34. tydzień ciąży

10:07 Gosia Komentarzy: 27

W ciąży doświadczyć można niezwykłego zjawiska zwanego "jak ten czas leci". Do końca pierwszego trymestru dni dłużyły mi się niemiłosiernie. Natomiast czas między, powiedzmy, 12. tygodniem a chwilą obecną zlewa mi się w jedną wielką plamę pod nazwą: ciąża. Pamiętam, jak z Pe namiętnie wypatrywaliśmy drugiej kreski na teście, a tu już niedługo ta kreseczka ujawni się w postaci różowego, wrzeszczącego bobasa.

34. tydzień skończony. Powoli zaczynam czuć na plecach powiew szpitalnego powietrza. Nastrajam się na pakowanie torby ("nastrajam" to odpowiednie słowo - przesuwam tę czynność z dnia na dzień, tkwiąc w jakimś absurdalnym przekonaniu, że jeśli dziś się spakuję, to jutro na pewno wyląduję na porodówce). Spisuję na kartce formalności, które trzeba załatwić po narodzinach dziecka. Zastanawiam się nad organizacją życia w pierwszych tygodniach po wyjściu ze szpitala (planujemy wynieść się na jakiś czas do moich rodziców, którzy mieszkają godzinę drogi od nas).

W kwestii samopoczucia psychicznego bywa różnie, choć źle nie jest. Miewam dni, kiedy myślę sobie "dam radę ze wszystkim". Ale zdarzają się też dni, kiedy dominuje przekonanie "ku**a, nie dam sobie rady". Które przeważają? Powiedziałabym, że pół na pół. Choć za sukces uznać muszę fakt, że w ciągu całej ciąży zdarzyło mi się płakać tylko dwa (!) razy.

Trochę gorzej z samopoczuciem fizycznym. Nie wiem, czy to kwestia samej ciąży, czy wybuchowej mieszanki ciąży i gwałtownych zmian pogody (meteopatia to moje drugie imię), ale od kilku dni ledwo żyję. Poranne wstawanie wygląda mniej więcej tak: otwieram oczy, "kur**a" (przepraszam za nagromadzenie przekleństw w tym poście), przetaczam się na lewy bok, jeśli akurat spałam na prawym, przy akompaniamencie odgłosów zdychającej foki siadam na łóżku, siedzę tak lekko przygarbiona przez kilka minut, starając się nawiązać kontakt ze swoim mózgiem, po czym podejmuję próbę podniesienia się, staję na nogach, w dalszym ciągu zgarbiona, i człapię w kierunku łazienki, kołysząc się na boki jak przy zaawansowanym reumatyzmie. Objawem, który wyjątkowo dokucza mi od jakiegoś czasu, jest ból w okolicach pachwin. Widocznie mięśnie i inne części składowe ciała już ledwo zipią, dźwigając brzuch.

Zauważyłam też u siebie coraz bardziej olewający stosunek do wyglądu. Oczywiście, staram się wyglądać znośnie, żeby nie straszyć męża, listonosza i samej siebie podczas patrzenia w lustro. Do tej pory jednak, nawet gdy cały dzień planowałam spędzić w domu, pamiętałam przynajmniej o korektorze pod oczy i tuszu do rzęs. Teraz myślę sobie "pierd**ę" (znów przepraszam) i jedyne, co nakładam na twarz, to krem. Nie mam po prostu siły. Mam nadzieję, że to minie po połogu.



Dane statystyczne
Waga: +9 kg
Obwód brzucha: 102 cm
Częstotliwość nocnego wstawania do toalety: 4-5 razy
Liczba przekleństw wypowiadanych w myślach w ciągu dnia: coraz większa

G.

27 komentarzy:

  1. Ojej, ale już niedługo koniec:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, u mnie statystyka razy dwa a z częstotliwością wstawania do toalety to może nawet x3.
    A powiedz pobolewają Cię biodra? Nie wiem jak nazywają się te mięśnie ale w nocy czasem budzę się z bólem bioder właśnie. Nie wiem czy to od poduszki między nogami czy może już od wagi - że gniotę czy może po prostu ciało nie wytrzymuje już rozpychania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm bioder nie czuję, jedyne co, to właśnie te pachwiny i generalnie te okolice. Ale biodra też raczej wiązałabym z większą wagą i "rozjeżdżaniem się" wszystkiego na boki w celach przygotowawczych do porodu :)

      Usuń
    2. Podobno miednica się rozchodzi i dlatego tak boli, mam to samo. zwłaszcza w nocy.

      Usuń
  3. Te pachwiny też Cię bolą bo kości się rozchodzą przed porodem. Ale to już tak niewiele zostało :-) Odpoczywaj dużo i ciesz się ostatnimi chwilami spokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to fakt :) czyli organizm zaczyna przygotowania do porodu... i cieszy mnie to, i stresuje ;)

      Usuń
  4. Cudowny post. Nie że się cieszę, że jest Ci źle, ale że mimo to potrafisz zachować dystans. Nie ma to jak się obudzić z uroczym "k*rwa" na ustach :D
    Jestem w podobnym stanie. A w ostatnim tygodniu (max. dwóch) nadrobiłam ilość płaczów za wiele lat (nie tylko miesięcy ciążowych).

    A pojęcie czasu dla mnie wygląda tak: jak patrzę wstecz ciąży, to "@#$%^ kiedy to zleciało? co się działo?", a jak patrzę do przodu, to: "@#$%^ ale jeszcze długo". Choć po wczorajszej wizycie też mi powiało szpitalem po plerach. I to "także proszę się JUŻ szykować"... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę mnie to przeraża. Poród pewnie za ok. 4 tygodnie, bo coś czuję, że będzie wcześniej. Z jednej strony myślę sobie, że to mnóstwo czasu, a z drugiej - że przecież to TYLKO miesiąc. I nagle ogarnia mnie takie poczucie bezradności, że nawet gdybym chciała, to tego nie przesunę ;)

      Usuń
    2. Tak, nieuchronność też mnie przeraża :D
      Ale nic to, pocieszę Cię, że ja nadal nie mam co włożyć do torby do szpitala (tylko koszule do karmienia mam). Reszta w miarę opanowana, została wanna i coś tam z apteki. Doktor mówi "pakować się", a ja nie mam co!

      Aaa, a pachwiny jak zabolały mnie w styczniu podczas spaceru treningowego z psem i trenerem (trener zapomniał, że nie nadążam, a ja chciałam nadążać), tak nieustannie bolą do tej pory 24/7 :D

      Usuń
    3. To Cię podziwiam, bo ja bym spać nie mogła, nie mając nagromadzonych rzeczy do spakowania :) U mnie wszystko leży na półce i wystarczy wrzucić do torby, ale właśnie jakoś tak... chyba liczę na to, że odwlekę moment porodu, jeśli będę opóźniać pakowanie się ;)

      Usuń
  5. ahaha zdychająca foka mnie rozbroiła totalnie :D skąd ja to znam, po prostu jakbym widziała siebie próbującą wygramolić się z łóżka/kanapy/wanny itd. U mnie 36 tydzień, torba w połowie spakowana i staram się korzystać z ostatnich chwil lenistwa.

    OdpowiedzUsuń
  6. A właśnie dziewczyny, mam takie pytanie, robicie jakieś ćwiczenia typu mięśnie kegla albo masaż ten tego (nienawidzę słowa krocze :/) Sorry za bezpośredniość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się ćwiczyć Kegla, ale masażu krocza mi się zwyczajnie nie chce robić :P Ale może faktycznie warto... sama nie wiem.
      Tu znalazłam jakiś film instruktażowy, bez obaw - rysunkowy ;)

      http://www.mamazone.pl/tv/film,24679,masaz-krocza-przed-porodem.aspx

      Usuń
    2. A u mnie na odwrót, robię te masaże kilka razy w tyg i powiem szczerze, na prawdę widzę różnicę, więc myślę, że warto. Natomiast o keglu często zapominam.

      Usuń
    3. Hmm to może rzeczywiście też zacznę. A używasz jakiegoś olejku?

      Usuń
    4. Tak, robiłam mały research na ten temat :) Zwykła oliwa z oliwek jest bezpieczna i u mnie się sprawdza. Spróbuj, po kilku dniach powinnaś zobaczyć, że warto :)

      Usuń
  7. Ładny przyrost wagi :) sama bym tak chciała :) , mi z 20+ było super ciężko na koniec.
    Ból pachwin też pamiętam, a dokładniej bolało mnie krocze jakbym spadła na rurkę ( taką np jak huśtawka na placu zabaw) albo ktoś porządnie kopnął :D Minęło dopiero jakiś tydzień po porodzie. Pod koniec ból był na prawdę dokuczliwy ! Z doktorkiem podejrzewaliśmy że oprócz rozchodzenia się spojenia łonowego mogły pojawić się w tym miejscu żylaki od wysiłku noszenia ciężkiego brzucha.. :)

    Torbę miałam spakowaną już w 30 tyg :D ale z tego względu że w 27 tyg zaczęła mi się skracać szyjka i musiałam leżeć, a wszyscy mnie bardzo nastraszyli wcześniejszym porodem .

    Turlaj się mamusia zdrowo ! I dużo pozytywnego myślenia ! Dacie radę ze wszystkim :) !

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak na razie, mi na każdym etapie leci szybko czas :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No to ja Cię pocieszę, nie jestem w ciąży a mam kilka dni wolnego i ledwo wstaję z łóżka, po części jest winna pogoda po drugie pewnie nic wiele nie robienie jeszcze bardziej mnie rozleniwia, wszystko mnie boli i nie mam na nic siły ani chęci..
    W Twoim stanie to zrozumiałe, tak mi się wydaje..ale torbę spakuj Kochana :*

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, w ciąży się zapomina, że pewne dolegliwości są normalne tak po prostu. Najłatwiej zrzucić winę za wszystko na ciążę. Hehe, ale eureka!

      Usuń
  10. Na szczęście, już nie długo urodzisz i będzie ci lepiej. Samopoczucie, pewnie się poprawi.. Pakuj się, pakuj , lepiej mieć wcześniej, wszystko spakowane.
    Trzymaj się. Zdrówka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba faktycznie spakuję się w najbliższych dniach :)

      Usuń
  11. Ojej, miałam podobnie w ciąży tuż pod koniec. A w ostatnich tygodniach marzyłam, by już urodzić i oby to było w nowym roku:))) Niestety te hormony troszkę nam rozwalają samopoczucie i mam nadzieję, że to minie choć po roku:)))) Życzę dużo zdrowia i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. O! Piekny brzuszek!

    Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) na pewno zaglądnę :)

      Usuń