Określenia, które mnie wkurzają

14:15 Gosia Komentarzy: 12


Stan błogosławiony. Nie wiem, kto w ogóle wpadł na pomysł, żeby ciążę nazywać stanem błogosławionym. Chyba że nie kumam, o co z tym błogosławieństwem chodzi. Bo jeśli o to, że ciężarna powinna prosić o błogosławieństwo i modlić się o łaskę do Boga/Allaha/Buddy, żeby przetrwać, to ok, mogę się zgodzić. Niby nie powinnam narzekać, bo przez ciążę przefrunęłam niczym motylek nad łąką, ale domyślam się, że niektóre kobiety, słysząc określenie "stan błogosławiony", mają ochotę wykonać prawy sierpowy. Pod tę kategorię podciągnęłabym też stwierdzenie, że ciąża to nie choroba. Owszem, ciąża może nie, ale nadciśnienie, cholestaza, cukrzyca, anemia, a nawet bezsenność - już tak. Nie wspominając o pomniejszych przyjemnościach jak zgaga czy zespół niespokojnych nóg (nazwa może i zabawna, ale sama dolegliwość zabawna nie jest).

Położnica. Czyli kobieta po porodzie. W połogu, jednym słowem. Nazwa może sugerować, że ta oto kobieta położyła się i leży. Jak jest, chyba żadnej położnicy tłumaczyć nie muszę. Chyba że chodzi o leżenie i dogorywanie ze zmęczenia i braku snu.

Dobro dziecka. Teoretycznie bardzo szerokie pojęcie, w praktyce jednak odnosi się do ściśle wyznaczonych kryteriów, według których każda matka jest oceniana. Dla dobra dziecka należy rodzić naturalnie, karmić piersią, wyrzec się własnej kobiecości i wszelkich ambicji. Bo jeśli z różnych powodów karmisz dziecko "paszą", dałaś się pociąć albo - nie daj Boże - marzysz o jak najszybszym powrocie do pracy, z pewnością nie robisz tego dla jego dobra. Dla dobra własnego co najwyżej, a egoizm matki powinien zostać dodany do listy siedmiu grzechów głównych. Oczywiście, poświęcania się dla dobra dziecka oczekuje się wyłącznie od matki. Ojciec jawi się gdzieś tam mgliście jako żywiciel rodziny, więc biedaczkowi trzeba dać święty spokój, bo i tak wystarczająco się stara.

Matka Polka. Patrz wyżej. Twór taki robi wszystko dla dobra dziecka rozumianego jako samobiczowanie, poświęcanie i własnych marzeń/ambicji/pasji uśmiercanie. A jeśli postępuje inaczej, to nie wiem. Matką Amerykanką jest? Na szczęście powoli zaczyna funkcjonować określenie "współczesna Matka Polka", którego tak czy siak nie lubię, ale przynajmniej uwzględnia to, że matka to też człowiek.

12 komentarzy:

  1. A ja tam lubię, gdy mąż nazywa mnie "Matką Polką". Dla mnie oznacza to, że kobieta owszem robi wszystko dla swojego dziecka, ale w żaden sposób nie poświęca swoim marzeń czy pasji. Według mnie macierzyństwo można z tym bardzo zgrabnie połączyć i realizować się.

    Ale masz racje - położnica i mi bardzo nie odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie znoszę "dzieciątko". Nieodmiennie mam zawsze w myślach "ta, ku**a Dzieciątko Jezus"

    OdpowiedzUsuń
  3. Stan blogosławiony ma odniesienie do Biblii. Kobiety spodziewajace się dziecka od zawsze (byc może teraz nie) uważano za błogosławione przez Boga, który pozwolił im być Matkami. Musiałabym dokładnie znaleźć ten fragment, w którym o tym mowa. Tak nam tłumaczył ksiądz na kursie przedmałżeńskim.

    O położnicy nie słyszałam, ale nie brzmi to fajnie.

    Dobro dziecka fakt - temat bardzo rozwinięty. Każdy zinterpretuje po swojemu. Ja jednak wszystko robię dla dobra córci, żeby jej w życiu było dobrze, żeby była szczęśliwa. Nie przesadzajmy, że dobro dziecka wyklucza dbanie o siebie, bo to nie ma ze sobą nic wspólnego. Zresztą powiem Ci, że nie słyszałam w ogóle o tym o czym piszesz, teraz ludzie inaczej na wszytsko patrzą, rozumieją...:)

    A Matką Polką lubię być.

    Zresztą ja nie patrzę na to, co mówią inni. Żyję po swojemu, tak jak ja chcę i jestem szczęśliwa. A co za różnica, co ktoś myśli czy mówi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiedziałam o tym, że określenie "stan błogosławiony" ma takie pochodzenie. Widocznie byłam na marnym kursie przedmałżeńskim ;))

      Ja wyjątkowo nie lubię określenia Matka Polka. Dla mnie to brzmi jakoś tak... prześmiewczo. "Taka Matka Polka jesteś", to oznacza dla mnie przede wszystkim, że kobieta poświęca się bardziej, niż wymaga tego sytuacja.

      Dobro dziecka podobnie. "Zrób to dla dobra dziecka", czyli zapomnij o tym, czego ty chcesz, liczy się wyłącznie to, czego chce/potrzebuje dziecko.

      Tak to rozumiem :)

      Usuń
    2. Stan błogosławiony zdecydowanie z biblii, coś nie uważałaś w kościele :D
      Ja lubię określenie matka polka, nie zawsze, ale najczęściej mi się kojarzy dobrze, że świetnie sobie radzę i mam wszystko pod kontrolą :)
      Położnica to takie lekarskie ;)
      O dobru dziecka się nie wypowiem :D
      Pozdrówki ! :)))

      Usuń
  4. Mój mąż też żartobliwie czasami mówi o mnie Matka Polka :D Nie biorę tego do siebie, bo wiem że mówi tak dlatego, że po prostu cały dzień ogarniam coś w domu z synkiem i wszystko jest zrobione nie wiadomo kiedy i jak;)
    Ale tak dosłownie to raczej kojarzy mi się to z taką kobietą, która siedzi w domu w fartuchu z chustą na głowie, pierze ręcznie na tarce, gotuje, pracuje w ogródku itd. ;)
    Ale dodałabym jeszcze "rozwiązanie". Rozumiem, że kiedyś się tak mówiło, ale jak słyszę jak ktoś się pyta "kiedy rozwiązanie?" to chce mi się śmiać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No tak, ciąża nie choroba, ale ja tam nigdy w życiu po lekarzach tak się nie nabiegałam przez te khe khe lat.
    No i jeszcze mnie drażnią pierwiastki/pierworódki/wieloródki. No i nie wiem, do jakiej kategorii będę się teraz zaliczać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, pierwiastka. Kiedy pierwszy raz usłyszałam to określenie, nie zrozumiałam nawet, o co kaman.

      Usuń
  6. Pierwiastka - tak kiedyś mówiono na krowy, które mają małe :)
    Stan błogosławiony to raczej nie jest chyba, że ktoś lubi mdłości, spuchnięte nogi i ból pleców :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja dodałabym "cyca"... Daj mu cyca, karmisz cycem? Itp

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie trawię określenie do mnie per matka polka-jest dla mnie to wręcz obraźliwe.

    OdpowiedzUsuń
  9. Co do "stanu błogosławionego", to ja cały czas powtarzam, że stwierdzenie to musiał wymyślić facet. Nie wiem czy kobieta, która wymiotuje 10 tygodni (dzień w dzień po kilka razy) uważa ciążę za stan błogosławiony. Oczywiście słyszałam od różnych panów, że kobiety są przecież stworzone do rodzenia. Taka natura (w końcu w przyrodzie wszystkie samice rodzą). Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia przez to przechodzę. Jestem tylko ciekawa jakby wyglądał świat, gdyby to panowie mieli rodzić ;-)

    OdpowiedzUsuń