Zaparcia nawykowe u dwulatka, czyli jak oswoić dziecko z kupą (cz. 1. - badania, dieta i leki)

14:38 Gosia Komentarzy: 6

zaparcia nawykowe u dwulatka

Wszystko zaczęło się, gdy Lenka miała półtora roku. Nagle, z dnia na dzień, pojawiły się problemy z wypróżnieniem. Doszło do tego, że kiedy Lenka czuła, że musi zrobić kupę, wdrapywała się na moje kolana, obejmowała rączkami moją szyję i z płaczem zaczynała gnieść. Do dziś na wspomnienie tych momentów boli mnie serce. Wówczas problem dotyczył przede wszystkim tego, że kupa była bardzo twarda, a więc i wypróżnienia bolesne. Co ciekawe, nie było problemów z częstotliwością. Za radą pediatry zmieniliśmy dietę, zwracaliśmy uwagę na to, ile Lenka pije (Akurat w wieku półtora roku miała taki okres, że piła bardzo mało. Po prostu nie chciała. Kombinowałam więc z kubeczkami, słomkami, a nawet poiłam łyżeczką, byle piła więcej).

Kiedy już myślałam, że idzie ku dobremu, bo kupka stała się normalna, a wypróżnienia przestały wiązać się z płaczem i bólem, pojawił się inny problem - znacznie zmniejszyła się częstotliwość. Normą stało się wypróżnianie co 4-5 dni, zdarzały się nawet odstępy sześciodniowe. To, ile nerwów kosztują rodzica zaparcia u dziecka, jest w stanie zrozumieć wyłącznie osoba, która miała do czynienia z taką samą sytuacją. Codzienne zastanawianie się, czy kupa będzie dzisiaj, a jeśli nie - to kiedy. Odliczanie każdego dnia, znaczenie w kalendarzu tych dni, kiedy było wypróżnienie. Koszmar. 

O robieniu kupy do nocnika nawet nie było mowy. Gastrolog stwierdził leniwe jelita. Ja jednak czułam, co potwierdził pediatra, że problem może być bardziej złożony. W tym, że ma podłoże psychiczne, utwierdziłam się, kiedy zauważyłam, że Lenka powstrzymuje kupę. Najzwyczajniej się boi ją robić. Podejrzewam, że jedno wynikło z drugiego, czyli początkowy ból doprowadził do lęku przed wypróżnianiem, a problem potęgowała dodatkowo spowolniona praca jelit. 

Jak sytuacja wygląda dzisiaj? Lenka wypróżnia się na nocnik, bez obaw i strachu, co 2-3 dni, czasem udaje się nawet codziennie. Po roku walki z zaparciami w końcu mogę powiedzieć, że udało nam się ją wygrać, choć zdarzają się jeszcze dłuższe odstępy, np. kiedy wyjeżdżamy. Wiem, że problem jest bardzo powszechny. Tak powszechny, że - z tego, co czytałam - niektórzy pediatrzy uznają zaparcia nawykowe u dwulatka wręcz za normę rozwojową. Fakt jest jednak taki, że problemu nie można lekceważyć, bo może się nasilać.

BADANIA

Oczywiście, jeśli u dziecka pojawiają się zaparcia, konieczna jest wizyta u pediatry. Warto też wykonać badania, które pozwolą wykluczyć różne możliwe przyczyny, np. badanie z krwi poziomu hormonów tarczycy, ponieważ czasem zaparcia związane są z niedoczynnością. Koniecznie trzeba zrobić USG jamy brzusznej, żeby ocenić jelito grube, sprawdzić, czy zaparcia nie doprowadziły do np. poszerzenia go. Jeśli nie ma żadnych fizjologicznych źródeł zaparć, prawdopodobnie przyczyną kłopotów jest dieta i - zwykle przede wszystkim - lęk. 

DIETA

Ujmując w skrócie, najważniejsze są dwie rzeczy: dużo błonnika i jeszcze więcej wody. Nie wystarczy jednak zwiększyć ilość błonnika, bo przy niedoborze wody może to doprowadzić wręcz do nasilenia problemu. Dziecko musi dużo pić, przy czym do ilości przyjmowanych płynów wliczają się też np. zupy. Jakie konkretne produkty warto włączyć, a jakie wykluczyć z diety dziecka?

Zapierająco działa m.in. ryż, ziemniaki, banany, czekolada  (czy ogólnie słodycze), kakao (ja zamiast kakao daję kawę zbożową). Wprowadzić należy produkty z wysoką zawartością wspomnianego włókna pokarmowego, np. wszelkie warzywa (ale odpada gotowana marchewka), kasze, pieczywo typu graham. Zapierać może żółtko jajka, więc ilość podawanych dziecku jajek też warto mieć pod kontrolą. Bardzo dobrze na jelita działają owoce z drobnymi pestkami, np. maliny, truskawki, kiwi, porzeczki, oraz oczywiście jogurty (ale prawdziwe jogurty, nie serki dla dzieci przeładowane cukrem).

Bardzo pomocne są suszone owoce, szczególnie suszone śliwki. Korzystałam z nich na dwa sposoby. Najpierw gotowałam kompot, a następnie śliwki z kompotu miksowałam z kefirem i tak powstawał koktajl. Do koktajlu dodawałam też zwykle odrobinę miodu. Oczywiście można też dodać inne owoce, np. wspomniane maliny czy kiwi. O dziwo, Lenka bardzo polubiła koktajl śliwkowy. Nie dawałam jednak za często, żeby się jej nie znudził. Zazwyczaj co 3-4 dni.

W walce z zaparciami niezastąpione są płatki owsiane, problem w tym, że nie każde dziecko lubi jeść owsiankę. Lenka niestety należy do tych, które za nią nie przepadają. Starałam się jednak jakoś te płatki przemycać. Zwykle mieszałam je z jogurtem i owocami. Można też oczywiście dodać suszone śliwki, ale przed podaniem warto je sparzyć (po prostu nasypać śliwek do garnuszka i zalać wrzątkiem, aż rozmiękną) albo - tak jak pisałam - wcześniej ugotować kompot. Robię też placuszki owsiane: płatki łączę z jajkiem, startym jabłkiem i cynamonem.

Teraz sposób, który poleciła nam znajoma gastrolog. Nasiona lnu, ale nie te zmielone, tylko w całości. Warto zacząć np. od jednej łyżeczki dziennie i przy braku rezultatów zwiększać ilość. Lence podawałam nawet 3-4 łyżeczki. Co ważne, len należy podawać codziennie, żeby pobudzić jelita do pracy. I co jeszcze ważniejsze, najpierw należy go sparzyć lub zagotować w małej ilości wody, aby wytworzył się śluz (ja robię tak, że nasypuję określoną ilość nasion do szklanki, zalewam niewielką ilości wrzątku i odstawiam, aż wydzieli się śluz i wszystko zgęstnieje; nic nie trzeba odcedzać). Tu też pojawia się problem, jak takie nasiona przemycić. Ja dodawałam (i nadal dodaję) np. do zupy, koktajlu, jogurtu, czyli do płynnych pokarmów, z którymi po prostu go łatwiej wymieszać.

Polecam prowadzenie dzienniczka, przynajmniej przez jakiś czas. Czyli bierzemy do ręki zeszyt i zapisujemy, co dziecko jadło każdego dnia (zapisujemy wszystko). To pomoże wyłapać, czy jakiś konkretny produkt działa zapierająco. Warto też znaczyć w kalendarzu dni, w których było wypróżnienie. To naprawdę ułatwia orientację w temacie.

LEKI

Do wszelkich leków na zaparcia podchodzę sceptycznie, może dlatego, że u Lenki kompletnie nie działały. Nie było w ogóle efektu po syropie Lactulosum. Słabo działały też makrogole, np. Forlax, Dicopeg Junior czy Xenna Junior. Warto wiedzieć, że makrogole są dość bezpieczne, bo nie rozleniwiają jelit. One działają na zasadzie pochłaniania wody (dlatego przy ich podawaniu dziecko musi naprawdę dużo pić!), a przez to zwiększania objętości stolca, w efekcie dziecko powinno częściej czuć potrzebę wypróżniania. Pediatra nas uprzedzał, że po Forlaxie mogą pojawić się nawet 3 kupy dziennie. No cóż, tak nie było. Mimo to lek podawałam przez kilka miesięcy, uzyskując przy tym wypróżnienia co 3-4 dni, bo przy niepodawaniu go w ogóle odstępy były jeszcze większe.

Czopki. Ciężki temat. Lenka bardzo się bała czopków. Po pierwszym przez długi czas powtarzała: "Lenka nie chce czopka", a mi się aż płakać chciało. Starałam się dawać więc jak najrzadziej, tylko w wyjątkowych sytuacjach, a więc kiedy np. nie było kupy przez 6 dni. Aż takie odstępy zdarzały się jednak na szczęście dość rzadko, więc przez ten rok walki z zaparciami czopka podałam tylko kilka razy.

Podstawę w przypadku zaparć u dziecka stanowi dieta i to od jej zmiany - nieraz bardzo drastycznej - trzeba zaczynać. Stosowanie jakichkolwiek leków należy skonsultować z pediatrą. 

Co jednak zrobić, kiedy dieta jest w porządku, a zaparcia nadal są? Tu problem się komplikuje, bo to oznacza, że źródła szukać trzeba w psychice i w pojawiającym się akurat w okolicach 2. roku życia lęku przed wypróżnianiem. Skąd ten lęk i jak go pokonać, o tym w drugiej części.

6 komentarzy:

  1. Współczuję takich sytuacji. Dobrze, że jest coraz lepiej i gratuluję sukcesów nocnikowych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Również współczuję takich problemów, zaparcia które trwają rok muszą być straszne, u nas prawie natychmiast pomógł dicopeg junior właśnie ale zgadzam się co do kluczowej roli odpowiedniej diety i dużej ilości wody, wręcz wmuszałam ją córce. Bez zmian nawyków żywieniowych nie ma szans na wygraną z tą dolegliwością

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, woda woda i jeszcze raz woda plus błonnik. U nas to pomogło. Żeby mieć dostęp do zdrowej wody zamontowałam w domu filtr molekularny z naturalną mineralizacją i taką wodę pijemy i pilnujemy aby dzieci również piły.

    OdpowiedzUsuń
  4. A mialo nie byc o kupach. Dziwne to co piszesz bo u nas pomaga wlasnie gotowana marchewka. Polecam KIWI i wszelkie owoce z pesteczkami np. truskawki.
    Widzialam Cie kiedys z mezem w Tesco na Kapelance. Lenka to caly tata. Twoj maz jest mlodszy od Ciebie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kupach miało być nie za często, a jest pierwszy raz :) Gotowana marchewka polecana jest przy biegunkach. Ale skoro u was działa, to widocznie zależy od organizmu :)
      Mąż jest młodszy aż o całe 4 miesiące ;)

      Usuń
  5. Fajny blog super rady ....��

    OdpowiedzUsuń