Zęby grozy


Sobota. Godzina: ok. 23. Bartek budzi się z płaczem. Zasypia wtulony na chwilę i znowu pobudka z wrzaskiem. Czoło gorące. 38 stopni. Zaniepokoiła mnie nie tyle wysoka temperatura, co jego rozdrażnienie. Nawet podczas choroby nie zdarzało się, żeby co chwilę jego sen przerywany był przez płacz.

Pojechaliśmy na całodobówkę. Osłuchowo czysto, gardło ładne, uszy super.

O co chodzi?

Następnego dnia rano temperatura już tylko 37,5, a po kilku kolejnych godzinach wszystko wróciło do normy. Nie dawało mi jednak spokoju to, czym mógł być spowodowany ten jednorazowy skok temperatury i płaczliwość.

Wszystko stało się jasne 2 dni później, kiedy z obrzmiałego dziąsełka zaczęła wyzierać czwórka. A więc o to chodziło...

Niebywałe olśnienie, prawda? Niektóre z was pewnie pukają się w czoło. Ja sama teraz śmieję się z siebie, że wyszłam na matkę panikarę, która leci w nocy do lekarza z... ząbkującym dzieckiem. Już się tłumaczę.

Lenka o wiele łagodniej przechodziła ząbkowanie. Trochę gorzej spała, ale nigdy, przenigdy nie miała gorączki. Powiem szczerze, że nawet - do tej pory - z przymrużeniem oka czytałam wypowiedzi mam, które pisały o wysokiej temperaturze u dziecka podczas wychodzenia ząbków. Należałam do tych mam, które zwyczajnie w gorączkę przy ząbkowaniu niespecjalnie wierzą.

Tydzień później sytuacja powtórzyła się. Jednorazowy nocny skok temperatury, płaczliwość. Po dwóch dniach druga czwórka na wierzchu. Tym razem jednak już wiedziałam, o co chodzi.

No więc, publicznie przyznaję, że się myliłam. Tak, gorączka przy ząbkowaniu może wystąpić.

Wasze dzieci jak przechodzą ząbkowaniem?

Bartek i Lenka, woda i ogień


12 sierpnia ten rozkoszny brzdąc skończył ROK. Zaplanowanego hucznego świętowania niestety nie było, bo dopadła nas bostonka. Ale - jak widać na zdjęciach - torcik był i smakował.

Zadziwia mnie to, jak bardzo mogą różnić się dzieci tych samych rodziców. Bartek i Lenka to całkowite przeciwieństwa, ogień i woda. Od samego początku Bartek wszystko robi dokładnie na odwrót niż Lenka, zaczynając od jedzenia, na zachowaniu kończąc. Przykłady?

Bartek to mały łakomczuch. Od początku lubił jeść i właściwie nie potrafię wskazać jedzenia, którego by nie spałaszował. Wliczają się w to również oliwki, których nie cierpię. Co mu dam, to zaraz znika. Lenka od zawsze miała swoje jedzeniowe widzimisię i tak jej pozostało. Jednego dnia lubi pierogi, drugiego twierdzi, że już nie. Bartek wciąga wszystko jak leci.

Lenka zaczęła samodzielnie chodzić w wieku 10 m-cy. Bartek swoje pierwsze kroczki postawił dokładnie w dniu pierwszych urodzin. Teraz ma ponad 13 m-cy i nabiera coraz większej wprawy. Choć w tym przypadku to raczej Bartek podążał za "normami", a Lenka wyprzedziła kalendarz i dużo wcześniej postanowiła wstać i pójść. Cały czas zresztą taki z niej uparciuch i indywidualista.

