10 pomysłów na świąteczny (i nie tylko) prezent dla dwulatka


Lada chwila w radio zabrzmi "Last Christmas" (a może już brzmi?), w telewizji pojawi się Kevin. To będzie znak, że najwyższa pora kompletować prezenty. Odnoszę wrażenie, że największe trudności sprawia dorosłym dopasowanie podarunku do wieku dziecka. No bo przecież to, co zachwyci trzylatka, niekoniecznie spodoba się pięciolatkowi - i na odwrót. Poniżej przedstawiam więc kilka propozycji dla dwulatka (przetestowane na własnym dziecku), które wg mnie z pewnością przypadną do gustu brzdącowi w tym wieku.

Figurki i zestawy z Peppą
Dwuletnie dziecko, które ogląda bajki, ma już zwykle swoich ulubionych bohaterów. Na topie jest bez wątpienia Peppa. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona do tej bajki, dopóki nie obejrzałam kilku odcinków od początku do końca. Ciepła, sympatyczna, zabawna. Już mnie nie dziwi, skąd takie uwielbienie dla Peppy. Uwielbia ją i Lenka. Od kilku miesięcy nieustannie bawi się figurkami, które dostała od babci. Cudne są również gotowe zestawy nawiązujące do bajki, np. plac zabaw, kamper czy domek. Oczywiście, nie brakuje też zestawów z innymi bohaterami bajek, jeśli więc dziecko zapałało miłością do Maszy czy Elsy, bez problemu w sklepie znajdziemy nawiązujące do nich zabawki.

Interaktywny Kubuś Puchatek
Nie po raz pierwszy będę wyrażać swój zachwyt nad interaktywnym Kubusiem Puchatkiem (na blogu możecie przeczytać recenzję). Wspominam o nim ponownie, ponieważ obecnie jest to jedyna zabawka, którą Lenka bawi się niezmiennie już od ponad pół roku. A sami przyznacie, że w przypadku dwulatka jest to naprawdę niezły wynik. Polecam z czystym sumieniem.

Minikuchnia i warzywa do krojenia
Dwa, trzy lata to idealny wiek, aby podarować dziecku zabawkową kuchnię. Lenka chętnie udaje, że gotuje obiad, potem zmywa naczynia, układa talerze i sztućce. Dobrym dodatkiem do takiej kuchni może być zestaw drewnianych warzyw do krojenia. Ich krojenie to nie tylko fajna zabawa, ale i świetny trening dla dziecięcych dłoni i palców.

Książki do wycinania i rysowania
Ciekawym pomysłem na prezent dla dwulatka mogą być wszelkiego rodzaju książeczki. Lenka chętnie słucha o losach Kici Koci czy Kubusia Puchatka. Polecam również książeczki, które służą nie tylko do czytania, np. "Basia i zwierzaki" - to połączenie pełnego rodzinnego ciepła opowiadania o przygotowaniach do Świąt i zestawu kreatywnego, składającego się z plansz do wycinania i naklejek. Na planszach narysowane są zwierzęta, które po wycięciu można powiesić na choince.

Stempelki
Bardzo fajna zabawa plastyczna dla dwu-, trzyletnich dzieci. Kiedy Lenka dostała od nas stempelki, przepadła na długo, odciskając na kartce kolejne zwierzątka. Wybór stempelków jest bardzo szeroki, od zwierzątek, przez literki (to propozycja dla może troszkę starszych dzieci), po - jakżeby inaczej - Peppę.

Ciastolina
Oj tak, ciastolina to coś, co robi prawdziwą furorę, głównie za sprawą ciastoliny Play Doh i oferowanych do niej zestawów, takich jak kawiarenka czy babeczkowy festiwal. O ile zestawy będą odpowiednie raczej dla trzyletniego dziecka, o tyle samą ciastolinę można podsunąć już dwu-, dwuipółlatkowi (zalecam jednak zabawę pod nadzorem dorosłego, bo dziecko może nabrać ochoty na skosztowanie ciastoliny). Oczywiście w sklepach dostępne są również ciastoliny innych firm.

Piasek kinetyczny
Piasek kinetyczny to druga zabawka plastyczna, która od pewnego czasu święci triumfy. I powiem szczerze, wcale się nie dziwię. Sama uwielbiam się nim bawić. Piasek, podobnie jak ciastolinę, kupić można solo, jak i w zestawie z foremkami. Polecam, naprawdę świetna zabawa.

Znikopis
Rysowanie na znikopisie jest nie tylko fajne, ale i... bardzo ekonomiczne. Nie trzeba kupować kolejnych bloków, wystarczy zmazać i gotowe. Choć z drugiej strony może to być i wada - czasem warto zachować na pamiątkę pierwsze niedbałe rysunki dziecka, a do tego niezbędna jest tradycyjna kartka i kredka. Mimo to - znikopis gorąco polecam, szczególnie taki, który posiada dodatkowo "stempelki" o różnych kształtach.

Puzzle
Puzzle to jedna z tych ponadczasowych zabawek (obok np. klocków), które sprawdzą się jako prezent zawsze i wszędzie. Warto jednak pamiętać o tym, żeby do wieku dziecka dostosować liczbę elementów składających się na obrazek. Jeśli dziecko otrzyma puzzle zbyt skomplikowane, szybko się zniechęci i zamiast się bawić, będzie sfrustrowane. Dla dwulatka polecam puzzle CzuCzu, np. Safari albo Zwierzątka na wsi.

Karty obrazkowe
Jeśli nie znacie kart obrazkowych z serii Kapitan Nauka, pora to zmienić. To naprawdę świetne zestawy przeznaczone dla dzieci w różnym wieku. Karty dla dwulatków znajdziecie tu. My mamy m.in. "Angielski dla malucha. Pierwsze słowa". Polecam również karty z szablonami Zwierzęta, wydawnictwa Wilga.




Zaparcia nawykowe u dwulatka, czyli jak oswoić dziecko z kupą (cz. 1. - badania, dieta i leki)


Wszystko zaczęło się, gdy Lenka miała półtora roku. Nagle, z dnia na dzień, pojawiły się problemy z wypróżnieniem. Doszło do tego, że kiedy Lenka czuła, że musi zrobić kupę, wdrapywała się na moje kolana, obejmowała rączkami moją szyję i z płaczem zaczynała gnieść. Do dziś na wspomnienie tych momentów boli mnie serce. Wówczas problem dotyczył przede wszystkim tego, że kupa była bardzo twarda, a więc i wypróżnienia bolesne. Co ciekawe, nie było problemów z częstotliwością. Za radą pediatry zmieniliśmy dietę, zwracaliśmy uwagę na to, ile Lenka pije (Akurat w wieku półtora roku miała taki okres, że piła bardzo mało. Po prostu nie chciała. Kombinowałam więc z kubeczkami, słomkami, a nawet poiłam łyżeczką, byle piła więcej).

Kiedy już myślałam, że idzie ku dobremu, bo kupka stała się normalna, a wypróżnienia przestały wiązać się z płaczem i bólem, pojawił się inny problem - znacznie zmniejszyła się częstotliwość. Normą stało się wypróżnianie co 4-5 dni, zdarzały się nawet odstępy sześciodniowe. To, ile nerwów kosztują rodzica zaparcia u dziecka, jest w stanie zrozumieć wyłącznie osoba, która miała do czynienia z taką samą sytuacją. Codzienne zastanawianie się, czy kupa będzie dzisiaj, a jeśli nie - to kiedy. Odliczanie każdego dnia, znaczenie w kalendarzu tych dni, kiedy było wypróżnienie. Koszmar. 

