Domowy chleb dla początkujących


Szał na domowe pieczywo pewnie już nieco zmalał (wraz z luzowaniem obostrzeń), ale powiem szczerze - własnoręcznie wykonany chleb tak mi smakuje, że nadal, zwykle raz w tygodniu, go przyrządzam. Początkowo byłam przekonana, że pieczenie chleba to jakieś cuda na kiju i trzeba mieć tytuł master chefa, żeby ogarnąć temat. Okazało się jednak, że nic prostszego. Jeśli jeszcze nie odważyliście się na upieczenie chleba, zachęcam do spróbowania. Poniżej znajdziecie sprawdzony przepis.

Składniki:
1 kg mąki pszennej
30 g drożdży suchych (tu uwaga - ja używam do pieczenia drożdży suchych; jeśli macie drożdże świeże, trzeba przeliczyć wg proporcji 7 g drożdży suchych - 25 g drożdży świeżych)
łyżka soli
2 łyżki cukru
1 litr ciepłej wody
ok. 100 g nasion lub płatków owsianych (tu pełna dowolność; czasem daję same płatki owsiane, czasem płatki i siemię lnianę, można też dodać np. nasiona słonecznika)

Wykonanie:
Do miski wsypujemy mąkę, dodajemy drożdże, nasiona, sól, cukier. Dolewamy wodę i dłonią dokładnie mieszamy, aż powstanie nieco kleiste ciasto. Dwie keksówki smarujemy masłem i "nalewamy" do nich ciasto (zajmie mniej więcej połowę każdej keksówki). Czasem dodatkowo po wierzchu posypuję chleb czarnuszką. Nie trzeba pozostawiać ciasta do wyrośnięcia, można od razu włożyć do nagrzanego piekarnika. A piekarnik nagrzewamy do 220 stopni (bez termoobiegu). Ważne, żeby "wyczuć" swój piekarnik. Ja robię tak, że po ok. 45 minutach wyjmuję chleby z keksówek, umieszczam z powrotem w piekarniku na kratce jeszcze na ok. 10 minut, żeby dopiec spód. Ale może u was nie będzie to konieczne - teściowa wkłada po prostu ciasto na godzinę i po tym czasie wyjmuje gotowy chleb.

Jestem pewna, że wam się uda. Chleb wychodzi pyszny, a satysfakcja z własnoręcznie przyrządzonego pieczywa - ogromna!

Smacznego!

Recenzja: Pan Tabletka 'Odporność. Czy Twoje dziecko może nie chorować?'


Sierpień 2018 rok. Lenka wyrusza do przedszkola. Mając na uwadze ociekające glutami historie z dziećmi przedszkolnymi w roli głównej, zawczasu zabrałam się za przygotowanie jej do wkroczenia w tę otchłań wirusów. W ruch poszły wszelkiego rodzaju suplementy, które obiecywały, że - kto jak kto - ale moje dziecko na pewno chorować nie będzie.

No cóż. Dziś mogę napisać, że - zapewne jak wielu zatroskanych rodziców - dałam się zwyczajnie naciągnąć. Uwierzyłam, że jak napakuję w dziecko trochę tego, trochę tamtego, to otoczy je nieprzepuszczalna dla drobnoustrojów tarcza. Jak tylko Lenka przekroczyła próg przedszkola, zaczęliśmy chorować z grubej rury. Przynosiła WSZYSTKO. Od bostonki, przez jelitówki, zapalenie spojówek, po koszmarną grypę, którą do dziś wspominam z gęsią skórką (wcale nie z ekscytacji).

Ach, szkoda, że wtedy jeszcze tej książki nie było. Jeśli i Ty jesteś takim zatroskanym rodzicem (a myślę, że na pewno jesteś), "Odporność" Marcina Korczyka, lepiej znanego jako Pan Tabletka, to dla Ciebie pozycja obowiązkowa. Autor w bardzo prosty i zrozumiały dla laika sposób tłumaczy, czym właściwie jest ta tajemnicza odporność i że wcale (niestety) nie działa na zasadzie - tu syropek, tam żelek i tadam! dziecko nie choruje. Nie, tak się nie da. Wyjaśnia, czym jest pamięć immunologiczna i dlaczego dziecko zwyczajnie musi przechorować swoje, żeby tę pamięć rozwinąć. 

Ale nie płaczcie i nie rozpaczajcie, bo to nie jest tak, że od nas, rodziców zupełnie nic nie zależy. Pan Tabletka pisze o podstawach, o których niby każdy wie, ale czasem jakoś tak zapomina. O nieprzegrzewaniu dziecka, o odpowiedniej wilgotności i temperaturze w domu, o zdrowej diecie, aktywności fizycznej itd. Wymienia też naturalne produkty, które warto włączyć do codziennego jadłospisu, aby dziecku niczego nie zabrakło (bo jak zabraknie, to wiadomo - organizm nie działa tak, jak powinien). Pan Tabletka pisze również o czymś, o czym rzadko się wspomina - a mianowicie, że układ odpornościowy można też przestymulować (tak, tak). 

Być może jesteś matką, która - po raz setny wycierając nos swojemu maluchowi - ma poczucie winy, że coś poszło nie tak. Ja też tak miałam. Bo przecież staram się, jak mogę, a moje dziecko i tak choruje. Tym, co przede wszystkim dała mi ta książka, to przekonanie, że naprawdę robię wszystko, co w mojej mocy. A że dziecko choruje - taka jest kolej rzeczy i najważniejszy jest spokój, cierpliwość i danie dziecku czasu i przestrzeni na to chorowanie.

Polecam. "Odporność" Marcina Korczyka to jedna z tych książek, które każdy rodzic powinien przeczytać.


Nowości od Kapitana Nauki + rabat dla czytelników!


Początek roku przyniósł sporo nowości w ofercie Kapitana Nauki. W moje ręce trafiły cztery "ciepłe bułeczki" i - zacierając z podekscytowania dłonie - spieszę z ich recenzją.

Choć wszystkie propozycje są świetne, moim faworytem są Puzzle Obserwacyjne "Na wsi". Po raz pierwszy spotkałam się z układanką tego typu i - szczerze - jestem zachwycona! Zabawa nie kończy się po poskładaniu obrazka w całość - to dopiero połowa frajdy. Z pewnością kojarzycie - i pewnie macie w swoich biblioteczkach - kartonowe książki, które pozbawione są tekstu, a ich "czytanie" polega na wyszukiwaniu szczegółów. I właśnie to jest ta druga połowa frajdy: odnalezienie na obrazku elementów wskazanych na jego obramowaniu. Oczywiście, to tylko propozycje. Równie dobrze można bawić się w poszukiwanie innych szczegółów, bo tych na obrazku nie brakuje. Choć wiekowo puzzle przeznaczone są - z uwagi na konieczność ułożenia 54 elementów - dla dzieci powyżej 4. roku życia, to w wyszukiwanie z powodzeniem mogą bawić się młodsze maluchy.



Jeśli już mowa o młodszych dzieciach i puzzlach, to teraz propozycja dla brzdąców z przedziału 1-3 lata. Układanki Malucha "Na łące" to siedem 3-elementowych układanek, na których przedstawieni są mieszkańcy łąk: ważki, koniki polne, biedronki, ślimaki, jeżyki, motyle, kreciki. Wielokrotnie, przy okazji innych recenzji, pisałam, że jestem fanką "kapitanowych" ilustracji i szat graficznych. Są barwne, ale nie krzykliwe, przyjemne w odbiorze. Tak jest też tutaj: ilustracje na układankach mają w sobie to wyjątkowe "coś".


Dzieci powyżej 3. roku życia, które zaczynają zapoznawać się z literami, z pewnością polubią Domino "Alfabet". To ciekawa wariacja popularnej gry, lecz w tym przypadku zadaniem dziecka jest dopasowanie obrazka i pierwszej litery zobrazowanego wyrazu: b jak balon, c jak cytryna, a jak ananas itd. Na grę składają się 24 - przyjemnie ilustrowane, a jakże - elementy.


Na koniec coś, czego ogromną fanką jest moja Lenka: Zagadki Obrazkowe. Lenka uwielbia wszelkiego rodzaju łamigłówki i zgadywanki, a tu w zestawie - w wygodnej formie rozkładanej "książeczki" - jest ich ponad 100! Ćwiczą spostrzegawczość, koncentrację, umiejętność logicznego i matematycznego myślenia.


Polecam wszystko, nawet bardzo!

A teraz niespodzianka: 20% zniżki na całą ofertę na stronie www.kapitannauka.pl (promocja nie łączy się z innymi promocjami na sklepie). Rabat ważny do końca czerwca, Hasło rabatowe: matkaporazpierwszy


'Dwa, trzy, cztery' - seria książeczek dla najmłodszych



Bartek uwielbia książki. Nieraz sam wędruje do pokoju dziecięcego, ściąga je z półki, przynosi do salonu, wdrapuje się obok mnie na kanapę i wciska w moje ręce, żeby mu poczytać. Ma kilka swoich ulubionych, które ogląda codziennie. Wśród nich są książeczki z serii "Dwa, trzy, cztery" Joanny Bartosik.

Każdą z książek serii - "Cyfry i numery", "Wspólne spacery" i "Słowa i litery" - tworzą grube, kartonowe strony. Fakt ten z pewnością docenią rodzice, którzy wiedzą, na jak ciężkie próby nieraz takie książki są wystawiane. A to poślinione lub umazane bliżej nieokreślonym czymś paluszki, a to niepohamowana dziecięca ciekawość i chęć sprawdzenia, czy pojedynczą stronę można podzielić na dwie. Tak, książki dla najmłodszych muszą być naprawdę wytrzymałe.

A co książeczki kryją na swoich stronach? Mnóstwo niezwykłych rzeczy! Z "Dwa, trzy, cztery. Wspólne spacery" wybieramy się do parku, na plac zabaw, na targ, dworzec kolejowy, do kina czy lasu. Barwne ilustracje obfitują w typowe dla danego miejsca sytuacje, osoby i przedmioty. Równie ciekawe sceny z życia codziennego maluch znajdzie w "Dwa, trzy, cztery. Cyfry i numery". Przeglądając książeczkę, udajemy się na przejście dla pieszych, stację benzynową, do gabinetu lekarskiego czy na przystanek tramwajowy. Na każdej stronie znajdziemy sprytnie przedstawione cyfry i liczby - na miarce wzrostu, na koszulkach biegaczy, na rozpisce linii tramwajowych.

Choć ostatnia pozycja "Dwa, trzy, cztery. Słowa i litery" przeznaczona jest dla dzieci już od 1. roku życia, wg mnie bardziej przypadnie do gustu nieco starszym, które już zainteresowane są poznawaniem literek. I właśnie dlatego akurat ta książka częściej gości w rękach Lenki. Każda litera przedstawiona jest tu w formie intrygujących określeń takich jak "ElEgancki ElEktryk" czy "Gołąb Głaszcze Grzesia po Gipsie". Nie brakuje też zabawnych ilustracji, które sprawiają, że nauka alfabetu staje się prawdziwą frajdą.

Polecam!