A propos charakteru. Jedną z cech Lenki, która ujawniła się już w pierwszym roku życia, była niechęć do samodzielnej zabawy. Zawsze zazdrościłam matkom, których dzieci potrafią sobie po prostu siąść i się SAME bawić. W przypadku Lenki jest to niemożliwe. Ona musi Z KIMŚ. Nawet układanie puzzli czy klocków Z KIMŚ. Zawsze i wszędzie Z KIMŚ. Na szczęście Bartek daje mi nadzieję. Potrafi sam poczłapać do pokoju dziecięcego i zniknąć tam na pół godziny, bawiąc się to jedną zabawką, to drugą. Aż sama idę zaglądnąć, co porabia. Liczę jeszcze na to, że jak trochę dorośnie i stanie się bardziej interaktywny, to razem z nim w tym pokoju będzie zaszywać się Lenka. Ach, marzenia.

Bartek to pieszczoch. Lenka nie przepada za przytulaniem. Musi faktycznie sama chcieć i sama przyjść, w przeciwnym razie się wyrywa i ucieka. Bartek przytulałby się non stop. Ma generalnie hmm łagodniejsze usposobienie. Lenka wie, czego chce i właśnie tego się domaga. Co, właściwie, ma swoje zalety, bo wiem, że również jako dorosła kobieta nie da sobie w kaszę dmuchać (kiedy zastanawiam się, po kim ona taka uparta, mąż sugestywnie spogląda w moją stronę, więc ten tego...).

A wasze dzieci są do siebie podobne czy - tak jak Lenka i Bartek - całkowicie różne?




4 'rzeczy', które nie są matce potrzebne do szczęścia

sen

Wstajesz wyspana po ośmiu godzinach nieprzerwanego snu. Bez pośpiechu bierzesz prysznic. Wypijasz w całkowitej ciszy poranną kawą, podczytując ulubiony magazyn. Znasz takie poranki? Ja też nie. Oto lista czterech przyjemności, które są matce całkowicie zbędne do (prze)życia.

Sen.
Można przeżyć 4 lata bez przespania choć jednej nocy w całości? Oczywiście, że tak. I nawet można przy tym dobrze wyglądać - tak przynajmniej usłyszałam ostatnio od kolegi, które na moje wzdychanie o permanentnym niedoborze snu, odpowiedział "serio? nie widać po tobie". No więc przyjmuję to jako komplement. A może to kwestia dobrego korektora pod oczy?

Lenka zaczęła jako tako spać w nocy po 3 (słownie: trzech) latach. Nie było mi jednak dane skorzystać z tego dobrodziejstwa, bo urodził się Bartek i - heja! znowu to samo. Miałam nadzieję, że choć drugi potomek będzie łaskawszy i pozwoli przespać choć cztery godzin pod rząd, ale nie, niestety. Ale da się tak (prze)żyć, jak widać.

Cisza.
Jako zadeklarowana introwertyczka kocham ciszę. Tak po prostu czasem sobie siąść w samotności i myśleć o niczym. Ach... "Mamoooo, Bartuś mnie dręczy!". "łeeee amama, łełełe" (to Bartek). "Mamooo, weź go!". "łeeee amama, łełełe". "Mamooo, nooo!". "łełełe, amamamamammmmaaaa".

AAAAAAAAAA!!!

Prywatność.
Zadziwiające, do jakich rzeczy człowiek może się przyzwyczaić. Chociażby do ciągłej łazienkowej inwigilacji. Wystarczy, że zamknę drzwi i zaraz zbiega się gromada krwiożerczych stworów. Ich dłonie próbują dosięgnąć mnie przez niewielki otwór w drzwiach, a z głodnych paszczy dobiega skandowanie "otwórz! otwórz! otwórz!" (w wersji niemowlęcej: "aaaa, łełełe, mammma, abuububaaa!").

Choć ostatnio staram się nie ulegać, zamykam się w kabinie prysznicowej, a dobiegające zza drzwi odgłosy zagłuszane są przez szum wody i krzyczące w mojej głowie myśli (bo ciche myśli byłyby zdecydowanie zbyt ciche i sama bym ich nie słyszała).

Niespieszny posiłek.
Łezka się w oku kręci na myśl o tym, że kiedyś mogłam zjeść posiłek w spokoju. Teraz jedzenie przypomina runmageddon. Wstaję, siadam, wstaję, siadam, "zostaw!", wstaję, siadam, biegnę, "nie bierz tego do buzi!", siadam, wstaję, siadam, "Lenka, poczekaj chwilę". Dodam tylko, że powoli nabieram ochoty, żeby z jedzeniem zamykać się w łazience. Jak Bartek tylko zobaczy na horyzoncie jakikolwiek kawałek jakiegokolwiek jedzenia, to otwiera buzię i próbuje go wyszarpać. Taki mały żarłoczny stworek. Ach, no tak, zapomniałam, że w łazience też nie miałabym spokoju.

Hmmm.

Ale przynajmniej od zawsze piję ciepłą, świeżo zaparzoną kawę. Ha!


Męskie oblicze niepłodności


Mijają kolejne miesiące starań i efekt wciąż ten sam – a właściwie jego brak, bo na teście za każdym razem boleśnie kłuje w oczy pojedyncza kreska. Pukasz do drzwi kolejnych gabinetów, wykonujesz całą listę niezbędnych badań, widok igły przy pobieraniu krwi już nie robi na tobie wrażenia, podobnie jak liczba przyjmowanych tabletek, które mają pomóc w zajściu w ciążę. Wszystko kręci się wokół CIEBIE. Tymczasem niepłodność może mieć również męskie oblicze.

Szacuje się, że w 20-30% przypadków przyczyna niepowodzeń leży po stronie partnera. Powód teoretycznie jest jeden: zła jakość nasienia. Pod tym hasłem może jednak kryć się wiele różnych problemów, takich jak zbyt mała liczebność plemników, ich nieprawidłowa budowa (morfologia) czy zmniejszona ruchliwość. Wśród czynników negatywnie wpływających na męską płodność są m.in. zaburzenia hormonalne, przebyte choroby czy nieprawidłowości w budowie narządów płciowych.

I tu warto zadać pytanie – dlaczego więc na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat jakość nasienia uległa pogorszeniu? Okazuje się, że w ogromnym stopniu męska płodność zależy od... samego mężczyzny, a dokładniej – od niezdrowych nawyków i prowadzonego trybu życia. Oto kilku winowajców.

Palenie papierosów. Planując powiększenie rodziny, trzeba rozstać się z papierosami. Dlaczego? Zamiłowanie do palenia negatywnie odbija się na parametrach nasienia. Z badań wynika, że u palaczy mniejsza jest nie tylko liczebność, ale również ruchliwość plemników. A jak wiadomo, mało ruchliwy plemnik nie poradzi sobie w wyścigu do komórki jajowej. Pogorszenie jakości nasienia jest najwyraźniej dostrzegalne u mężczyzn, którzy wypalają powyżej 20 papierosów dziennie.

Nadwaga i otyłość. Kolejny grzech na męskim sumieniu to zbyt duża masa ciała, zazwyczaj będąca efektem nieprawidłowych nawyków żywieniowych. Okazuje się, że u mężczyzn, u których wskaźnik masy ciała BMI jest powyżej normy (>25), wiele do życzenia pozostawia ruchliwość plemników. Jest to więc, obok palenia papierosów, kolejny czynnik, który sprawia, że plemniki mają mniejsze szanse na to, aby dotrzeć do komórki jajowej.

Przegrzewanie jąder. Nie bez powodu natura umieściła jądra w worku mosznowym, a więc poza ciałem. Dzięki temu ich temperatura jest niższa o 1-2 stopnie Celsjusza i właśnie takie warunki są niezbędne do prawidłowego przebiegu procesu powstawania i dojrzewania plemników. Wszystko, co sprawia, że ta temperatura rośnie, może spowodować zaburzenie tego procesu. Dotyczy to zarówno przesiadywania w saunie, częstych gorących kąpieli, jak i... trzymania laptopa na kolanach. Już po godzinie pracy w takiej pozycji temperatura w okolicy jąder może wzrosnąć niemal o 3 stopnie! Przekonaj więc partnera, żeby zasiadł przy biurku dla dobra jego własnych plemników.