O robieniu kupy do nocnika nawet nie było mowy. Gastrolog stwierdził leniwe jelita. Ja jednak czułam, co potwierdził pediatra, że problem może być bardziej złożony. W tym, że ma podłoże psychiczne, utwierdziłam się, kiedy zauważyłam, że Lenka powstrzymuje kupę. Najzwyczajniej się boi ją robić. Podejrzewam, że jedno wynikło z drugiego, czyli początkowy ból doprowadził do lęku przed wypróżnianiem, a problem potęgowała dodatkowo spowolniona praca jelit. 

Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Lenka wypróżnia się na nocnik, bez obaw i strachu, co 2-3 dni, czasem udaje się nawet codziennie. Po roku walki z zaparciami w końcu mogę powiedzieć, że udało nam się ją wygrać, choć zdarzają się jeszcze dłuższe odstępy, np. kiedy wyjeżdżamy. Wiem, że problem jest bardzo powszechny. Tak powszechny, że - z tego, co czytałam - niektórzy pediatrzy uznają zaparcia nawykowe u dwulatka wręcz za normę rozwojową. Fakt jest jednak taki, że problemu nie można lekceważyć, bo może się nasilać.

BADANIA

Oczywiście, jeśli u dziecka pojawiają się zaparcia, konieczna jest wizyta u pediatry. Warto też wykonać badania, które pozwolą wykluczyć różne możliwe przyczyny, np. badanie z krwi poziomu hormonów tarczycy, ponieważ czasem zaparcia związane są z niedoczynnością. Koniecznie trzeba zrobić USG jamy brzusznej, żeby ocenić jelito grube, sprawdzić, czy zaparcia nie doprowadziły do np. poszerzenia go. Jeśli nie ma żadnych fizjologicznych źródeł zaparć, prawdopodobnie przyczyną kłopotów jest dieta i - zwykle przede wszystkim - lęk. 

DIETA

Ujmując w skrócie, najważniejsze są dwie rzeczy: dużo błonnika i jeszcze więcej wody. Nie wystarczy jednak zwiększyć ilość błonnika, bo przy niedoborze wody może to doprowadzić wręcz do nasilenia problemu. Dziecko musi dużo pić, przy czym do ilości przyjmowanych płynów wliczają się też np. zupy. Jakie konkretne produkty warto włączyć, a jakie wykluczyć z diety dziecka?

Zapierająco działa m.in. ryż, ziemniaki, banany, czekolada  (czy ogólnie słodycze), kakao (ja zamiast kakao daję kawę zbożową). Wprowadzić należy produkty z wysoką zawartością wspomnianego włókna pokarmowego, np. wszelkie warzywa (ale odpada gotowana marchewka), kasze, pieczywo typu graham. Zapierać może żółtko jajka, więc ilość podawanych dziecku jajek też warto mieć pod kontrolą. Bardzo dobrze na jelita działają owoce z drobnymi pestkami, np. maliny, truskawki, kiwi, porzeczki, oraz oczywiście jogurty (ale prawdziwe jogurty, nie serki dla dzieci przeładowane cukrem).

Bardzo pomocne są suszone owoce, szczególnie suszone śliwki. Korzystałam z nich na dwa sposoby. Najpierw gotowałam kompot, a następnie śliwki z kompotu miksowałam z kefirem i tak powstawał koktajl. Do koktajlu dodawałam też zwykle odrobinę miodu. Oczywiście można też dodać inne owoce, np. wspomniane maliny czy kiwi. O dziwo, Lenka bardzo polubiła koktajl śliwkowy. Nie dawałam jednak za często, żeby się jej nie znudził. Zazwyczaj co 3-4 dni.

W walce z zaparciami niezastąpione są płatki owsiane, problem w tym, że nie każde dziecko lubi jeść owsiankę. Lenka niestety należy do tych, które za nią nie przepadają. Starałam się jednak jakoś te płatki przemycać. Zwykle mieszałam je z jogurtem i owocami. Można też oczywiście dodać suszone śliwki, ale przed podaniem warto je sparzyć (po prostu nasypać śliwek do garnuszka i zalać wrzątkiem, aż rozmiękną) albo - tak jak pisałam - wcześniej ugotować kompot. Robię też placuszki owsiane: płatki łączę z jajkiem, startym jabłkiem i cynamonem.

Teraz sposób, który poleciła nam znajoma gastrolog. Nasiona lnu, ale nie te zmielone, tylko w całości. Warto zacząć np. od jednej łyżeczki dziennie i przy braku rezultatów zwiększać ilość. Lence podawałam nawet 3-4 łyżeczki. Co ważne, len należy podawać codziennie, żeby pobudzić jelita do pracy. I co jeszcze ważniejsze, najpierw należy go sparzyć lub zagotować w małej ilości wody, aby wytworzył się śluz (ja robię tak, że nasypuję określoną ilość nasion do szklanki, zalewam niewielką ilości wrzątku i odstawiam, aż wydzieli się śluz i wszystko zgęstnieje; nic nie trzeba odcedzać). Tu też pojawia się problem, jak takie nasiona przemycić. Ja dodawałam (i nadal dodaję) np. do zupy, koktajlu, jogurtu, czyli do płynnych pokarmów, z którymi po prostu go łatwiej wymieszać.

Polecam prowadzenie dzienniczka, przynajmniej przez jakiś czas. Czyli bierzemy do ręki zeszyt i zapisujemy, co dziecko jadło każdego dnia (zapisujemy wszystko). To pomoże wyłapać, czy jakiś konkretny produkt działa zapierająco. Warto też znaczyć w kalendarzu dni, w których było wypróżnienie. To naprawdę ułatwia orientację w temacie.

LEKI

Do wszelkich leków na zaparcia podchodzę sceptycznie, może dlatego, że u Lenki kompletnie nie działały. Nie było w ogóle efektu po syropie Lactulosum. Słabo działały też makrogole, np. Forlax, Dicopeg Junior czy Xenna Junior. Warto wiedzieć, że makrogole są dość bezpieczne, bo nie rozleniwiają jelit. One działają na zasadzie pochłaniania wody (dlatego przy ich podawaniu dziecko musi naprawdę dużo pić!), a przez to zwiększania objętości stolca, w efekcie dziecko powinno częściej czuć potrzebę wypróżniania. Pediatra nas uprzedzał, że po Forlaxie mogą pojawić się nawet 3 kupy dziennie. No cóż, tak nie było. Mimo to lek podawałam przez kilka miesięcy, uzyskując przy tym wypróżnienia co 3-4 dni, bo przy niepodawaniu go w ogóle odstępy były jeszcze większe.

Czopki. Ciężki temat. Lenka bardzo się bała czopków. Po pierwszym przez długi czas powtarzała: "Lenka nie chce czopka", a mi się aż płakać chciało. Starałam się dawać więc jak najrzadziej, tylko w wyjątkowych sytuacjach, a więc kiedy np. nie było kupy przez 6 dni. Aż takie odstępy zdarzały się jednak na szczęście dość rzadko, więc przez ten rok walki z zaparciami czopka podałam tylko kilka razy.

Podstawę w przypadku zaparć u dziecka stanowi dieta i to od jej zmiany - nieraz bardzo drastycznej - trzeba zaczynać. Stosowanie jakichkolwiek leków należy skonsultować z pediatrą. 

Co jednak zrobić, kiedy dieta jest w porządku, a zaparcia nadal są? Tu problem się komplikuje, bo to oznacza, że źródła szukać trzeba w psychice i w pojawiającym się akurat w okolicach 2. roku życia lęku przed wypróżnianiem. Skąd ten lęk i jak go pokonać, o tym w drugiej części.

Jak odpieluchować dwulatka? Studium przypadku.


Lenka ma dokładnie 2,5 roku. Od około tygodnia nie nosi pieluszki. Zakładamy ją tylko na noc i drzemkę oraz na dłuższe wyjścia. Jak przekonać dwulatka do korzystania z nocnika? I właściwie - kiedy jest TEN odpowiedni moment, żeby zacząć żegnać się z pieluszką? 

Kiedy zacząć naukę korzystania z nocnika?
Przyznam szczerze, że od zawsze jednym uchem wpuszczałam, a drugim wypuszczałam opowieści o tym, jak to już kilkumiesięczne niemowlę jest wysadzane. Z oczywistym podtekstem, że jak to tak, dziecko ma półtora roku i jeszcze nie siusia do nocnika? A jak już przekroczy dwa latka i - o, zgrozo! - nadal nosi pieluszkę, to coś musi być z nim nie tak. Koniec końców okazywało się zwykle, że to kilkumiesięczne niemowlę, mimo że wysadzane już tak wcześnie, i tak "załapywało", o co chodzi dopiero po ukończeniu dwóch lat. Nigdy nie widziałam więc sensu wczesnego wysadzania, skoro dla mnie to było oczywiste, że dopiero półtoraroczne, dwuletnie dziecko jest w stanie zapanować nad fizjologią.

Bez nerwów czekałam więc, aż Lenka skończy półtora roku i powoli zaczęliśmy oswajanie z nocnikiem. Sadzana była zwykle po nocy i po drzemkach. Czasem się udawało, czasem nie. Nigdy nie udawało się zapełnić nocniczka w ciągu dnia. Nie była na to gotowa, trudno. Częstotliwość wysadzania zwiększyliśmy po ukończeniu drugiego roku życia. Po spaniu właściwie niemal zawsze udało się wysiusiać do nocnika, nieco częściej udawało się też w ciągu dnia. Ale ewidentnie Lenka nie była jeszcze gotowa, żeby całkiem pożegnać pieluchy. Trudno. Czekaliśmy dalej.

Pytaliśmy pediatry, kiedy powinna już "załapać", w czym rzecz. Pediatrę na szczęście mamy rozsądnego i uspokajająco mówił, że tego nie da się przyspieszyć. Dziecku musi coś samo "przeskoczyć" w głowie.

I miał rację. Kiedy przestała do nas przychodzić niania, pomyślałam, że fajnie byłoby chociaż kilka razy w tygodniu zaprowadzać Lenkę do klubu dla dzieci. Pomyślałam też, że przydałoby się ją tam posyłać już bez pieluszki. Postanowiłam, że podejmiemy kolejną próbę odpieluchowania. I... udało się! Wprawdzie dwa pierwsze dni spędziliśmy obok sterty zasikanych majteczek, ale z każdym kolejnym było coraz lepiej. Nadal wprawdzie Lenka sama nie woła, ale już nie popuszcza. Widać więc, że świadomie trzyma i czeka, aż się ją posadzi. 

Kiedy więc zacząć nocnikowanie? Odpowiedź wg mnie jest tylko jedna: kiedy dziecko jest na to gotowe

JAK nauczyć korzystania z nocnika?
Moim zdaniem najważniejsze jest odpowiednie podejście, stworzenie pozytywnej atmosfery, bez nacisków i nerwów (które zdarzają się, nie ma co ukrywać, ale trzeba się starać, żeby było ich jak najmniej). Można się zgadzać lub nie z "teoriami" nagradzania i chwalenia, ale wg mnie "metody" te są bardzo pomocne podczas odpieluchowania. Jak to wyglądało u nas?

Za KAŻDYM razem, jak Lenka zrobiła siusiu czy kupkę do nocnika (robieniu kupki poświęcę osobny wpis, bo u nas - w związku z zaparciami - był to temat bardzo skomplikowany, okupiony potem i łzami), chwaliliśmy ją i biliśmy brawo. "Brawo dla Lenki!", "No proszę, Lenka zrobiła siusiu, ale się mama cieszy!", "Super! Lenka jest bardzo dzielna!". Z czasem, kiedy udało się skorzystać z nocnika, Lenka sama zaczęła mówić "Jeeest! Mama jest dumna, tata jest dumny, babcia jest dumna, wujek jest dumny" i tak po kolei wyliczała, kto jest z niej dumny, że zrobiła siusiu czy kupkę. 

