Karolku, nie baw się piaskiem, bo się wybrudzisz

15:01 Gosia Komentarzy: 8

nadopiekuńczość

Karolek (imię zmienione). Lat (na oko) 3-4. Schludnie ubrany. Opanowany, ale ciekawski. Zagląda to tu, to tam. Odnoszę wrażenie, że najchętniej zdarłby z siebie te sztywne szaty i wytarzał się w piasku.

Ale jak cień podąża za nim babcia. Dusząc w zarodku wszelką spontaniczność, utrudniając zanurzenie się w swobodnej zabawie, zabijając budzącą się do życia kreatywność.

"Karolku, nie syp piaskiem. Chodź, pójdziemy na huśtawkę. Potem pozjeżdżasz. Wybrudzisz się, na zjeżdżalni pełno piasku. No ale uważaj! Nie biegnij, bo się wywrócisz".

Najlepiej stań w miejscu, nie ruszaj się, nie bądź dzieckiem, no, ewentualnie możesz oddychać.

Nie był to pojedynczy epizod. Widząc tę scenę, wstrząśnięta wróciłam do domu, bo Karolka zrobiło mi się zwyczajnie żal. Żal tej dziecięcej duszy, która aż rwie się do tego, żeby poznawać świat i doświadczać go wszystkimi zmysłami. Tak myślałam o Karolku kilka dni. W końcu zapomniałam. Aż do chwili, kiedy to mąż wrócił ze spaceru z Lenką i zaczął w drzwiach: "Wiesz, na placu jest taki Karolek...". Dostrzegł to samo, co mnie tak bardzo zasmuciło.

Babcia, pewnie w dobrej wierze, stara się kierować Karolkiem, aby uchronić go przed całym złem tego świata. Ale przy tym nieustannie nim kieruje, dosłownie każdym jego krokiem, traktując Karolka jak robota, który najpierw ma iść tu, a potem tam, broń Boże nie próbując nawet podążyć własną ścieżką.

Dlaczego mnie to tak zasmuciło? Bo w myślach od razu pojawił się obraz: nie Karolka, ale już Karola. Mężczyzny, który zdaje się być nieco zagubiony, bo całe życie ktoś nim kierował, a teraz nagle musi radzić sobie sam. Który nie ryzykuje, woli bezpieczną drogę, którą wytyczył ktoś inny. Który nie walczy o swoje, bo po co się wychylać, jeszcze mu się nie uda. Nieporadnego, pozbawionego wiary w siebie, wciąż słyszącego głos: "uważaj, bo się przewrócisz".

Może przesadzam...

A może nie?



8 komentarze:

Buszująca w trawie, czyli jakie zabawki ogrodowe sprawią dziecku frajdę

10:57 Gosia Komentarzy: 3

piaskownica

Na co dzień gnieździmy się w bloku. Wprawdzie tuż obok jest plac zabaw, nawet jakaś rzeczka płynie, a w niej pluskają się kaczki, ale ogród to ogród: kawałek prywatnej zieleni, gdzie możesz robić to, na co tylko masz ochotę (no, prawie). Dlatego kiedy jedziemy do dziadków (obojętnie których, bo i jedni, i drudzy mają to szczęście, że mieszkają w domu) i pogoda dopisuje, całymi dniami Lenka przesiaduje w ogrodzie. Próba zaciągnięcia jej chociażby na obiad zwykle kończy się na tym, że to ja kapituluję i latam za nią po tym ogrodzie, próbując podsuwać jej łyżkę z zupą. 

Jak już te dziadkowe ogrody są, to żal byłoby ich nie wykorzystać. Stopniowo zapełniają się więc zabawkami, coraz bardziej zamiast zacisznego kącika przypominając kolorowy plac zabaw. Jakie zabawki wg mnie są ogrodowym must have?

Piaskownica. Konieczna, niezbędna, nieodzowna. Musi być i koniec. To właśnie piaskownica – obok huśtawki powieszonej na trzepaku – była jednym z naszych pierwszych nabytków. Kiedy Lenka zaczyna się w niej bawić, to jest ten moment, gdy można na chwilę usiąść na ławce i w spokoju – przy akompaniamencie ćwierkających w karmniku wróbelków (ach, rozmarzyłam się) – napić się kawy. Kupując piaskownicę, warto zwrócić uwagę na to, czy posiada pokrywę. Przydaje się nie tylko podczas deszczu – wałęsającym się po okolicy kocurom piaskownica może aż zanadto kojarzyć się z kuwetą, lepiej więc zakrywać ją na noc. 

Namiot albo domek. Wariacji na temat ogrodowych namiotów i domków dla dzieci jest mnóstwo. Sami mamy kilka. U jednych dziadków jest zestaw dwóch namiotów połączonych tunelem, u drugich dziadków – namiot-zamek. Ale muszę przyznać, że kusi mnie jeszcze klasyczny domek plastikowy z okienkami, drzwiami itd. (sama bym chętnie w nim posiedziała). 

Zjeżdżalnia. Zjeżdżalnia jest na razie na liście rzeczy „do kupienia” i podejrzewam, że prędzej czy później również pojawi się w naszym (w sensie dziadkowym) ogrodzie. Zwłaszcza że o ile do niedawna Lenka podchodziła do zjeżdżalni na placu zabaw z lekkim dystansem, teraz sama dzielnie wdrapuje się po schodkach, siada i sunie w dół z uśmiechem (uprzednio popędzając dzieci, które stoją na górze i zastanawiają się, czy zjechać, ekhm). 

A jakie zabawki są w waszych (dziadkowych) ogrodach? 



Na zdjęciu widać: 

Wpis powstał we współpracy z Lelushop.

3 komentarze:

Poduszka-sówka i kocyk, czyli cudowności od Owl on cotton

11:54 Gosia Komentarzy: 3

kocyk i poduszka Minky

Sówka i minky - duet, na którego punkcie jakiś czas temu oszalały dzieci. No dobra, nie dzieci, a ich matki. Do tej pory dzielnie opierałam się temu szaleństwu, ale chyba i mnie nie ominie. Dlaczego? Bo po otrzymaniu pięknej poduszki-sówki i przemiłego kocyka minky (z sówkami na odwrocie, ma się rozumieć), przepadłam.

Nie tylko mnie zachwyciły. Kiedy Lenka otworzyła pudełko, krzyknęła: "kocyk! podusia!" i po rozpakowaniu położyła się na owej podusi, przykryła sobie głowę kocykiem i zawołała: "akuku!".

Kocyk jest idealny nie tylko dla dwulatka, ale również starszego dziecka, bo ma wymiary 100x135 cm. Dostępne są też oczywiście inne wzory i inne wymiary: od 50x75 cm do 110x160 cm. Jest mięciutki i ciepły, aż miło się nim otulić. Poduszka natomiast ma wymiary 30x30 cm. I jest przesympatyczna. O ile tak można powiedzieć o poduszce, no ale sami popatrzcie na zdjęcie - sympatyczna, prawda?

Owl on cotton ma do zaoferowania jednak znacznie więcej. Są poduszki-motylki, czapki, kominy i apaszki, zawieszki do smoczków, komplety do wózka, ochraniacze do łóżeczka, beciki... Wszystko oczywiście prosto z Polski i szyte ręcznie.

Zresztą, sami zobaczcie: Owl on cotton

Skusiłam was? Na hasło: matkaporazpierwszy otrzymacie rabat 10%! (kontaktujcie się przez FB)




3 komentarze: