Czy można być dumnym z walki z niepłodnością?

07:56 Gosia Komentarzy: 5


Niepłodność to temat tabu. Choć można natknąć się na informacje o pogarszającej się płodności, o coraz większych trudnościach z zajściem w ciążę, niewiele mówi się o tym, co w tych staraniach jest najbardziej bolesne – o tym, co rozgrywa się w głowach niepłodnych partnerów.

Jeszcze nieco ponad rok temu ja sama do tematu podchodziłam z obojętnością. Wiedziałam, że gdzieś tam rozgrywają się dramaty. Wszystko sprowadzało się jednak do samej wiedzy, że ktoś od dłuższego czasu bezskutecznie stara się o dziecko. Na tym koniec. Czasem tylko po cichu przemykała gdzieś pogłoska o przyczynie niepowodzeń. Temat nie wzbudzał mojego zainteresowania. Bo czemu miałby wzbudzać? Zazwyczaj nie interesujemy się tym, co choć w minimalnym stopniu nas nie dotyczy.

Wszystko zmieniło się w listopadzie 2015 roku. Przekonana, że – podobnie jak w pierwszą ciążę – w drugę zajdę już przy pierwszej próbie, z entuzjazmem chwyciłam w dłonie test ciążowy. Kiedy zobaczyłam jedną kreską, poczułam się nieco zdezorientowana. „Ale to przecież nie problem, próbujemy dalej, na pewno się uda”, pomyślałam.

Z każdym kolejnym miesiącem było coraz gorzej, przede wszystkim z moją psychiką, która na ogromną próbę została wystawiona w lutym 2016 roku. Pierwsza ciąża biochemiczna, a po niej niebywały wręcz żal, poczucie bezradności i bezsilności. Jak to możliwe? Dlaczego przytrafiło się to akurat mi? A przede wszystkim – jaki był powód poronienia? Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwukrotnie: w lipcu i – całkiem niedawno – w listopadzie (za każdym razem w miesiącu zaczynającym się na literę „l” – czyż to nie jakiś złośliwy chichot losu?).

Dziś już wiem, na czym dokładnie polegają te rozgrywające się dookoła dramaty, bo sama poczułam ich ciężar na własnej skórze. Mieszanka emocji, jakie pojawiają się podczas bezskutecznych starań, jest trudna do opisania. Jest wręcz odczuwalny fizycznie strach, że być może nigdy się nie uda. Jest żal, że niektórzy po raz kolejny zostają rodzicami bez żadnych przeszkód, nieraz nawet nie planując powiększenia rodziny. Jest smutek i wewnętrzny ból, bo pragnienie dziecka jest największym, jakie w danym momencie można sobie wyobrazić. Jest złość, że wdrożone leczenie nie przynosi oczekiwanego skutku.

Jeszcze większym tematem tabu jest według mnie niepłodność wtórna, czyli ta, która dotknęła mnie. W przypadku takiej niepłodności pojawia się dodatkowe pytanie: jak to możliwe, że w pierwszą ciążę udało się zajść bez trudności, a teraz nagle napotyka się na kolejne bariery? Czy to właśnie po pierwszej ciąży coś popsuło się w organizmie?

Samopoczucia nie poprawiają dociekania, nieraz obcych osób, dlaczego nadal nie ma drugiego dziecka. Odpowiedź zwykle nasuwa się jedna: „bo pewnie go nie chcą”. Pewnie są wygodni i wolą mieć jedynaka. To pokazuje, jak olbrzymia jest niewiedza społeczeństwa na temat niepłodności wtórnej. Domyślam się, że niektórzy nawet nie wiedzą, że taki problem istnieje. Bo skoro jest pierwsze dziecko, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, żeby mieć drugie...

Dlatego staram się, jak mogę, to tabu przełamywać, między innymi dzieląc się swoimi doświadczeniami na tym blogu. O niepłodności, a szczególnie niepłodności wtórnej, należy rozmawiać. Należy ją oswoić, pokazać, że naprawdę mnóstwo osób zmaga się z tym problemem. Nieraz są to osoby żyjące tuż obok nas, ale starannie ukrywające swoje emocje w obawie przed brakiem zrozumienia.

Jeśli niepłodność dotyczy was, nie wstydźcie się o tym rozmawiać. Bo to nie jest powód do wstydu. Dziś wiem, że trzeba być naprawdę niezwykle zdeterminowanym, żeby uparcie dążyć do celu, jakim jest posiadanie dziecka. Nieważne, czy chodzi o pierwsze dziecko, drugie czy kolejne. Jeśli pragnie się powiększenia rodziny, dążenie to staje się priorytetem. Wiem, ile trzeba znaleźć w sobie siły, żeby mimo kolejnych testów z jedną kreską czy kolejnych poronień podnieść się i ruszyć dalej przed siebie.

Można, a nawet trzeba być dumnym z walki niepłodnością, bo moim zdaniem jest to jedna z najtrudniejszych walk, jakie można stoczyć w swoim życiu.


Podziel się słowami wsparcia dla osób walczących z niepłodnością, możesz to zrobić tutaj. Tekst powstał w ramach akcji organizowanej przez kliniki leczenia niepłodności IniviMed, które od 16 lat każdego dnia wspierają Polaków w realizacji ich marzenia o dziecku.


5 komentarzy:

  1. U Nas bylo troche inaczej bo o pierwsze dziecko walczylismy rok, bylo tez poronienie, ale sie udało. I gdy córka miala 7m zaszłam w nieplanowaną ciążkę-jeden raz bez zabezpieczenia. Byłam w szoku, płakałam bo bałam sie jak sobie poradzimy. Ale gdy ochłonęłam,przypomniałam sobie ile nas kosztowała walka o pierwsze dziecko, ile wylanych łez, testów, rozczarowań i stwierdziłam ze drugie dziecko to nasz mały cud.
    Najgorsze ze często lekarze zlewają problem niepłodnosci przy staraniach o kolejne dziecko bo jezeli jedno juz sie ma to przeciez nastepne tez zrobią...No nie zawsze jest tak prosto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio w ogóle stwierdziłam, że warto mówić na głos o swoich problemach i chorobach. Choroba to nie wstyd, a takie informacje mogą pomóc innym.
    Udało się zdiagnozować co było problemem?

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, świetny tekst i mam nadzieję, że dotrze do jak największego grona odbiorców. Musimy pomagać!

    OdpowiedzUsuń
  4. Pamiętam jak pisałaś o tym, że miałaś plan i że on jednak zawiódł. Ja również swój plan miałam, czytając wtedy Twój tekst sądziłam, że u mnie przecież uda się za pierwszym razem. Skoro przy pierwszym się udało. Jednak jak widać życie nie jest takie proste... Za nami 3 miesiące starań i nadal nic. To niby mało, ale jednak powoduje pewien niepokój.

    OdpowiedzUsuń
  5. Na początku tak samo podchodziłam do tego że od razu po ślubie będziemy mieli dzieci a tu bolesna niespodzianka już 10 lat walczymy i nic . Ile bólu i cierpienia eh

    OdpowiedzUsuń