Bardzo, bardzo pomocne okazały się książeczki o nauce robienia do nocniczka (hitem jest dla mnie "Mała książka o kupie", ale - tak jak pisałam - temu tematowi poświęcę osobny obszerny wpis). W kółko czytaliśmy więc książeczki "Marysia żegna pieluszkę" i "Kicia Kocia i Nunuś. Na nocniku". Do wyboru są jeszcze m.in. "Tupcio Chrupcio. Żegnaj pieluszko" i "Nocnik nad nocnikami".



A co z majtkami treningowymi
Tak, istnieje taki wynalazek. Kupiłam nawet kilka sztuk. Mam jednak mieszane uczucia. Z jednej strony są bardziej chłonne niż majteczki bawełniane, z drugiej jednak - majtki tak czy siak są mokre i trzeba je przebrać, nieraz trzeba też zmienić spodenki, bo przy dużej ilości moczu żadne majtki nie są w stanie go w całości zatrzymać. Wg mnie na sam początek nocnikowania lepsze są zwykłe bawełniane majteczki, bo i tak będą zmoczone. Majtki treningowe lepiej zakładać, jak już dziecko siusianie do nocnika ma z grubsza opanowane i tylko od czasu do czasu jeszcze zdarzy się mu popuścić. Wtedy mamy pewność, że tę odrobinę moczu majtki zatrzymają, spodenki nie zostaną zmoczone, a my zdążymy posadzić dziecko na nocniku, żeby "dorobiło" resztę.

Nocnik czy nakładka na sedes?
Dla nas, rodziców, bardziej praktycznym rozwiązaniem jest nakładka, bo siusiu i kupka trafiają wprost do kanalizacji. Tak naprawdę jednak wszystko zależy od preferencji dziecka. My mamy i nocnik, i nakładkę, lecz Lenka zdecydowanie woli nocnik. Tak jak już pisałam wielokrotnie: nic na siłę. Z czasem dziecko polubi i sedes.

Jeśli macie pytania odnośnie odpieluchowania dwulatka, piszcie śmiało. Ekspertem nie jestem, ale może akurat wspomogę radą czy dobrym słowem.

Polecam też wpis sprzed ponad roku: Dlaczego jeszcze nie nocnikuję Lenki

'Naciśnij mnie', czyli interaktywność bez migających światełek i ogłuszających melodyjek


Niby nic. Ot, kilka kolorowych kropek. Pomyślałam jednak, że skoro "Naciśnij mnie" jest światowym bestsellerem, to musi coś w sobie mieć. Pierwszy kontakt Lenki z książką obył się bez fajerwerków. Miała wtedy około półtora roku. Książka powędrowała więc na półkę, aby doczekać lepszych czasów.

I doczekała się. Przypomniałam sobie o niej kilka dni temu. Posadziłam Lenkę na moich kolanach i rozpoczęła się zabawa. Lenka z ogromnym zapałem klaskała, dmuchała, potrząsała, a każdemu przewróceniu strony towarzyszyło pełne radości "ha!". 

Teraz już wiem, że to nie są TYLKO kropki. Autor, Herve Tullet, wpadł na pomysł niezwykły: nadał książce cech interaktywności. I to bez plastiku, bez migających światełek i ogłupiających melodyjek (o swojej niechęci do takich wynalazków pisałam tutaj; jedynym - jak na razie - wyjątkiem, czyli interaktywną zabawką, którą uwielbiam, jest śpiewający Kubuś Puchatek). Trzeba więc dotknąć kropkę, aby ta zmieniła kolor, potrząsnąć książką, żeby kropki przesypały się na drugą stronę, albo dmuchnąć, żeby poleciały ku górze.

Świetna propozycja dla co najmniej dwuletniego dziecka.