesiące nazywane są "ciążowym miodowym miesiącem". Ha, ha, ha. Mogę się założyć, że termin ten ukuł jakiś facet.

Ale wracając do tematu, pierwszy trymestr ma się ku końcowi. Pora więc na małe podsumowanie. Jakie momenty na pewno zapamiętam?

Pierwszy objaw. Lato, słońce, morze, 41 stopni w cieniu. Mając na uwadze własne zdrowie, sięgam po tubkę kremu do opalania SPF50. Hm, hm, hm. Czemu on tak przeokrutnie śmierdzi? Dolali do niego litr czystej wódki? Pytam więc Pe, czy i on czuje ten niesamowity, za przeproszeniem, odór. "Yyy, ale przecież ten balsam w ogóle nie pachnie". Hm, hm, hm. W jednej chwili wyświetliła mi się w głowie cała lista ciążowych objawów i jak byk oczami wyobraźni zobaczyłam: "zwiększona wrażliwość na zapachy".

Test ciążowy. Tuż po przyjeździe z wakacji pobiegłam do apteki po test. No dobrze, aby nie mijać się z prawdą: popędził Pe, tak, że się za nim kurzyło. O dziwo, w pełni spokojna i niemal pewna, że to tylko formalność, nasikałam, gdzie trzeba i - gotowe. Dwie kreski. Choć przyznać trzeba, że ta druga kreska dość marna była, więc zrobiłam też test drugi i trzeci...

Pierwsza wizyta. Wciąż, ku własnemu zaskoczeniu, bardzo spokojna i wyluzowana umówiłam się do ginekologa. Jest: pęcherzyk ciążowy. Takie małe okrągłe coś, które owszem potwierdza, że do zapłodnienia doszło, ale niekoniecznie jeszcze świadczy o tym, że ciąża dalej się rozwinie. Ziarenko niepewności wpadło do mojej oazy spokoju. I tkwiło tam do następnej wizyty, na której już oficjalnie można było założyć kartę ciąży.

Pierwsze USG. Oczywiście, chodzi mi o takie, na którym widać już coś więcej niż białą plamę, której ponoć mają urosnąć ręce i nogi. Mowa o takim USG, na którym przemiła pani dr kawałek po kawałku opisuje, co dokładnie widać. Tu nóżka, tam uszko, o, a tu pięć paluszków, no proszę, teraz macha do mamusi. Nawet największy twardziel może się wzruszyć.

Pierwsze... mdłości. Do mniej więcej 8. tygodnia ciąży nie wiedziałam, co to mdłości. Zaczęłam się nawet zastanawiać (o, ja głupia), czy wszystko w porządku i może lepiej, gdyby jednak te mdłości się pojawiły. No i masz, gdybym tylko mogła cofnąć czas, to sama trzepnęłabym się w łeb za te myśli. Dlaczego więc umieściłam mdłości w moim top 5? Początek ciąży wydaje się być dość abstrakcyjnym czasem. Niby jesteś w liczbie mnogiej, ale - czy aby na pewno? Pierwsze mdłości i wymioty rozwiewają wszelkie wątpliwości i gdy przez kolejną godzinę trenujesz zdolności paranormalne, które umożliwiłyby kontrolowanie żołądka, nabierasz pewności: tak, jestem w ciąży.

G.





10 komentarze:

Syndrom ciążowej zakupoholiczki

17:32 Gosia Komentarzy: 1

Tak, tak. Ciąża to stan błogosławiony. Tych błogosławieństw otrzymujesz co najmniej kilka. Możesz, tak na przykład, z pełnym błogosławieństwem otoczenia zajadać się na zmianę ogórkami, pizzą i czekoladą i jeszcze wszyscy będą wtórować: "smacznego!". Ku własnemu zaskoczeniu dostajesz też błogosławieństwo partnera, który z nieco mniejszą niechęcią niż dotychczas spogląda na twoje zakupowe szaleństwo. A w takie szaleństwo popada każda przyszła mama, prędzej czy później (zwykle prędzej).