Trzymanie telefonu komórkowego w kieszeni. Kieszeń w spodniach to miejsce, gdzie najczęściej ląduje nieużywana komórka. Co gorsza, zwykle jest to kieszeń przednia. W efekcie telefon znajduje się bezpośrednio przy jądrach. Jak wynika z badań, emitowane przez niego fale elektromagnetyczne nie pozostają bez wpływu na nasienie. Ponownie na celowniku znajduje się ruchliwość plemników, która jest mniejsza u mężczyzn preferujących taki sposób przechowywania komórki.

Pracę nad wyeliminowaniem szkodliwych czynników i poprawą jakości nasienia warto rozpocząć jak najszybciej, najlepiej w momencie, kiedy podjęta zostaje decyzja o rozpoczęciu starań o dziecko. Jeśli starania te przez dłuższy czas są nieskuteczne (zwykle jako granicę podaje się 12 miesięcy regularnego współżycia), należy skierować swoje kroki do kliniki leczenia niepłodności i sprawdzić, w jakiej formie są plemniki.

Szeroki zakres badań płodności u mężczyzn oferuje klinika InviMed. Podstawową analizą jest badanie nasienia, które umożliwia ocenę m.in. liczebności plemników, ich budowy, żywotności i ruchliwości. W przypadku gdy parametry odbiegają od normy, a więc jakość nasienia nie jest najlepsza, konieczne jest przeprowadzenie bardziej szczegółowej diagnostyki. Badanie nasienia może więc zostać uzupełnione o analizę fragmentacji DNA plemników (test SCD), która może być jedną z przyczyn męskiej niepłodności. Z kolei badanie z zastosowaniem techniki MSOME pozwala na przyjrzenie się plemnikowi w 6000-krotnym powiększeniu. Nabiera ono szczególnego znaczenia w przypadku par decydujących się na zabieg in vitro – dzięki niemu możliwe jest wyselekcjonowanie najsilniejszego i najzdrowszego plemnika (mówiąc wprost: najlepiej rokującego).

Do grona badań zalecanych w diagnostyce męskiej niepłodności należy również test HBA (hyaluronan binding assay). Na czym polega i właściwie co związek zwany hialuronianem ma wspólnego z płodnością? Hialuronian wchodzi w skład otoczki komórki jajowej. Na główce zdrowego plemnika znajdują się receptory (białka), które pozwalają na rozpoznanie hialuronianu i w efekcie połączenie się z komórką jajową. Test pomaga więc określić odsetek plemników zdolnych do zapłodnienia.

Cennych informacji na temat płodności mężczyzny dostarcza również USG worka mosznowego, podczas którego oceniana jest np. budowa i unaczynienie jąder. Jeśli w badaniu nasienia stwierdzona została azoospermia, czyli brak plemników w ejakulacie, zalecana jest także biopsja jądra. Z pobranej w ten sposób tkanki jądra lub najądrzy uzyskuje się plemniki, które w dalszej kolejności mogą być wykorzystane do zabiegu in vitro.

Jak widać, zakres badań, którym może poddać się mężczyzna jest bardzo szeroki i nie ogranicza się wyłącznie do podstawowej analizy jakości nasienia. Jeśli więc od dłuższego czasu bezskutecznie staracie się o dziecko, pamiętaj, że niepłodność to problem pary, nie tylko kobiety. Zachęć partnera do badania nasienia. Wyniki mieszczące się w normie będą oznaczać, że przyczyn niepowodzeń prawdopodobnie trzeba szukać gdzie indziej. Jeśli jednak okaże się, że nie są one prawidłowe, warto zastanowić się nad poszerzeniem diagnostyki u mężczyzny.


Źródła: