Opieka poporodowa w szpitalu

11:48 Gosia Komentarzy: 16


Jak wygląda opieka nad kobietą po porodzie w szpitalu? Czyli - co się dzieje między porodem a wyjściem do domu? Czy personel pomaga w opiece nad dzieckiem? Wpis na prośbę jednej z czytelniczek. Z oczywistych powodów opierać się będę głównie na własnych doświadczeniach, a więc z pobytu na Ujastku. Ale podejrzewam, że w innych placówkach może to wyglądać całkiem podobnie.

A więc - urodziłam dziecko. Co dalej? Ponoć na Ujastku jest możliwość kontaktu skóra do skóry przez dwie godziny. Mnie nikt tego nie zaproponował. Z drugiej strony jednak - sama nawet wolałam, aby od razu zbadali dziecko, żeby potem bez zbędnych ceregieli przejść na salę poporodową. Oni więc nie zaoferowali, ale ja się jakoś specjalnie tego nie domagałam. Lenka więc była badana, ja rodziłam łożysko, potem mnie opatrywali.

Przyznam szczerze, że kompletnie nie pamiętam momentu przejścia z sali porodowej na poporodową. No kompletnie, zero, null, czarna plama. Nie wiem, czy najpierw Lenkę zawieźli i tam już na mnie czekała, czy na odwrót - czy to ja najpierw dotarłam na salę, a potem ona się pojawiła. Podejrzewam, że raczej to drugie. W każdym razie - kiedy już byłyśmy we dwójkę, przyszła położna, aby pomóc mi przystawić Lenkę do piersi. Tu optymizmem nie powiało, bo jak tylko zobaczyła lewą pierś, stwierdziła, że będzie ciężko i przeszła do prawej. Coś tam pościskała i poszła. Jak już pisałam w opinii nt. Ujastka, z pomocy laktacyjnej jestem średnio zadowolona. Ale jakoś przetrwałyśmy noc i poranek. Na drugi dzień znajoma, która akurat rodziła dwa dni wcześniej i leżała w sali obok, uratowała mnie i poszła do apteki po nakładki.

Ja po porodzie czułam się doskonale. Serio. Nie pamiętam dokładnie, ile czasu minęło, zanim wstałam, ale wiem, że było to dość szybko, bo nawet położna zrobiła wielkie oczy, że już skaczę jak sarenka i nawet prysznic wzięłam. W każdym razie wstałam, umyłam się, uczesałam, a nawet pomalowałam rzęsy (!).

Jak wygląda opieka nad dzieckiem? Generalnie trzeba radzić sobie samej, choć oczywiście - jeśli pojawiają się jakieś problemy, można prosić o pomoc. W nocy dziecko można oddać na kilka godzin na salę pod opiekę personelu. Teoretycznie można więc chwilę odpocząć. Praktyka wygląda jednak tak, że w szpitalu i tak jest gwar i ruch, a i dziecko sąsiadki z łóżka obok może być dość płaczliwe, więc spokoju raczej się nie zazna.

Noworodek kąpany jest przez pielęgniarki, ale nie od razu, tylko po dobie od porodu (jeśli dobrze pamiętam). Maź płodowa ma ponoć dobry wpływ na jego skórę. Przewijamy i przebieramy oczywiście samodzielnie. Obchody są dwa razy w ciągu dnia: wczesnym rankiem, ok. 6, i wieczorem. Podczas takiego obchodu ginekolog zagląda nam w krocze, czy wszystko się ładnie goi, a pediatra waży i ogląda malucha. Nie pamiętam, czy pępek czyszczony jest podczas obchodu czy wieczornej kąpieli - w każdym razie zajmuje się tym personel, rodzice są instruowani, jak to robić, dopiero przed wyjściem ze szpitala.

Na Ujastku jest tak, że na korytarzu znajduje się kącik kuchenny. Jest lodówka, zlew, czajnik itd. Można z niego korzystać o każdej porze dnia i nocy. Można też opuścić oddział położniczy i pójść do znajdującej się w tym samym budynku apteki.

To chyba tyle. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach.

16 komentarzy:

  1. Ja rodziłam 2 miesiące temu na Kopernika. Wszystko wygląda podobnie. Muszę pochwalić położne! nie bylo mi dane dotrzeć do szkoły rodzenia dlatego na poród szlam "zielona". Położne pokazały mi jak skakać na piłce, jak oddychać, kiedy odprężyć się pod prysznicem lub zmienić pozycje. Byłam zachwycona ich opieką i pomocą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze przeczytać pozytywną opinię o Koperniku, bo szpital ten raczej nie cieszy się dobrą sławą. Ale jak widać - pewnie wiele się zmieniło w ostatnim czasie.

      Usuń
  2. U mnie w szpitalu w Jeleniej Górze też jest możliwy kontakt skóra do skóry. Bardzo chciałam go mieć co najmniej godzinę, ale ze względu na zielone wody położyli mi córkę jedynie na 5 minut. Gdy już ją zbadali był przy niej tatuś, a mnie w tym czasie szyli itd. Po tym leżałam na łóżku obok sali porodowej z córeczką przy piersi przez dwie godziny, a później pojechałam z nią na salę poporodową. Jak to wspominam, to aż łezka się w oku kręci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, mnie ogromnie wzruszają takie wspomnienia :)

      Usuń
  3. z tym kontaktem skóra do skóry to chyba generalnie większość placówek ma jakiś problem, a kobiecie po porodzie trudno też się czegokolwiek domagać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ciekawa jestem, czy jest szpital, gdzie standardowo oferują kontakt skóra do skóry.

      Usuń
    2. Powiem Wam, że jest - w Suchej Beskidzkiej. Byłam przerażona tym co mnie czeka, więc miałam swoją położną, która na wizycie poznawczej opowiadała mi co i jak, i mówiła, żeby mieć do porodu luźną koszulę, bo zaraz po porodzie kładzie się dzieciątko mamie na piersiach. I rzeczywiście tak było: zaraz po urodzeniu położyli mi mojego maluszka pod koszulę i tak ją przytulając rodziłam łożysko i byłam szyta. Potem położyli nas obok na łóżku i przez 2h leżała tak przyssana do mojej piersi, z krótką przerwą, gdy tata zabrał ją na badania :-)

      Usuń
  4. Ja rodziłam w Rydygierze. Kontakt skóra do skóry był bardzo krótki, później zabrali na badania — wszystko w obecności taty, a gdy mnie doprowadzili do porządku, mały wrócił do nas i tu już mieliśmy czas dla siebie. Później trzeba było sobie radzić samemu :D oczywiście, gdy potrzebna była pomoc nie było problemu. No i na pierwszą noc zabrali Frania. Ogólnie rzecz biorąc, szału nie było, ale też nie ma co narzekać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli całkiem podobnie jak na Ujastku :) Moja bratowa rodziła na Rydygiera i też generalnie zadowolona była.

      Usuń
  5. Chyba każdy czuje ulgę jak już wróci do domu - niestety naszym szpitalom jeszcze wiele brakuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na temat opieki poporodowej nie mogę się jeszcze wypowiedzieć, bo poród przede mną. Jednak zbliża się wielkimi krokami i trochę obawiam się, jak to będzie... Mam nadzieję, że przetrwam dzielnie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wiem jedno. Dużo oczywiście zależy od szpitala, ale jeszcze więcej od świadomości kobiety-mamy i tego, czego sama będzie się domagać. A poza tym personel też inaczej patrzy, jak widzi, że kobita ma już dziecko i mniej więcej wie, co i jak. W sensie takiej wcisnąć jakiś kit jest ciężko ;) Ale o tym wkrótce u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja rodziłam na Kopernika 4 miesiące temu - a tak konkretnie to miałam cc. Do cięcia i znieczulenia przygotowywano mnie ekspresowo, bo coś się działo z dzieckiem, ale otrzymałam dość szczegółowe instrukcje i informacje. Po cięciu od razu córkę mogłam przytulić (chyba jeszcze podczas szycia:) opieka na sali pooperacyjnej ok. Generalnie po ok dobie (przy cc) dzieci są na sali z matkami, ale można liczyć na pomoc w razie takiej potrzeby. Generalnie opieka super, i to nie tylko ze strony personelu ale też praktykantów - bardzo się starają i są super mili. Oczywiście "sfochowane" położne też się trafiły i wtedy faktycznie przy burzy hormonów można się załamać. Cóż, na znudzonych pracą nie ma rady:(
    Warunki po remoncie oddziału super.
    Największym rozczarowaniem był wypis. Ciągle ktoś sprawdzał czy w końcu wyszłyśmy, bo łóżko było potrzebne. I nie otrzymałam absolutnie żadnych instrukcji co do "obsługi" pępka czy podawania witamin. Gdyby nie to, że sama się wyedukowałam i zadzwoniłam do przychodni, to nie wiedziałabym np. nic o witaminie K. Tu szpital zaliczył mega porażkę. Poza tym bardzo polecam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też rodzilam na Kopernika. Starsze dziecko w czasach przed remontem, młodsze w trakcie remontu.
    Za pierwszym razem spotkałam tylko jedną wredną położną noworodkową, reszta do rany przyłóż. Bardzo mi pomogły. W drugiej ciąży od razu bylam zdecydowana na ten szpital.
    Z wypisem też nie było problemu.

    Polecam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja rodziłam na Ujastku w czerwcu 2014, cc z powodu zagrażającej zamartwicy. Sam zabieg wspominam dobrze, poza jedną pani pielęgniarką, która jest tam chyba za karę. Dziecko pokazali zaraz po wyjęciu z brzucha, po ubraniu dali do szybkiego przytulenia i pocałowania, potem zabrali i przynieśli jakieś pół godziny po przewiezieniu na salę pooperacyjną. Od tego momentu poza krótkimi przerwami na badania i kąpiel dzidziuś cały czas może być z mamą. Ja miałam cięcie tuż po 11, wieczorem mnie spionizowali, pozwolili iść pod prysznic, dziecko na pierwszą noc zabrali, ale sama zająć się nim nie dałabym chyba rady.
    Opieka na sali pooperacyjnej super, położne przemiłe, bardzo delikatne. Na "normalnych" salach poporodowych taki standard, jaki opisywałyście.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja swojego porodu nie wspominam dobrze a to wlasnie zasluga pielegniarki ktora mi dogadywala podczas rozbierania , czy taka wstydliwa bylam w lozku... ( bez kitu... czulam sie upokorzona.. bo na ostatnia chwile lekarz zdecydowal cesarke i z wlasnej koszuli musialam wskoczyc w szpitalny.. przy calym personelu musialam sie rozebrac do naga.. nie bylam na to przygotowana i stad moje skrepowanie.. :/ pozniej po wszystkim gdy zaczela sie noc.. polozyli obok mnie synka ale sama nie bylam w stanie sie poruszyc na bok.. wiec cala noc tkwilam w jednej pozycji na plecach bo nikt nie raczyl nawet podejsc zobaczyc czy wszystko ok.. po dobie juz musialam byc o wlasnych silach bo po obchodach i badaniach nikt nie zagladal jedynie Panie sprzatajace.. na ktore moglam liczyc.. wiec dobrze uslyszec ze w innych szpitalach jest ok...

    OdpowiedzUsuń