Kiedy macierzyństwo zaczyna cieszyć?

11:24 Gosia Komentarzy: 18


Na takie pytanie natrafiłam na jednym z parentingowych fanpejdży. W pierwszym odruchu można pomyśleć, że temat głupi i absurdalny, bo przecież macierzyństwo cieszy do pierwszej sekundy, a nawet jeszcze zanim dziecko się urodzi.

Jak jest naprawdę?

Niektóre mamy, owszem, pisały, że od samego początku poczuły, że dostały skrzydeł i tak sobie wesoło fruną przez czas zwany macierzyństwem. Od czasu do czasu tylko dotykając ziemi, gdy akurat bobas nie chce zasnąć, wychodzą mu ząbki albo zrobi kupę po pachy. Z kolei inne mamy (podejrzewam, że te nieco bardziej szczere) przyznawały, że trochę na tę radość musiały zaczekać. Jeszcze inne, może przesadnie pesymistyczne, twierdziły, że na to "cieszenie się" czekają już kilka lat i ani widu, ani słychu.

Jak było u mnie?

Mnie macierzyństwo zaczęło sprawiać satysfakcję mniej więcej po trzecim miesiącu. Tak, miesiącu. Nie po trzecim dniu czy tygodniu. Miesiącu. A więc wtedy, gdy produkcja mleka w końcu (!) się unormowała i nie musiałam walczyć z zastojami. Gdy hormony się uspokoiły i nie czułam się jak w nieustannym PMSie. Gdy Lenka przestała być nieporadnym robaczkiem, a istotką, której coraz lepiej idzie nawiązywanie kontaktu z otoczeniem. Gdy w pełni obudziła się we mnie macierzyńska miłość.

A teraz ja sobie tak zaczęłam fruwać, od czasu do czasu dotykając ziemi, gdy Lenka wierci się w nocy, zamiast spać albo gdy wrzeszczy wniebogłosy podczas wychodzenia na spacer.

18 komentarzy:

  1. Kiedy mała miała miesiąc przyjechała moje mama i mnie w wielu rzeczach odciążyła, mogłam skupić się na porządnym nakarmieniu Miłki, ona zajęła się obiadem, sprzątaniem, prasowaniem, itd. Mimo wszystko wydaje mi się, że jeszcze wtedy nie potrafiłam o sobie powiedzieć "mama". Musiałam do tego dojrzeć. Karmienie piersią zaczęło mi sprawiać przyjemność jak u Ciebie - po około 3 m-cach. Było ciężko, zwłaszcza wtedy, kiedy Marcin pracował po 12h dziennie, a ja nie miałam komu oddać córki choćby na krótki spacer. Teraz to już zupełnie inna bajka - mała jest mega kontaktowa, cieszy się, śmieje, niemal można z nią "pogadać" (ma 15 m-cy). Nie potrafię dokładnie stwierdzić, kiedy zaczęłam się cieszyć tym macierzyństwem zupełnie świadomie (pierwszy miesiąc byłam w totalnym szoku, zachwyt i przerażenie jednocześnie!), jednak wiem, że teraz to czuję, że "to jest to". A matki, które po kilku latach nadal nie potrafią się cieszyć macierzyństwem - kurwa, współczuję! (sorry)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja chyba po dwóch miesiącach poczułam "tą" miłość. Kiedy Michaś zaczął się uśmiechać i mniej marudzić. Teraz też czasami jest ciężko, ale za nic nie chciałabym tego zmieniać.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie wiem czy to już to czy jeszcze nie:)
    Kiedy Zosia ma dobry humor i jest w komunikatywnym nastroju to jest cudownie i uwielbiam to. Natomiast kiedy Zo ma epizod marudy albo wpada w histerię jest mi ciężko. Ciężko to zaakceptować i wtedy nie wiem, czy to już to czy jeszcze nie...

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze ja jakoś w ogóle się nad tym nie zastanawiam. Czuję, że wszystko dzieje się tak naturalnie. Wiadomo, że bywało ciężko, bo mąż był w domu tylko 2 tygodnie, a potem byłam ze wszystkim sama, ale też chciałam być sama i od początku postawiłam mamie i teściowej, które rwały się do pomocy, jasne granice.Od początku czuję, że z córką mamy jakąś symbiozę, nie ochy achy motylki i serduszka, tylko jakieś względne porozumienie i naturalne współistnienie.

    OdpowiedzUsuń
  5. To u ciebie tak dobrze. U mnie ten czas przyszedł, gdy synek miał już 7-8 miesięcy. Podejrzewam, że wcześniej to jakaś cholerna depresja była. Grunt, że teraz jest dobrze i cieszę się z każdego uśmiechu, słowa, przytulenia itd :-D

    OdpowiedzUsuń
  6. To ja z tych mniej szczerych ;) Mnie cieszy od początku i wcześniej. Problemy też mnie cieszą, bo a) uczą, b) mijają - i ta świadomość pomaga. A to, że pierwszy miesiąc przeleciał na autopilocie - cóż, może się tego nie spodziewałam, ale taki urok. Przy następnym nie będę po prostu taka harda, tylko wrzucę na luz, żeby jeszcze pełniej i spokojniej wszystko przeżywać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze, że ktoś potrafi napisać taki post i nie boi się krytyki. Niestety zewsząd się słyszy, że macierzyństwo od początku to piękna sprawa a wiadomo, że nie u wszystkich tak jest. Dzięki za taki post.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeżeli dziecko staje się bardziej komunikatywne i potrafi lepiej wyrażać swoje potrzeby to jest to niesamowita ulga. Bardzo stresujące jest, gdy dziecko płacze, a my nie do końca wiemy z jakiego powodu. Trudno wtedy mówić o tym przysłowiowym fruwaniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Racja. Najlepsza radość sprawia jak już jest wszystko w normie i można wtedy też zauważyć więcej rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Trzeci miesiąc za nami... A mnie nadal nie sprawia satysfakcji. Mówią, że pół roku nawet nawiązuje się więź. Byle do Świąt...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo zacznie, początki są ciężkie. Dla mnie trzy pierwsze miesiące były najtrudniejsze i pamiętam je jak przez mgłę... Jakbyś chciała "pogadać", to pisz matkaporazpierwszy@gmail.com :)

      Usuń
  11. Jestem mamą od 24 czerwca i jak tego pięknego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy, tak później zaczął się horror. Codzienny płacz, niechęć do córci i złość na cały świat. Po dwóch miesiącach pokochałam córkę, ale nie umiem się pogodzić z tym zmarnowanym czasem. Pomocy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czemu nie umiesz się pogodzić? Ja ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że tak naprawdę niewiele pamiętam z 3 pierwszych miesięcy. Byłam tak zmęczona, zdołowana problemami z kp i wszystkim innym, że cały ten okres mi się jakoś zamazał w pamięci. Trudno, cóż zrobić... Naprawdę, nie zadręczaj się tym, tylko ciesz teraźniejszością :)

      Usuń
  12. Dlaczego? Bo jestem na siebie zła, bo uważam, że gdybym była silniejsza to udałoby mi się tego uniknąć, że gdybym się bardziej starała z tego wyjść to teraz byłabym szczęśliwa, bo wszystko sobie wymarzylam inaczej, bo mam wrażenie, że skrzywdziłam córkę, bo boję się, że za kilka lat będę ten cZas źle wspominać, bo obawiam się że tak mi zostanie i nie będę juz sobą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to przecież było niezależne od Ciebie... Nie można mieć wpływu na baby blues po porodzie. Poza tym przecież córka nie będzie o tym czasie kompletnie pamiętać. Jakbyś chciała, napisz do mnie: matkaporazpierwszy@gmail.com

      Usuń
  13. Moja sytuacja różni się tym, że córka była grzeczna, więc skąd baby blues?? Ja sobie wszystko wymyslilam i to tak nie wyszło. Więc się zalamalam. To wina mojego charakteru. Ja za to odpowiadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka też była bardzo grzeczna i miałam koszmarny baby blues. Przecież baby blues to wina hormonów, nie charakteru, a na hormony nie masz ŻADNEGO wpływu. Nie odpowiadasz za to, w żadnym razie.

      Usuń
  14. Trochę po czasie, ale dołączę się. Mi macierzyństwo nie sprawia radości, córka ma 4,5 miesiąca, kocham ją nad życie ale dobija mnie ta odpowiedzialność i ciągłe problemy, zaczęło się od kłopotów z pępkiem, goił się miesiąc, wdał się stan zapalny, pediatra straszyła nas sepsą, potem wyszła alergia pokarmowa u małej, więc i dieta dla mnie, w trzecim miesiącu okazało się, że jej bioderka nie rozwijają się tak jak powinny, więc szerokie pieluchowanie, dzisiaj byłam na kolejnej kontroli i bioderka są lepsze ale lekarka stwierdziła, że małej trzeba założyć szynę, na samą myśl o tym co nas czeka mam ochotę uciekać, ale z drugiej strony nie mogłabym zostawić mojej perełki, dodam że mąż pracuje po 12 godzin dziennie, w ciągu dnia wpada na godzinę do domu i wraca późnym wieczorem jak już jestem padnięta po nocnym wstawaniu i pobudce o 5 rano. Do tego doszła przeprowadzka i remont mieszkania, czyli hałas, nieporządek i ciągłe sprzątanie, bo wiecznie jest proch aż skóra swędzi, plus obiad, pranie. Nie tak to miało wyglądać, myślałam że jako matka będę bardziej odporna, a tu okazało się że jestem totalnie miękka i słaba, przewrażliwiona i samotna. Obwiniam się o wszystko, o pępek, o bioderka, o alergię, o to że małą źle wychowuję bo przyzwyczaiłam ją do zasypiania na cycu itd. Wytrzymam, bo nie ma wyjścia, ale nie mogę powiedzieć, że macierzyństwo mnie uszczęśliwia.

    OdpowiedzUsuń