Poród bez bólu

15:05 Gosia Komentarzy: 7


Możliwy raczej nie jest. Nawet jeśli decydujemy się na znieczulenie zewnątrzoponowe, i tak należy poczekać na kilka centymetrów rozwarcia, więc trochę pocierpieć trzeba. Można jednak na różne sposoby ból porodowy łagodzić, mniej lub bardziej skutecznie. Oto moja bardzo subiektywna (oparta wyłącznie na moim doświadczeniu) lista metod zmniejszających ból towarzyszący I fazie porodu (rozwierania).

Znieczulenie zewnątrzoponowe. Wiele, bardzo wiele zależy od umiejętności anestezjologa i prawidłowego sposobu podania. Przed porodem nasłuchałam się, że traci się czucie w nogach, że trzeba leżeć, że wydłuża I fazę, a nawet prowadzi do zatrzymania akcji porodowej. Przyznam więc, że z jednej strony miałam wątpliwości, czy decydować się na znieczulenie, a z drugiej - w głębi duszy czułam, że jeśli tylko się zakwalifikuję, to wezmę. I cieszę się, że je otrzymałam. Najpierw jednak musiałam poczekać, aż rozwarcie wyniesie 4 cm (i czekałam na nie jak na zbawienie, dopytując nieustannie położną, czy to już). Wkłucia nie czułam w ogóle. Paraliżu nie doznałam. Do wydłużenia fazy rozwierania raczej też nie doszło, bo wszystko przebiegło dość sprawnie. Lekkie skurcze nadal były odczuwalne, ale o wiele mniej boleśnie (w pewnym momencie nawet ucięłam sobie drzemkę). Jedyny minus: nie czuć, że pęcherz jest pełny. Jeśli więc decydujecie się na zzo, pamiętajcie o korzystaniu z toalety, nawet jeśli nie czujecie potrzeby. Ja o tym nie wiedziałam, położna nie uprzedziła, więc po wejściu na fotel porodowy na szybko miałam zakładany cewnik. Ogólnie znieczulenie polecam. Przy czym zaznaczam, że ja akurat jestem zwolenniczką korzystania z dobrodziejstw medycyny i uważam, że jeśli można sobie ulżyć w bólu, to warto to zrobić.

Gorący prysznic. Tak, tak i jeszcze raz tak. Jeśli tylko jest taka możliwość, wskakujcie do wanny lub pod prysznic. Ja oblewałam się gorącą wodą nieustannie przez kilka godzin. Weszłam chyba nawet w jakiś rodzaj transu, od skurczu do skurczu, bo ponad 4 godziny, które podobno spędziłam w łazience, minęły mi jak 15 minut. A nawet sobie przysnęłam. Prosty sposób, nieinwazyjny, niefarmakologiczny (jeśli któraś z was jest zwolenniczką naturalnych metod). Naprawdę polecam.

Krzyki i jęki. Mnie pomagały bardzo. W pierwszej fazie głównie jęczałam, w drugiej - krzyczałam. Nie było to zamierzone, nie było wymuszone. Po prostu czułam taką potrzebę. A podczas porodu warto słuchać intuicji i instynktu.

Masaż i piłka. Umieszczam razem, bo ani to, ani to mi nie pomagało. Dotyk Pe wręcz mnie drażnił i powodował nasilenie bólu (nie żeby to była wina Pe, ale tak już jest: niektóre kobiety podczas porodu lubią dotyk drugiej osoby, podczas gdy inne - w tym ja - dotyku tego unikają, bo najzwyczajniej w świecie drażni i irytuje). Kołysanie się na piłce również nie przynosiło żadnej ulgi. Jak dla mnie totalnie bezużyteczna rzecz na sali przedporodowej.

Gaz rozweselający. Na koniec tylko wspomnę, że istnieje taka metoda. Opinii swojej nie wyrażę, bo nie korzystałam.


Zobacz również:
Poród: moje wyobrażenia a rzeczywistość
Jak przetrwać poród?
Poród. Czy to już?




7 komentarzy:

  1. Ja rodziłam bez zzo, bo w centrum rodzenia nie było takiej opcji. Miałam bóle krzyżowe na które nic nie pomagało, może troszkę masaże. Korzystałam z gazu ale nic mi nie pomógł, chyba nie umiałam się ,, zaciągnąć,,.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja rodziłam bez zzo, bo niestety nie było u mnie takiej możliwości :(
    Piłka - to było MOJE ZBAWIENIE przez praktycznie cały poród (14h), bo nie mogłam leżeć na wznak. Nawet na sam koniec jak już miałam przeć na fotelu to albo bokiem, albo nawet na ziemie na kucki mnie położna ściągała.
    Z gazem to jakiś MEGA MIT i ściema jest - 0 efekty a czekałam jak na zbawienie... On chyba działa tylko na nastolatków chcących się zabawić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ogólnie nie czułam bólu w początkowych fazach porodu. Bolało mnie jedynie badanie przez położną (jak układała dziecko w kanał rodny) oraz sam poród po znieczulenie przestało działać przed samym finałem. I miałam do wyboru albo szczypce ze znieczuleniem, albo bez znieczulenia. Wybór był prosty. Na szczęście ostatni część porodu trwała u mnie 10 min.

    OdpowiedzUsuń
  4. ja mialam cc i znieczulenie nie zadzialalo wiec juz na teraz mam traume jak bedzie nastepnym razem :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Poród to coś cudownego, niezależnie w jakiej wersji jest to zawsze niesie dla nas przełomowy moment w życiu :) coś niesamowitego ... !
    Chcę to powtórzyć! :)
    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Prysznic był rewelacyjny! Do wanny mnie też wsadzili, ale musiałam wyjść... tętno Małemu spadało i nie mogłam siedzieć w wodzie :O
    Reszty nie dane mi było spróbować...

    OdpowiedzUsuń
  7. miałam zzo i niestety u mnie spartaczyły się skurcze, były za krótkie przez co musiałam przeć po skurczu, do tego ostatnia faza była już bez znieczulenia, które przestało działać. Mi pomogło chodzenie po korytarzu i przy skurczu kręcenie biodrami oraz prysznic - zbawienie - półtorej godziny minęło mi jak 5 minut. Szkoda tylko, że położna z nocki sobie smacznie spała gdy męczyły mnie skurcze z krzyża i nie wiedziałam jak sobie ulżyć, dopiero na dziennej zmianie położne mną się zajęły. Ja za to żałuję, że nie zrobiłam sobie lewatywy w domu, bo w szpitalu mi nie zrobili i teraz męczę się z hemoroidami.

    OdpowiedzUsuń