Ciążowy zakupoholizm to taki mały potworek, który czai się w głowie już od chwili, gdy na teście zobaczysz dwie kreski. Będę tyć, będę mieć rozstępy, będę wymiotować, ale co tam - przynajmniej będę mogła bez wyrzutów sumienia pławić się w maciupeńkich skarpetuńciach, śpioszkach w słoniki i sukieneczkach z falbankami. Początkowo próbujesz się opanować. To w końcu dopiero pierwszy trymestr, chyba za wcześnie na zakupy. Kurczę, jak ten czas wolno płynie...

Mimo dzielnych prób stawiania oporu, mimochodem (taaa, jasne) zaglądasz do sklepu internetowego. Chryste Panie. Przepadłam. Jeśli robisz zakupy (dobra, dobra, tyyyylko paaatrzysz) przez internet, to przynajmniej w krótkich chwilach otrzeźwienia możesz wyłączyć przeglądarkę (lub modlić się o to, żeby sieć padła). A co, jeśli skusiłaś się na wizytę w sklepie stacjonarnym? Niech wszyscy święci mają cię w swojej opiece. Umysł każe wyjść, ale serce chłonie te różowości, niebieskości i malutkości i ani myśli się opamiętać.

Jak sobie poradzić z ciążowym zakupoholizmem? A właściwie... po co próbować sobie radzić? To jedyny czas w twoim życiu, kiedy na taki szał wydawania pieniędzy możesz sobie pozwolić. Udanych zakupów!

G.

1 komentarze:

Miedniczka najlepszą przyjaciółką kobiety w ciąży

11:00 Gosia Komentarzy: 4

Mdłości. Nudności. Wymioty. Ach, jak przyjemnie zacząć dzień od krótkiej medytacji nad miednicą. Tyle rzeczy można przemyśleć, a do jakich ciekawych wniosków można dojść.

Chociażby do takich, że wszelkie rady dotyczące ciążowych mdłości o kant d... rozbić.

Migdały. Owszem, smaczne. I jeśli nic innego nie chce przejść przez gardło - bardzo przydatne. Ale jedno mogę powiedzieć z pewnością: NIE zapobiegają mdłościom.

Lekka przekąska jeszcze przed wstaniem z łóżka. W innej wersji: śniadanie do łóżka przygotowane przez męża (sratatata). Podobno spałaszowanie czegoś lekkiego (herbatników, suchej kromki dla konia) pomaga zapobiec mdłościom. Taaa... Jedyna zaleta śniadania w łóżku jest taka, że (przepraszam co wrażliwsze czytelniczki) jest potem czym wymiotować.

Relaks i odciąganie myśli od mdłości. Ehe, ehe. Żołądek podjeżdża do gardła przy każdym najdrobniejszym ruchu. Czasem nie trzeba nawet żadnego ruchu, a i tak ściska i skręca. Jedyne, na co masz ochotę, to leżeć i modlić się o to, żeby w końcu nadszedł drugi trymestr.

Spacery. Spacer z mdłościami wygląda mniej więcej tak: idziesz zgięta w pół, ledwo powłóczysz nogami, rozbieganym wzrokiem szukasz najbliższej ławki i w myślach przeklinasz się za to, że w ogóle przyszła ci do głowy taka głupota jak opuszczanie bezpiecznego i cieplutkiego łóżka.

Moja rada na ciążowe mdłości? Przetrwać je.

G.

4 komentarze:

09:41 Gosia Komentarzy: 0

Kontakt w sprawie współpracy, reklamy, funkcjonowania bloga i innych ważnych kwestii: matkaporazpierwszy@gmail.com

Możliwe formy współpracy:
- testy produktów
- recenzje książek 
- konkursy
- banery
- relacje z wydarzeń

Grudzień 2014 r.


Dotychczas współpracowałam z:



0 komentarze: